Bibliotekę Narodową w Warszawie otwarto po raz pierwszy 8 lipca 1747 r. – był to dar biskupów Załuskich. Po Insurekcji Kościuszkowskiej cały księgozbiór ukradli Rosjanie, zachęceni do tego przez znaną niemiecką bibliofilkę, carycę Katarzynę. Gdy Polska odzyskała niepodległość, Bibliotekę zbudowano od podstaw. W 1939 r. Niemcy zamknęli zbiory Biblioteki w magazynach, a po upadku Powstania Warszawskiego, jak przystało na naród myślicieli i poetów, doszczętnie spalili bezcenne woluminy. Posiadali już sporo wprawy w paleniu książek. 10 maja 1933 roku zapłonął w centrum Berlina olbrzymi stos. Ubrani w mundury hitlerowskich oddziałów szturmowych SA studenci rzucali w ogień całe naręcza książek, bezmyślnie skandując wyuczone na pamięć hasła. Płomienie strawiły tysiące woluminów. Berlin był zresztą tego dnia tylko jednym z ponad 20 miast, w których płonęły stosy z książkami. Do podobnych autodafe doszło w Dreźnie, Bonn, Getyndze, Frankfurcie nad Menem i Królewcu. Spełniły się słowa Heinricha Heinego: Tam, gdzie pali się książki, w końcu pali się też ludzi.