Religia i sauna

Scena z sauny. Trzech mężczyzn po trzydziestce na najwyższej półce. Perorują głośno, ochoczo licytując się „liberalnymi” poglądami i każdy próbuje być „liberalniejszy” niż pozostali. Prawie tak, jakby rozdawali nam, siedzącym w tym samym pomieszczeniu, swoje sfałszowane karty wizytowe. Nikt nie reaguje jednak. Ja też nie. Wreszcie zapada chwila błogosławionej ciszy, ale trwa zbyt krótko. Kolejny temat podrzuca pulchniutki blondynek z trzydniowym zarostem na okrąglutkim pyszczku. Religia. Wszystkie religie należy traktować jednakowo, oświadcza głośno, stanowczo zbyt głośno, by mówił tylko do swoich kolegów. Mam ochotę zapytać: Jak to miałoby być możliwe, niedźwiadku? Religie przecież nie są jednakowe. Chrześcijaństwo egzystuje w kooperacji z państwem. W islamie nie ma natomiast rozdziału religii od państwa. Islamskie państwo jest od początku do końca podporządkowane religii. Kościół chrześcijański nie interpretuje Biblii dosłownie. Islam traktuje Koran dosłownie, śmiertelnie dosłownie. Koran nie został stworzony, lecz objawiony. Jest więc słowem Boga. Do tego dochodzi jeszcze chociażby sprawa hierarchii. W chrześcijaństwie jest to struktura wertykalna – decyzje należą do Watykanu. W islamie nic takiego nie może mieć miejsca. W islamie system władzy nie jest stworzony przez człowieka, lecz przez samego Allaha. Nawet Kalif nie stanowi prawa. Odpowiada jedynie za uprawomocnienie i przestrzeganie prawa, które zostało dane od Boga. Więc jak to jest możliwe, kretynie, by rzeczy, które nie są takie same, traktować tak samo? I czemu to miałoby służyć? Mam ochotę zapytać, ale nie pytam. Nikt inny także nie pyta i nikt nie podejmuje tematu. Milczymy, wpatrując się w szaro sine wody cieśniny Sundu, a po kilku minutach liberalni chłopcy w ciszy, jeden po drugim, opuszczają saunę. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że wszyscy słyszeli moje myśli albo słyszeli je właśnie dlatego, że jednak wypowiedziałem je głośno. Albo, że były tak głośne, bo wszyscy myśleliśmy to samo.