Odysjada 15

Żadna z chrześcijańskich świętych nie została nigdy wystawiona na tak nieludzką pokusę jak Penelopa. Przeżycia świętych histeryczek średniowiecza, zwykle anemicznych i mdłych, w porównaniu z jej doświadczeniem wydają się być naiwne, dziecinne i śmieszne. Penelopa jest dojrzałą i atrakcyjną kobietą, która zmuszona jest żyć w towarzystwie ponad stu młodych i przystojnych mężczyzn, okupujących jej dom przez trzy lata. Która kobieta byłaby całkowicie wolna od jakichkolwiek erotycznych marzeń i myśli? Która zdołałaby oprzeć się pokusie?

Dusza matki Odysa, spotkana w Hadesie, opowiada mu o wierności Penelopy, ale Odys wie już o zdradzie Klitajmestry, zna los Agamemnona. Jest ostrożny, nie dowierza nikomu, do domu wraca w przebraniu, zręcznie zmieniony przez olimpijską wizażystkę, Atenę, i nie jest do końca pewny lojalności swojej żony. Odys nie ufa nikomu. Penelopa wie przecież o jego rozlicznych zdradach, o jego boskich kochankach, plotkuje o tym cała Grecja, sam chwalił się tym na każdej wyspie, gdzie tylko rzucił go kaprys bogów. Jest świadom tego, że tej grze to Penelopa będzie rozdawać karty – może udawać, że go nie rozpoznaje, może potraktować jak zwykłego oszusta, może zakwestionować jego prawdziwość, może zemścić się podburzając na niego zalotników. Duch Agamemnona wychwala Penelopę nie za to, że była wierna, lecz za to, że nie zabiła Odyseusza. To szalona różnica. Duch Agamemnona wie, że mogła to zrobić, mogła to zrobić łatwiej niż przyszło to Klitajmestrze, która zabiła jego. Penelopa mogła bowiem dokonać tego rękoma innych ludzi.  

Ponad stu młodych i przystojnych mężczyzn, przez trzy lata, dniem i nocą. I Penelopa, może nie tak bosko piękna jak jej kuzynka Helena, ale w pełnym rozkwicie kobiecości, urodziwa i na pewno godna pożądania. Tak ponętna i godna pożądania, że po śmierci Odysa zostaje żoną Telegonosa, który jest synem jej męża i Kirke. Penelopa, wówczas zapewne już prawie czterdziestoletnia, poślubia więc człowieka młodszego nawet niż jej własny syn.

Odysjada 14

Los Odysa posiada wiele wersji. Jedna z nich opowiada o tym, że po powrocie na Itakę, po ukaraniu zalotników i przywróceniu ładu ponownie powrócił na morze i na morzu zginął, a jego ciało morska fala zaniosła na Ogygię i wyrzuciła na jej brzeg. Odys miałby ostatecznie więc powrócić do swojej boskiej i nieśmiertelnej kochanki. Jest w tym logika. Imię Kalipso, kalyptein, znaczy „chować”, „kryć” (termin „apokalipsa” posiada zresztą tę samą etymologię) i sugeruje, że na początku była być może utożsamiana z boginią śmierci bądź ciemności.

Także los Kalipso ma inną wersję. Kalipso była nimfą, a nimf nie uważano za istoty par excellence nieśmiertelne. Nieśmiertelność nimf wiąże się z ich przynależnością do natury; należały do natury, stanowiły jej część i ich życie podlegało jej prawom. Było zarówno nieśmiertelne, jak i skończone. Są greckie mity, które mówią, że Kalipso po rozstaniu z Odysem długo była niepocieszona i smutna i pewnego dnia smutek ją pokonał – wybrała samobójstwo.

Odysjada 13

So­fo­kles w Filoktetesie oraz Eu­ry­pi­des w Cyklopie wska­zu­ją na Sy­zy­fa jako prawdziwego ojca Odyseusza. Owi­diusz w Me­ta­mor­fo­zach określa go również mianem Sisyphius. We­dług Hyginusa mat­ka Ody­se­usza mia­ła zajść w cią­żę z Sy­zy­fem tuż przed po­ślu­bie­niem Laerte­sa. Jak to było możliwe? Antyklea, matka Odyseusza, była córką znanego oszusta Autolykosa, syna Hermesa, a Autolykos był wówczas sąsiadem Syzyfa. Ten najsławniejszy złodziej wśród antycznych Greków potrafił, dzięki pewnej sztuczce, którą przekazał mu jego ojciec, Hermes, zmieniać maść ukradzionego bydła. Syzyfowi jednak udało się wyśledzić, gdzie znika jego bydło. On również posłużył się prostą sztuczką – oznaczył po prostu kopyta zwierząt. Zwołał sąsiadów, by pomogli mu schwytać i osądzić złodzieja, a potem, gdy naradzali się zapalczywie nad wymiarem kary, opuścił zgromadzenie pod byle pozorem, wdarł się do domu Autolykosa i zgwałcił jego córkę Antykleję, przyszłą żonę Laertesa. Tak więc to Syzyf, nie Laertes, był ojcem Odyseusza i to po nim odziedziczył Odys spryt i bezwzględność.

Sy­zy­f nie jest zresztą postacią jednoznacznie negatywną, a w micie, ukazującym go jako człowieka, który potrafi przechytrzyć i ośmieszyć despotycznych i bezwzględnych bogów, kryje się spora doza sympatii dla niego. Widoczne jest też po­do­bień­stwo do Ody­se­usza i jego spry­tu, który ratuje go w wielu groźnych sytuacjach, wynikających zresztą nie z przeznaczenia czy losu, lecz ze zwykłej nienawiści bogów. Podobno prastare znaczenie imie­nia Sy­zyf, może jeszcze z czasów przed pojawieniem się Gre­ków na te­renie Hel­la­dy, wska­zu­je na jego ety­mo­lo­gicz­ną łącz­ność z rdze­niem sło­wa sophos (σοφός) czyli mą­dry, posiadający dużo wie­dzy. Obecnie σοφία ozna­cza mą­drość i po­szu­ki­wa­nie praw­dy, ale u sta­ro­żyt­nych ozna­cza­ła też spryt i zwykłą bie­głość praktycz­ną w jakiejś dziedzinie, choćby w rze­mio­śle czy mu­zy­ce. Zdaje się też, że nie miała zbyt wiele wspólnego z roz­trop­no­ścią – σωφροσύνη, cze­go doskonałym dowodem jest zdecydowanie nadmierna „pomysłowość” kró­la Sy­zy­fa. A i Odysa również.

Odysjada 12

Pieśń XXIII. Mało epickie jest zakończenie tego eposu. Po podstępnej propozycji Penelopy dotyczącej ich łoża, co Odys demaskuje, okazując się być tym za kogo się podaje, małżonkowie idą do sypialni. Odys opowiada o swoich przygodach. Życzliwa Pallas załatwiła z Jutrzenką wydłużenie nocy. Po wyznaniach i opowieściach oboje zasypiają, a gdy nadchodzi ranek:

Odys z miękkiego łoża porwał się jak długi,

i rzekł do swej małżonki: Żono, do tej chwili

Oboje my goryczy czarę wychylili;

Tyś tu mnie wyglądała we łzach i tęsknocie,

Lecz mnie, jakkolwiek sercem wciąż rwałem się do cię,

Zeus nie puszczał, a bogi dręczyli bez miary.

Teraz, gdy nas złączyły małżeńskie kotary

O tym, co mi zostało z mienia, miej starunek!

O bydło i o trzodę mniejszy mam frasunek,

Bo co zjedli gachowie, wrócą mi po części

Achiwi – resztą złupię, jeśli się poszczęści,

U obcych, a tak znowu napełnię koszary.

O skarbie Feaków, przezornie ukrytym i zabezpieczonym, Odys ledwo Penelopie nadmienia, czyniąc to dopiero wówczas, gdy ona – zmęczona wydłużoną przez Jutrzenkę nocą – zasypia lub może już śpi. Przezorność nie zawadzi, a Odys jest maniacko przezorny. W porannej scenie więc, za sprawą chłopskiej chytrości Odysa, prezentują się nie jak para kochanków, których los szczęśliwie znów połączył po latach, lecz para chciwych wieśniaków z jakiejś okrutnej baśni braci Grimm. 

Odysjada 10

Odyseusz i Polifem. Przypomnijmy: statek Odyseusza przybija do brzegów wyspy, na której mieszka cyklop Polifem. Zamyka on Odyseusza i jego załogę w jaskini, planując pożreć ich sauté. Polifem jest ogromny i niewiarygodnie silny, ale cierpi na pospolity zespół niedoboru intelektu, innymi słowy, jego głupota dorównuje jego rozmiarom. Pomysłowy Odys upija cyklopa, a pytany o imię oznajmia sprytnie, że nazywa się Oudeis, co znaczy Nikt. Gdy Polifem zasypia zmorzony winem, Odys wypala mu jego jedyne oko i wymyka się z pieczary ukryty pod brzuchami baranów. Ranny cyklop wzywa na pomoc braci, lecz na pytanie, kto go okaleczył, odpowiada wciąż: „Oudeis, Oudeis!”. Fortel Odysa ocala życie i jemu i jego załodze, ale prowokuje gniew Posejdona. Odys mógłby uniknąć zemsty władcy mórz i oszczędzić sobie lat tułaczki, gdyby nie jego niewyobrażalna wręcz próżność, która nakazuje mu, gdy tylko poczuł się już względnie bezpieczny, pochwalić się swoim sprytem i ujawnić swoje imię. Ryzyko, jakie podejmuje, głosząc wszem i wobec swoje imię, jest ogromne, i choć zapewne wie o tym, to jednak groźba utraty tożsamości, stanie się prawdziwym oudeis, stanie się Nikim, jest dla niego nie do zniesienia. Odrzuca anonimowość, chociaż ta zapewnia bezpieczeństwo, ujawnia się, wybiera, by i ten triumf został przypisany tylko jemu. Istnienie jest najwyższą wartością, a tylko ten istnieje, o kim śpiewają pieśni. 

Cyklopie! Jeśli kiedy człowiek (co być może)
Spyta cię, kto ci oko wybił, kto tak sprawny,
Powiedz mu: Odyseusz, grodoburca sławny,
Co mieszka na Itace, oka mnie pozbawił!

W świecie Odysa walory współzawodnictwa są wartością bezwzględną. Na homeryckich dworach roi się od aojdów – wojownicy cenią tych, którzy potrafią ich chwalić. Aojdowie to starożytni specjaliści od image. To oni kreują wizerunki, tworzą homeryckich idoli. Ale ceni się także i tych, którzy chwalą się sami. I to jest właśnie to, co czyni Odys przez niemal całą Odyseję. To on opowiada o sobie i nie obawia się śmieszności – tylko dwie z jego przygód, pobyt na wyspie Kalipso i spotkanie z Feakami, przedstawia narrator. Resztę swoich przygód relacjonuje sam.   

Odysjada 6

Odys, pozostawiony przez Feaków na brzegu Itaki, budzi się na swojej wyspie, ale Itaka pogrążona jest we mgle i nie rozpoznaje jej. Czuje się zagubiony i niespokojny, niepokoją go zwłaszcza bogate dary otrzymane od Feaków. To jego pierwsza myśl, pierwsze i główne zmartwienie. Kto też zamieszkuje tę ziemię, gdzie podziać moje skarby? – myśli w panice. Jak je uchronić? Gdzie je schować? Nie dowierza nawet Feakom, podejrzewa, że i oni mogli go ograbić z części darów, gdyż z łodzią tak prędko odbili. Tak mówił i rachował złoto i nalewki, i trójnogi, i cienko tkane przyodziewki. Nie, niczego nie brakuje, ale to wcale go nie uspakaja, zachowuje się niczym antyczny Scrooge, skąpiradło i sknera drżącą ręką liczący każdego obola. Odys jest trzeźwy, praktyczny, przewidujący, zapobiegliwy, nieokrzesany, prymitywny, szorstki, prostacki, bez odrobiny finezji i bez stylu. Odys nie ma w sobie nic z Don Kichota. Nie jest błędnym rycerzem. Finezja, wykwint, takt i kultura nie zaśmiecają jego widzenia. Realność jest realna i nie kryje żadnych innych wymiarów. Odys nie wstydzi się samego siebie. Nieco dalej, w tej samej Trzynastej Pieśni, nawet Atena, zwracając się do niego mówi: Kto inny wracający z tak długiej podróży/Jakżeby do dom śpieszył, do żony, do dziatek/A ty nie pytasz nawet o ich los i statek … Żadnych wahań, wyrzutów sumienia, żadnych subtelności – w świecie Odysa jest tylko czyn albo go nie ma. Odys powinien być patronem prakseologii.

Odysjada 5

To mnie zawsze zdumiewało: nie ma w Odysei sceny pożegnania Odyseusza z Kalipso. Co za sceneria – morze, niespokojne i ciemne jak wino, wyspa na końcu świata, rozstanie na zawsze, nawet Eurypides nie oparłby się takiej okazji, nie wspominając o hollywoodzkich reżyserach. Ale stary Homer milczy. Odys rozpina żagle, siada przy sterze, odbija od wyspy, biegle przez ciemne odmęty łódź kierował. Kalipso nie ma na brzegu morza, brzeg jest pusty, żadnych sentymentów, żadnych łez, żadnej czułości. Homer milczy o pożegnaniu. U Homera nie ma melodramatycznych czy operetkowych scen. To nie jego genre. Nie ta epoka. Homerycka rzeczywistość jest drapieżna i ostra jak stal. Nie ma czegoś takiego, co moglibyśmy nazwać moralnością homerycką. Moralnością tamtej epoki jest skuteczność. Oceny, etyczna i prakseologiczna, spotykały się wówczas jedynie przez przypadek, rzadko, tak rzadko, że nawet nie warto o tym wspominać. Kalipso nie żegna więc odpływającego Odysa, nie stoi na brzegu, z bezgranicznym smutkiem w jej pięknych oczach, i dwojgiem dzieci, synów Odysa, uczepionych jej sukni. Kalipso nie jest antytezą jego losu. Antytezą jest Penelopa. Kalipso oferuje Odysowi tylko i wyłącznie nieśmiertelność, ale nieśmiertelność dla nas, śmiertelnych, jest darem żałośnie skąpym i ubogim. Nieśmiertelność nie zawiera żadnego wyzwania. Penelopa jest wyzwaniem, droga do Penelopy jest wyzwaniem. Wyzwaniem jest życie, wyzwaniem jest śmierć. Kalipso nie wie o tym. Jest nieśmiertelna, a więc naiwna.

Menos i lyssa

Homer rozróżnia dwa rodzaje zachowań wojowniczych. Pierwszy z to menos – odwaga, siła, stan zdecydowania. Zimny, chłodny spokój, z jakim Odyseusz zabija zalotników. Menos jest zachowaniem pozytywnym, budzi trwogę, ale i podziw, prowadzi do sukcesu. Drugi to lyssa, wilczy szał. Zawładnął on Hektorem pod Troją. Doświadczył go Herakles, zabijając w tym szale swoje dzieci. Lyssa jest stanem destrukcyjnym w pełnym tego słowa znaczeniu. Bogini Lyssa, uosobienie szału, wściekłości, przedstawiana jest zwykle z wężami we włosach, podobnie jak Gorgona.

Impresje greckie

Archestratos to kulinarny Pauzaniasz. Był Grekiem z Sycylii, autorem gastronomicznego poematu Hedypatheia (Słodkie doświadczenie), podróżnikiem kulinarnym, który cały ówczesny świat grecki przemierzył w poszukiwaniu najlepszych produktów, przepisów i potraw. Miało to miejsce około 350 r. przed naszą erą, w czasach, gdy Grecja ucztowała na potęgę.

                                                                       ***

Tylko w Grecji można przeżyć pierwotną rozkosz jedzenia. Grecy nie mają oporów, by pochwycić jedzenie palcami. Mieszkańcy Zachodu, a już zwłaszcza Skandynawii unikają tej naturalności jak ognia, z zapałem uprawiając szermierkę na noże i widelce nawet z takimi potrawami jak grillowane żeberka czy kurczaki, nie wspominając o pizzy. Tylko w Grecji widzi się tylu ludzi, którzy otwarcie i swobodnie używają w czasie jedzenia swoich palców.

                                                                      ***

M.B. Wielki, ociążały w gestach, bladooki, prawie wiking, choć bez brody, zawsze jednak z kilkudniową szczeciną. Opowiada o swoim tygodniowym pobycie w Grecji. Podobało mu się. Chyba jednak drugi raz już tam nie poleci. Nie podobał mu się serwis w Grecji, to, że nie było mleka do obiadu, prosił o nie każdego dnia, naprawdę grzecznie, i nigdy nie otrzymał. W końcu zmuszony był kupić je sobie sam, w pobliskim sklepie, lecz kiedy przyszedł z nim do hotelowej restauracji, gdzie mieli wykupione posiłki, spoglądano na niego co najmniej dziwnie, a jeden z kelnerów znacząco popukał się w czoło.

M.B. nie wie, że w języku greckim istnieje osobny czasownik na czynność picia mleka, że można pić wino czy wodę, sok czy ouzo i wtedy jest to inne słowo, ale gdy pije się mleko wtedy określa się to słowem galaktopotein. Dorośli Grecy nigdy nie piją mleka, płyn ten budzi w nich obrzydzenie. Mleko może pić Polifem, cyklop z Odysei, albo barbarzyńscy Scytowie, ludy żyjące gdzieś na obrzeżach cywilizowanego świata. Słowo „mlekopijca” jest wyrażeniem pogardliwym. Ale czyż można wyobrazić sobie bohaterów spod Troi pijących mleko, Achillesa, Agamemnona czy Odyseusza? Nie. Mogli pić wodę, najchętniej wino, nigdy mleko. Dorosły człowiek pijący mleko wygląda śmiesznie. M.B. nie wie, że ma to swoje uzasadnienie. W greckim klimacie mleko kwaśniało błyskawicznie, a to znaczy, że wymagało natychmiastowej obróbki. Grecy nauczyli się więc produkować sery, pozbawiając swoje trzewia szansy na przyuczenie się do trawienia laktozy.

                                                                      ***

Prawdopodobne wyjaśnienie greckiej pasji do dzielenia mięsa, o czym wspomniałem we wcześniejszym zapisie, znajduje się w książce Magdaleny Nowakowskiej „Starożytna Grecja od kuchni”. W rozdziale „Mięso ofiarne” pisze ona: Był taki moment w dziejach świata, kiedy ludzie i bogowie nie byli jeszcze rozdzieleni. Panował wtedy Kronos, a ludzie żyli bez trosk, trudów i utrapień. Nie starzeli się, nie imały się ich choroby, a umierali tak, jakby ich sen ogarniał. Bogowie lubili spędzać z nami czas, łączyć się więzami małżeńskimi i wspólnie ucztować na doskonale urządzonych bankietach, uświetnianych śpiewem muz. Obcowanie bogów i ludzi dobiegło końca wraz z epoką pokonanego przez Zeusa Kronosa. Stosunki bosko-ludzkie nieco się sformalizowały i trzeba było wyznaczyć nowe reguły współżycia. Wyrazem czci dla bogów miało być składanie ofiary, a sprawą naglącą stało się wydzielenie z ludzkich posiłków tej części, którą należało oddać nieśmiertelnym. Układ dotyczący mięsa ofiarnego zawarto w Mekone na Peloponezie, a w roli rzecznika ludzi przystąpił do negocjacji boski kuzyn Zeusa – Prometeusz. Własnoręcznie zabił wołu, oddzielił mięso od kości i przygotował fortel mający oszukać Zeusa na korzyść ludzi. Mięso okrył skórą, a kości tłuszczem i tak podane proporcje przedstawił najwyższemu bogu do wyboru. Zeus wskazał ociekające tłuszczem i prezentujące się bardziej smakowicie części, ludziom zostawiając skromnie wyglądające, bo okryte skórą mięso. Od tej chwili nieodwołalna stała się zasada obrzędów ofiarnych: ludzie będą jedli mięso, a bogom przypadnie dym i wonności wznoszące się ku niebu z palonych na ołtarzu kości i tłuszczu.

Publiczne składanie ofiar gromadziło całą społeczność polis i, jak już wiemy, było nie tylko wyrazem czci dla bogów, lecz także społecznym obowiązkiem obywatela i miasta. Dzielenie się mięsem ofiarnym symbolicznie spajało wspólnotę, a zasada izometrii, czyli równego podziału, odzwierciedlała demokratyczny porządek polis. Rytuał wymagał podzielenia mięsa zwierzęcia ofiarnego po równo, bez wyszczególnienia „lepszych” lub „gorszych” części, a odkrojone kawałki w ilości odpowiadającej uczestnikom ofiary przypadały im przez losowanie.  

Z lektur

Czytam Pauzaniasza „Wędrówka po Helladzie”. Opisując swoją wizytę w Pinakotece ateńskiej („Z lewej strony Propylejów jest budynek zawierający malowidła. Oto te, których czas nie zdołał jeszcze zatrzeć”), wspomina o obrazie przedstawiającym Odyseusza, gdy porywa on łuk Filokteta z Lemnosu. Pauzaniasz, pierwsze stulecie naszej ery, Akropol, obraz Odysa. Jakże wiele dałbym za to, by ten obraz zobaczyć … W czerwcu będę dwa tygodnie w Atenach. Spróbuję spotkać Pauzaniasza.

Jeżeli przypadkiem zastanawiasz się, jak malowano w starożytności: zwykle na tablicach drewnianych, powleczonych powłoką kredową, farbami temperowymi lub na płytach marmurowych, farbami na zaprawie woskowej; zawieszano je na dyblach wbijanych w ściany.

                                                                     *****

Menander, twórca greckiej komedii charakteru, spłodził ponad 100 sztuk, cztery z nich udało się współcześnie zrekonstruować. Ale Menander jest wyjątkiem. Grecy stworzyli znakomite tragedie i dramaty, w tym są mistrzami, w tych gatunkach niewielu może się z nimi równać. Nigdy natomiast nie czuli komedii. I dziś też nie. Grecy to naród tragedii.