Stan uzębienia naszych przodków z poprzednich stuleci pozostawiał przeważnie wiele do życzenia, ale ponieważ zjawisko było powszechne, nikogo to szczególnie nie poruszało. W krainie ślepych i jednooki jest królem, jak głosi przysłowie. Nie stawiano więc w tej kwestii wymagań zbyt przesadnych. Księżna d`Abrantes, żona napoleońskiego marszałka Junota, w ten sposób odmalowuje Józefinę Beauharnais, w tamtym okresie około czterdziestoletnią: W tym czasie pani Bonaparte nie była już zbyt młoda, ale wciąż jeszcze zadziwiająca. Musiała być kiedyś bardzo ładna, bo jeszcze teraz była urocza! Gdyby jeszcze miała zęby, nie powiem: ładne czy brzydkie, ale w ogóle zęby, byłaby z pewnością na dworze konsula zaćmiła wiele kobiet.
Z całą pewnością nie było to niczym wyjątkowym w tamtej epoce, ale temu przypadkowi pikanterii dodaje fakt, że mówimy o żonie Napoleona, cesarzowej Francuzów, królowej Włoch, starszej od niego o sześć lat wdowy z dwójką dzieci, wytwornej pani paryskich salonów, czołowej celebrytce i influencerce epoki Ancien Régime-u. Historycy winą za nędzny stan jej uzębienia obarczają przestępcę o nazwie cukier – Józefina dorastała na plantacji trzciny cukrowej na Martynice, od dzieciństwa uwielbiała słodkie, egzotyczne owoce, a i przez całe życie przejawiała szaloną słabość do słodyczy, racząc się nimi nad wyraz chętnie i często. Usiłując ukryć paskudnie popsute zęby, starała się uśmiechać się z zamkniętymi ustami. Nie bez powodzenia, jak się okazuje, bo jej uśmiech całkowicie podbił Napoleona.