Mgła mózgowa

Mgła mózgowa była pojęciem związanym, dotychczas przynajmniej, z osobami cierpiącymi na inną mglistą chorobę czyli na fibromialgię. Do typowych objawów tego zjawiska zalicza się trudności w koncentracji, problemy ze skupieniem się, poczucie, że część mózgu jest jakby wyłączona lub, że znajduje się w stanie „zawieszenia”, dezorientacja, problemy z komunikacją i kilka innych, w tym samym stylu. Mgła mózgowa wydaje się więc być terminem, którym w dawnych, przed liberalnych czasach, wolnych od słowotwórczej inwencji poprawności politycznej, określano mianem lenistwa umysłowego, spowodowanego odmową myślenia lub nabytym zespołem niedoboru intelektu. W Boskiej Komedii Dantego miejsce takich osób znajdowało się w piątym kręgu piekła.

Ostatnio podchwycili ten termin entuzjaści i propagatorzy covida-19. Chcąc uatrakcyjnić nam wirusa jeszcze bardziej, lansują tezę, że i on może powodować mgłę mózgową. Pocovidowcy, a przynajmniej niektórzy z nich, twierdzą, iż mają uczucie jakby część ich mózgu była wyłączona, inni określają to jako stan inercyjnego “zawieszenia”. To sprawia, że gubią się w trakcie rozmowy, funkcjonują niczym na autopilocie, bez żadnego konkretnego planu w głowie, pomysłu czy kierunku w którym chcieliby w takiej dyskusji zdążać. Mają też wrażenie, że ich umysły zostały uśpione. W konsekwencji zaczynają łączyć te symptomy z demencją, co powoduje strach i dodatkowy stres. Oznacza to, innymi słowy, że pocovidova rekonwalescencja może zabrać nie tygodnie czy miesiące, lecz lata terapii i rehabilitacji wszelkiego rodzaju. Szkoda, że żaden z dziennikarzy, wypisujących tego typu bzdury, nie słyszał nigdy o cholinie, której niedobory – zwłaszcza wśród wegetarian i weganów – objawiają się właśnie osłabioną pamięcią i koncentracją, wahaniami nastroju i całą resztą wyżej wspomnianych objawów. Mgła mózgowa jest bowiem śmiesznie łatwa do zlikwidowania: cholina lub dobra dieta z rozsądną ilością mięsa i produktów odzwierzęcych, ale przede wszystkim częstsze korzystanie z intelektu, stawianie pytań, medytacja, książka zamiast gazety, telewizor wyrzucony na śmietnik i bolesny, niestety, ale zbawienny powrót do myślenia.