Nie zawieram już znajomości, a tym bardziej przyjaźni z ludźmi, którzy nie jedzą mięsa. Wcale nie z racji ich przekonań czy upodobań, lecz dlatego, że są źle wychowani. Gdy ja przewiduję, że wśród moich gości na obiedzie będą weganie czy wegeterianie, zawsze przygotowuję dania pod kątem ich upodobań kulinarnych. Tymczasem nie zdarzyło się nigdy, abym na obiedzie u wegetarian czy weganów, został poczęstowany daniem mięsnym, przygotowanym z myślą o mnie i moich preferencjach. Oni jedzą jedynie rośliny, a więc i ja mam jeść rośliny – szczerze mówiąc jest to nawet więcej niż brak wychowania. To po prostu chamstwo. Należy unikać przystawania z chamami.
Tag: weganie
Głupi jak polska pisarka
W Olsztynie rozpoczął się w tych dniach Campus Polska Przyszłości. Pierwszy gość tej imprezy, polska pisarka i znana patoweganka, Olga Tokarczuk natychmiast popisała się błyskotliwym spostrzeżeniem w jej stylu: „W Indiach mieszka 800 mln ludzi, którzy nie jedzą mięsa i właśnie wylądowali na Księżycu, więc widać, że można żyć bez mięsa”.
Zdumiewające, że nikt dotąd nie poinformował p. Tokarczuk, że Chińczyków jest prawie półtora miliarda i oni również wylądowali na Księżycu i, co zabawniejsze, Chińczycy jedzą mięso, każde mięso, więc – posługując się logiką naszej noblistki – widać aż nadto wyraźnie, że jednak nie można żyć bez mięsa. Istnieje mocno krzywdzące tenorów powiedzenie „głupi jak tenor”, ale sądzę, że zdecydowanie słuszniej byłoby zastąpić je powiedzeniem: „głupi jak polska pisarka”.
Zielone ludziki
Wyobraźmy sobie naszą może wcale nie tak odległą przyszłość: na Ziemi żyje nie 8, jak obecnie, lecz 18 miliardów ludzi i trzeba ich wszystkich wyżywić. Wyobraźmy sobie dalej, że rozwiązano ten problem przez wstrzykiwanie do naszych organizmów chlorofilu. Pewnie będziemy wówczas przypominać słynne zielone ludziki, na które tak daremnie polowaliśmy, lecz dzięki temu będziemy również mogli egzystować dokładnie jak rośliny – wylegując się w słońcu na jakiejś plaży, leniwi i beztroscy, a w naszych organizmach z zawartego w powietrzu dwutlenku węgla i wypijanej wody będą powstawały cukry, co zapewni nam trwałe uczucie sytości. Oszczędnie i wygodnie. I wcale nie jest to taka znów utopia. Co prawda nie udało się jeszcze zastosować tego u ludzi, ale naukowcy zapewniają, że jest to wyłącznie kwestia czasu. Pewne morskie ślimaki już dziś świetnie egzystują właśnie dzięki fotosyntezie. Chodzi o Elysia chlorotica, ślimaka morskiego, który ma zaledwie kilka centymetrów długości i do złudzenia przypomina mały, zielony listek. Młode ślimaki tego gatunku już od momentu wylęgu żywią się wyłącznie glonami Vaucheria litorea, wysysając z ich komórek organella zawierające chlorofil. I tutaj jest clou tej historii – żaden organizm roślinożerny nie potrafi przyprowadzać fotosyntezy tylko poprzez zjedzenie sałaty, a Elysia chlorotica właśnie tego dokonała. Z pomocą technik molekularnych ustalono, że ślimak przeprowadził proces kleptoplastii, czyli skradł sobie zestaw genów zawierających informację o niezbędnych enzymch i z pomocą wirusów poprzez transfer poziomy wbudował we własny genom. Tym sposobem stał się jedynym znanym organizmem zwierzęcym, który po pierwszym posiłku z glonów potrafi przez resztę swojego życia odżywiać się przetwarzając energię świetlną.
Może nie powinniśmy więc traktować różnych Gatesów, fanatycznych ekologów, zwolenników Zielonego Ładu, wegetarian i weganów jako szaleńców? Może oni już dzisiaj dobrze wiedzą, jaki będziemy mieli kolor skóry jutro?
Mgła mózgowa
Mgła mózgowa była pojęciem związanym, dotychczas przynajmniej, z osobami cierpiącymi na inną mglistą chorobę czyli na fibromialgię. Do typowych objawów tego zjawiska zalicza się trudności w koncentracji, problemy ze skupieniem się, poczucie, że część mózgu jest jakby wyłączona lub, że znajduje się w stanie „zawieszenia”, dezorientacja, problemy z komunikacją i kilka innych, w tym samym stylu. Mgła mózgowa wydaje się więc być terminem, którym w dawnych, przed liberalnych czasach, wolnych od słowotwórczej inwencji poprawności politycznej, określano mianem lenistwa umysłowego, spowodowanego odmową myślenia lub nabytym zespołem niedoboru intelektu. W Boskiej Komedii Dantego miejsce takich osób znajdowało się w piątym kręgu piekła.
Ostatnio podchwycili ten termin entuzjaści i propagatorzy covida-19. Chcąc uatrakcyjnić nam wirusa jeszcze bardziej, lansują tezę, że i on może powodować mgłę mózgową. Pocovidowcy, a przynajmniej niektórzy z nich, twierdzą, iż mają uczucie jakby część ich mózgu była wyłączona, inni określają to jako stan inercyjnego “zawieszenia”. To sprawia, że gubią się w trakcie rozmowy, funkcjonują niczym na autopilocie, bez żadnego konkretnego planu w głowie, pomysłu czy kierunku w którym chcieliby w takiej dyskusji zdążać. Mają też wrażenie, że ich umysły zostały uśpione. W konsekwencji zaczynają łączyć te symptomy z demencją, co powoduje strach i dodatkowy stres. Oznacza to, innymi słowy, że pocovidova rekonwalescencja może zabrać nie tygodnie czy miesiące, lecz lata terapii i rehabilitacji wszelkiego rodzaju. Szkoda, że żaden z dziennikarzy, wypisujących tego typu bzdury, nie słyszał nigdy o cholinie, której niedobory – zwłaszcza wśród wegetarian i weganów – objawiają się właśnie osłabioną pamięcią i koncentracją, wahaniami nastroju i całą resztą wyżej wspomnianych objawów. Mgła mózgowa jest bowiem śmiesznie łatwa do zlikwidowania: cholina lub dobra dieta z rozsądną ilością mięsa i produktów odzwierzęcych, ale przede wszystkim częstsze korzystanie z intelektu, stawianie pytań, medytacja, książka zamiast gazety, telewizor wyrzucony na śmietnik i bolesny, niestety, ale zbawienny powrót do myślenia.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.