Joel Halldorf jest religioznawcą, pisarzem i współpracownikiem szwedzkiego dziennika Expressen. Na wstępie swego artykułu w tym arcyliberalnym piśmie cytuje słowa znanego niemieckiego pacyfisty, luterańskiego księdza i teologa, Dietricha Bonhoeffera, mówiące, że człowiek, który musi chwycić za broń, powinien codziennie prosić Boga o przebaczenie grzechów i modlić się o pokój. I kontynuuje, w jeszcze bardziej pacyfistycznym, ale jakże skandynawskim duchu: Więc wyślij broń, ale rób to ze łzami. Pomyśl nie tylko o wolności Ukrainy, ale także o rosyjskich żołnierzach, w których uderzą pojazdy opancerzone. Bo nawet jeśli Putin traktuje ich jako elementy gry, to przede wszystkim są ludźmi. Nie, nie potępiam Ukraińców, którzy się bronią. Ale też bym ich nie potępił, gdyby zdecydowali się skapitulować przed wielkim sąsiadem. Kosztowałoby ich to wolność, ale mogłoby uratować tysiące istnień.
Innymi słowy: zaprzestań walki, stań się niewolnikiem, być może w ten sposób będziesz mógł zachować twoje nędzne życie, choć nie jest to ani pewne ani gwarantowane, ale dzięki swojej wielkoduszności na pewno oszczędzisz życie twoich wrogów i prześladowców. Miło jednak ze strony Joela Halldorfa, że chociaż nie potępia „małych” Ukraińców, którzy bronią się przed „wielkim sąsiadem”, bo przecież każdy, kto broni swojej wolności zasługuje na potępienie, czyż nie? Czemu mnie to nawet nie zaskakuje? Raz jeszcze sztokholmski syndrom w klasycznym wydaniu – zawsze po stronie „biednego” bandyty czy mordercy. Co za nędzna rasa.