Zabawne. Demetriusz Poliorketes, enfant terrible epoki hellenistycznej, odpływając spod murów Rodos, którego nie udało mu się zdobyć mimo wysiłków, pozostawił na brzegu morza niepotrzebne mu już machiny oblężnicze. Rodyjczycy sprzedali je, a za otrzymane w ten sposób 300 talentów wznieśli jako wotum dziękczynne kolosalny posąg Heliosa. Jego twórcą był Chares z Lindos, uczeń słynnego Lizypa, nadwornego rzeźbiarza Aleksandra Wielkiego. Budowa kolosa trwała 12 lat, a jego wysokość przekraczała 36 m. A. Świderkówna w „Hellenikach” opisuje go w ten sposób: Stał nagi, zwrócony twarzą ku wschodzącemu słońcu. Zwisająca zaś ku ziemi pozornie lekka szata w rzeczywistości, dzięki skrytej w niej kamienno-żelaznej konstrukcji, wspierała cały gigantyczny posąg, zapewniając mu potrzebną stabilność. Ale i tak nie stał on długo. Zwalił się po sześćdziesięciu latach, kiedy pękły mu nogi w kolanach w czasie straszliwego trzęsienia ziemi, jakie nawiedziło Rodos w roku 227 p.n.e. Nie podniesiono go już nigdy. Resztki kolosa spoczywały tam jeszcze przez kilka wieków. W setki lat później któryś z arabskich zdobywców Rodos postanowił sprzedać ten cenny złom. Wiemy, że nabywcą był jakiś żydowski kupiec z dawnej Edessy (obecnie Şanlıurfa w Turcji). Warto zwrócić uwagę na fakt, że Edessę od Rodos dzieli dystans około 1500 kilometrów, w tym odcinek morski z Rodos na kontynent. Nabywca do transportu złomu potrzebował podobno karawany składającej się z aż 900 wielbłądów. Zdaje się, że i logistykę też nie my wynaleźliśmy.