Histeria, zwana dusznością maciczną, przypisywana była w dawnych czasach głównie kobietom. Wiemy już jednak, że to zjawisko nie czyni płciowych rozróżnień. Histeryk jak dziś wiadomo odczuwa lęk, któremu mogą towarzyszyć dziesiątki symptomów: bóle brzucha, kołatanie serca, wzmożona potliwość, uczucie duszności, a w stanach bardziej zaawansowanych także uporczywa czkawka, nudności i wymioty, zawroty głowy, wysypka na ciele, zaburzenia oddawania moczu, zanik wrażliwości czucia. Nierzadkie są drgawki przypominające atak epilepsji, zaburzenia koordynacji ruchowej, problemy z chodzeniem, utrata wzroku, słuchu i mowy, płacz, lęk, krzyk, agresja. Histeria objawia się także skrajną emocjonalnością i nadpobudliwością, łatwo przeskakuje od euforii do rozpaczy. Nastroje te mogą być demonstrowane otoczeniu w szalenie ekspresywnej, przesadnej i teatralnej formie. Co gorsza, ataki histerii skutecznie eliminują zdolność do logicznego myślenia; pojawia się za to skłonność do szybkich i nieprzemyślanych reakcji. Histeryk jest skoncentrowany na samym sobie w sposób na określenie którego właściwie brakuje odpowiedniego słowa, bowiem słowa takie jak egoizm lub egocentryzm tylko częściowo oddają istotę tego zjawiska.
Cała Europa, cały zachodni świat cierpi dzisiaj na podobną duszność maciczną. I reaguje niemal dokładnie tak samo jak pojedynczy człowiek w takim stanie. Ostatnie dekady, przez nieustanne „uwrażliwianie” nas przez oszołomów liberalnej demokracji na nasze prawa, przywileje, możliwości, uprawnienia, specjalne względy, priorytety, korzyści, pierwszeństwa, uprzywilejowanie, roszczenia, pomoc spowodowały, że staliśmy się histerycznie wyczuleni na punkcie nas samych oraz naszych urojonych prerogatyw i swobód. W tym ogłupionym świecie nie tylko zresztą zwyczajni i porządni obywatele mają pakiet praw, który pęcznieje niemal z dnia na dzień, obejmując już nawet i to, co jest pogwałceniem podstawowych praw innego człowieka. Ten pakiet praw przysługuje w identycznym wymiarze także wszelkiej maści zboczeńcom, terrorystom, przestępcom, defraudantom, zbrodniarzom, etc. Wszyscy oni mają takie same prawa jak ci, którzy utrzymują ich pracując i płacąc podatki. Im też należy się więc prawo do życia, do pracy, prawo do szczęścia, do wykształcenia, do przyzwoitego mieszkania, do wypoczynku, opieki zdrowotnej, do zabezpieczenia finansowego, do adwokatów, odszkodowań, odzieży, urlopu w każdej egzotycznej części świata, rozrywki, programów sportowych w tv czy zasiłków. Prawa są dla wszystkich bez wyjątku. Amerykańscy twórcy Konstytucji bardzo rozsądnie sformułowali niegdyś prawo obywateli do poszukiwania szczęścia, nie zaś prawo do szczęścia. Zapomniała o tym i Ameryka i cały Zachodni świat. Człowiek ma bowiem prawo jedynie do tego, by podejmować takie działania, które mogą mu pomóc osiągnąć szczęście. Jednak w żadnym wypadku nie jest to równoznaczne z tym, że inni są zobligowani do tego, by go uszczęśliwiać. Ale dzisiaj nawet dawne i podstawowe prawo do życia, pomyślane jako prawo do utrzymania się z własnej pracy, interpretuje się jako gwarancję, że inni muszę łożyć na nasze utrzymanie.
Nagle pojawił się wirus, nasz prastary, choć nie zawsze pożądany znajomy, i okazało się, że nie mamy właściwie żadnych praw i cała ta liberalna paplanina, zapewniająca nas, że jesteśmy obywatelami świata i wszyscy mamy prawo do szczęścia i do „wszystkiego”, jest być może najbezczelniejszym blefem w naszej historii. Okazało się, że nie jesteśmy wcale i nigdy nie byliśmy „globalistyczni”, „panseksualni” i „wszechmocni”, i że potrzebujemy nie tylko ponownego wprowadzenia granic, ale przede wszystkim odzyskania szacunku dla naszych własnych ograniczeń, bo – o dziwo! – jednak takowe mamy. Wodzowie w dawnym Rzymie mieli zwyczaj odbywania triumfów, które były wyrazem uznania dla ich zwycięskich kampanii. Triumfator przemierzał miasto w rydwanie, a stojący za nimi niewolnik, trzymając złoty wieniec nad głową wodza, przez cały czas szeptał mu do ucha pewne słowa. Prawdopodobnie były to słowa Hominem te memento (Pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem) lub Memento mori (Pamiętaj, że umrzesz). Kto wie, może właśnie te słowa szepcze nam dzisiaj na ucho nasz stary znajomy, Covid 19?