Casus Agnieszka Holland

To straszne, ile nieszczęść może spaść na jedną jedyną osobę. Panią Agnieszkę Holland, sumienie intelektualnej słowiańszczyzny, nie tak dawno temu zawiedli Polacy, głosując w wyborach zdecydowanie nie tak, jak ona sobie tego życzyła. Teraz kolejna miłość Agnieszki Holland, Anglicy, brutalnie zignorowali jej uczuciowe deklaracje i umizgi, bezmyślnie oddając swoją rękę „niechlujnemu narcyzowi”, jak go, doprowadzona do rozpaczy, Agnieszka określiła w swoim pożegnalnym manifeście opublikowanym na łamach „Guardiana” – w nocy z 31 styczna na 1 lutego definitywnie wzięli rozwód z Unią Europejską, perfidnie pogrążając panią Holland w rozpaczy i łzach.

Swoją drogą trzeba mieć nie lada tupet, by sądzić, że posiadło się wyłączność na słuszne poglądy polityczne i monopol na prawdę. Z drugiej strony istnieją również okoliczności łagodzące i być może nie powinniśmy oceniać jednak pani Agnieszki zbyt surowo. Pani Agnieszka kocha Unię Europejską miłością wielką i żarliwą, a przecież powszechne już wiadomo, że kiedy jesteśmy zakochani kora mózgowa, a więc ta część mózgu, która jest odpowiedzialna za logiczne myślenie i ocenianie jest… nieaktywna. Tak, miłość jest po prostu ślepa, a miłość polityczna bywa także i głucha.