Schinus peruwiański

H. Sienkiewicz w swoich wspomnieniach z pobytu w Atenach pisze: „Wjeżdżałem do miasta koło Akropolu i Olimpijonu, przez bulwar panhelleński, który jest jedną zieloną wstęgą. Pieprzowe drzewa, o jasno-zielonych delikatnych listkach, przypominają wierzby płaczące i nadają tej drodze wiosenny, majowy pozór”. I w innym miejscu: „Główna droga idzie do dworca kolei, leżącego na końcu ulicy Hermesa, ale w pobliżu miasta powóz skręca na prawo i wjeżdżamy na bulwar, wysadzany pieprzowemi drzewami”.

Wymienione wyżej drzewa pieprzowe istotnie można spotkać w Grecji, zwłaszcza w Atenach, jako drzewo ozdobne, ale przede wszystkim zacieniające. Jest to gatunek znany jako Schinus peruwiński (Schinus molle), często określany jako „fałszywe drzewo pieprzowe”. Są to zimozielone drzewa o płaczącym pokroju (istotnie przypominającym naszą wierzbę), osiągające do 10-15 metrów wysokości. Wiosną kwitną na biało i żółto, a jesienią pojawiają się na nich charakterystyczne małe, czerwono-różowe owoce. Liście, jak i owoce wydzielają po roztarciu dość intensywny, pieprzowy aromat. Owoce te są źródłem tzw. różowego pieprzu. Drzewa pieprzowe preferują słoneczne miejsca i są odporne na suszę, co czyni je idealnymi dla klimatu greckiego. Schinus peruwiański jest traktowany w Grecji jako neofit.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa

Najlepiej wynagradzanym polskim autorem w dziewiętnastym wieku wcale nie był  Henryk Sienkiewicz, lecz Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Ta autorka książek kulinarnych, w tym słynnych „365 obiadów” za wydania swoich książek otrzymała w roku 1883 ponad 84 tysiące rubli, co podobno stanowiło niemal trzykrotną wartość sporego majątku ziemskiego. Bolesław Prus, doceniając sukces Ćwierczakiewiczowej napisał „o czym u nas marzył Mickiewicz, to zdobyła pani Ćwierczakiewicz”. Dama słynęła z ognistego temperamentu, łakomstwa, niepośledniej tuszy i równie niepośledniej pyszałkowatości. Zwykła była mawiać, że ”Jeden jest tylko Szekspir i jedna Ćwierczakiewiczowa”. Można ją uznać za ikonę współczesnych celebrytów. Jak oni, kierowała się zasadą, że nieważne, jak mówią, ważne, aby mówili. Kiedy jej tusza osiągnęła tak wielkie rozmiary, że nie mogła już samodzielnie wejść po schodach teatralnego foyer, kazała wnosić się na widownię na krześle, dając stolicy kolejny powód do żartów.