Odysjada 6

Odys, pozostawiony przez Feaków na brzegu Itaki, budzi się na swojej wyspie, ale Itaka pogrążona jest we mgle i nie rozpoznaje jej. Czuje się zagubiony i niespokojny, niepokoją go zwłaszcza bogate dary otrzymane od Feaków. To jego pierwsza myśl, pierwsze i główne zmartwienie. Kto też zamieszkuje tę ziemię, gdzie podziać moje skarby? – myśli w panice. Jak je uchronić? Gdzie je schować? Nie dowierza nawet Feakom, podejrzewa, że i oni mogli go ograbić z części darów, gdyż z łodzią tak prędko odbili. Tak mówił i rachował złoto i nalewki, i trójnogi, i cienko tkane przyodziewki. Nie, niczego nie brakuje, ale to wcale go nie uspakaja, zachowuje się niczym antyczny Scrooge, skąpiradło i sknera drżącą ręką liczący każdego obola. Odys jest trzeźwy, praktyczny, przewidujący, zapobiegliwy, nieokrzesany, prymitywny, szorstki, prostacki, bez odrobiny finezji i bez stylu. Odys nie ma w sobie nic z Don Kichota. Nie jest błędnym rycerzem. Finezja, wykwint, takt i kultura nie zaśmiecają jego widzenia. Realność jest realna i nie kryje żadnych innych wymiarów. Odys nie wstydzi się samego siebie. Nieco dalej, w tej samej Trzynastej Pieśni, nawet Atena, zwracając się do niego mówi: Kto inny wracający z tak długiej podróży/Jakżeby do dom śpieszył, do żony, do dziatek/A ty nie pytasz nawet o ich los i statek … Żadnych wahań, wyrzutów sumienia, żadnych subtelności – w świecie Odysa jest tylko czyn albo go nie ma. Odys powinien być patronem prakseologii.