Pożegnanie z mięsem

Naukowcy z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem obliczyli, że produkcja żywności to 1/3 globalnych emisji i drugi najbardziej emisyjny sektor po paliwach. Wzywają więc do rezygnacji ze spożywania mięsa. Aby tym skuteczniej zachęcić nas do tego kroku, proponują obłożenie mięsa i produktów mięsnych bardzo wysokimi podatkami, najlepiej tak wysokimi, by na zakup mięsa stać było jedynie milionerów. Najbardziej spodobał mi się rezultat ich statystycznych obliczeń z którego wynika, że zjedzenie 100g wołowiny generuje tyle CO2, złowieszczego dwutlenku węgla, którym straszy się dzieci i ciocie, co przejechanie 80 km samochodem. Przyznaję, dokładność z wszech miar godna podziwu, chociaż podejrzewam, że osiągnięto to starą i wypróbowaną metodą, która głosi, że wystarczy jakieś dane torturować dostatecznie długo, by wyśpiewały nam wszystko, co chcemy usłyszeć. Dzielni chłopcy z tego germańskiego Instytutu Badań nad Klimatem udowodnili w każdym bądź razie, że technika ta nie jest im obca. We końcowym wniosku żądają, by 90% ludności świata, najpóźniej do roku 2050, pożegnała się z mięsem, a zwłaszcza tą straszliwą, diabelską i przestępczą wołowiną, która zatruwa i niszczy nasz glob bardziej niż wszystkie bomby Putina. Ciekawe zresztą dla kogo przewidzieli te pozostałe 10% i kto według nich nawet po roku 2050 będzie mógł rozkoszować się boską delikatnością Filet Mignon.

Nasze dni są policzone: przez statystyków – jak mawiał Stanisław Jerzy Lec. Cieszmy się więc mięsem zanim zostaniemy zmuszeni do przejścia na paszę.

Ruskie mrożonki

Niedawno nasza wspaniała i potężna Europa, szczęśliwie zjednoczona, miała podjąć kluczową decyzję o sfinansowaniu pomocy dla walczącej Ukrainy. Absolutnie najsensowniejszym pomysłem była propozycja użycia zamrożonych na Zachodzie rosyjskich aktywów, skądinąd ogromnych. Rosjanie rozpoczęli tę wojnę i to oni powinni za nią zapłacić. Logiczne? Logiczne, tyle że Europa od dawna już nie rządzi się logiką.

Niemal natychmiast pojawiły się sugestie, początkowo nieśmiałe, że sięgnięcie po „finansowe mrożonki” made in Russia może szalenie urazić wrażliwego rosyjskiego Hitlera, czyli Putina. Potem odezwał się ryczący lew Ameryki, przypominając nam, że nieco wcześniej nakazał, by Stany Zjednoczone głosowały w ONZ  pospołu z Rosją, Białorusią i Koreą Północną, co powinno nam wiele podpowiedzieć, bo jeżeli ktoś głosuje razem z Rosją, Białorusią i Koreą Północną, a my doskonale wiemy, czym są te kraje, to jest to sprawa – by określić to najdelikatniej jak można – bardzo, bardzo brudna i bardzo śmierdząca. Następnie Belgia dostała drgawek ze strachu przed zemstą Rosji, a wraz z nią dziesiątki tzw. unijnych polityków. Najwyraźniej był to strach irracjonalny, chyba że przyjmiemy, że był to strach przed odwołaniem się do godności i uczciwości. Tego unijni politycy boją się bowiem bardziej niż ognia i unikają jak zarazy. Wtedy otwarcie już zaczęto pokrzykiwać, że rosyjskich aktywów odmrażać nie wolno. Dlaczego niby? Posłuchajcie, bo tu zaczyna się prawdziwy koncert: bo konfiskata może spowodować niestabilność finansową Zachodu, nawet dewaluację euro, grozi naruszeniem prawa międzynarodowego (sic!), może wywołać szalony niepokój na Globalnym Południu (jeżeli cokolwiek to znaczy), oraz stworzyć bardzo niebezpieczne precedensy. To tak w skrócie jedynie, wytoczono bowiem znacznie więcej tym podobnych „argumentów”.

W następstwie tego żenującego spektaklu trzęsidupstwa zamiast ukarać Rosję za jej zbrodnie postanowiono … zadłużyć się, zadłużyć się na sumę 90 mld euro, które otrzyma Ukraina, by dalej bronić się przed atakami rosyjskich zbrodniarzy. Spróbujmy zrozumieć właściwie, co to znaczy: za wywołanie wojny, kolosalne zniszczenia, za cierpienia dziesiątków tysięcy ludzi, za tysiące zabitych i pomordowanych … mamy zapłacić my, ty i ja, bo pożyczka zaciągnięta w imieniu Unii Europejskiej to pożyczka zaciągnięta w naszym imieniu i to my zmuszeni będziemy ją spłacać, tak czy owak. Nie Rosja, ale my. I, żeby nie było żadnych wątpliwości, jest to „triumf dyplomacji” oraz „zwycięstwo praworządności”. Tak, wiem, nazwano to ładnie „długiem ukraińskim”, chociaż dług ten zaciągnięto w imieniu Unii Europejskiej i to Europa będzie go spłacać, a nie wykrwawiona i bezczelnie rozkradana przez wszystkich Ukraina. Jeżeli myślisz, że to Unia, i że ciebie to nie dotyczy, to mylisz się bardzo. Unia to ty i twoje podatki i to one sfinansują tchórzostwo i asekuranctwo unijnych marionetek.

O wolności słowa

Szwedzka minister kultury Parisa Liljestrand, urodzona w Iranie, w Szwecji od roku 1986, w wywiadzie dla gazety Svenska Dagbladet stwierdziła, że ograniczenia wolności słowa w Szwecji nie mają większego wpływu na wolność słowa, ponieważ wszyscy ludzie mają swobodę wypowiadania się na każdy temat w ramach tego, co jest legalne.

Parisa Liljestrand ma więc w tej sprawie dokładnie to samo zdanie co Putin i ajatollah Ali Chamenei: wszyscy mogą mówić i robić, co tylko chcą, pod warunkiem, że mieści się to w ramach tego, na co państwo przyzwala. Innymi słowy: wolność słowa to swoboda mówienia tego, co nie jest zakazane. Proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę, ale wydaje mi się, że nawet słynny niemiecki bandyta o nazwisku Hitler miał identyczny pogląd w tej kwestii.

Syndrom sztokholmski

Joel Halldorf jest religioznawcą, pisarzem i współpracownikiem szwedzkiego dziennika Expressen. Na wstępie swego artykułu w tym arcyliberalnym piśmie cytuje słowa znanego niemieckiego pacyfisty, luterańskiego księdza i teologa, Dietricha Bonhoeffera, mówiące, że człowiek, który musi chwycić za broń, powinien codziennie prosić Boga o przebaczenie grzechów i modlić się o pokój. I kontynuuje, w jeszcze bardziej pacyfistycznym, ale jakże skandynawskim duchu: Więc wyślij broń, ale rób to ze łzami. Pomyśl nie tylko o wolności Ukrainy, ale także o rosyjskich żołnierzach, w których uderzą pojazdy opancerzone. Bo nawet jeśli Putin traktuje ich jako elementy gry, to przede wszystkim są ludźmi. Nie, nie potępiam Ukraińców, którzy się bronią. Ale też bym ich nie potępił, gdyby zdecydowali się skapitulować przed wielkim sąsiadem. Kosztowałoby ich to wolność, ale mogłoby uratować tysiące istnień. 

Innymi słowy: zaprzestań walki, stań się niewolnikiem, być może w ten sposób będziesz mógł zachować twoje nędzne życie, choć nie jest to ani pewne ani gwarantowane, ale dzięki swojej wielkoduszności na pewno oszczędzisz życie twoich wrogów i prześladowców. Miło jednak ze strony Joela Halldorfa, że chociaż nie potępia „małych” Ukraińców, którzy bronią się przed „wielkim sąsiadem”, bo przecież każdy, kto broni swojej wolności zasługuje na potępienie, czyż nie? Czemu mnie to nawet nie zaskakuje? Raz jeszcze sztokholmski syndrom w klasycznym wydaniu – zawsze po stronie „biednego” bandyty czy mordercy. Co za nędzna rasa. 

Sonderfahndungsbuch Polen

Sonderfahndungsbuch Polen, Specjalna księga Polaków ściganych listem gończym była alfabetycznym wykazem imiennym zawierającym ponad 61 tys. nazwisk Polaków najbardziej zasłużonych dla Polski, przeznaczonych do likwidacji na terenach wcielonych do III Rzeszy w ramach operacji Tannenberg. Operacja ta jest kryptonimem niemieckiej akcji mającej na celu eksterminację polskiej warstwy przywódczej oraz inteligencji (Liquidierung der polnischen Führungsschicht). Hitler, podobnie jak dzisiaj Putin odnośnie Ukrainy, ogłosił ten ludożerczy program otwarcie i oficjalnie na tydzień przed inwazją na Polskę w Obersalzbergu: „(…) celem wojny nie jest osiągnięcie jakiejś linii geograficznej, ale fizyczna eksterminacja wrogów. Obecnie tylko na wschodzie umieściłem oddziały SS Totenkopf,  dając im rozkaz nieugiętego i bezlitosnego zabijania wszystkich mężczyzn, kobiet i dzieci polskiej rasy i języka, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową.” 

Lista ta przygotowana została na polecenie Reinharda Heydricha przez kontrwywiad służby bezpieczeństwa SS przy współpracy z niemiecką mniejszością zamieszkałą na terenie Polski.  Wydrukowano ją nawet w formie książki w lipcu 1939 roku w Berlinie. Intelligenzaktion, zwana eufemistycznie również Flurbereinigung („Akcja Oczyszczenia Gruntu”) lub – jeszcze bardziej neutralnie – Direkteaktion, czyli „akcja bezpośrednia”, była jedynie małą częścią wielkiego planu germanizacyjnego przygotowanego m.in. dla terenów okupowanej Polski zwanego przez Niemców Generalplan Ost. W celu łatwiejszego przejęcia kontroli nad podbitym terytorium oraz osłabienia w przyszłości ewentualnej działalności konspiracyjnej opracowano plan zniszczenia i eksterminacji polskiej warstwy przywódczej, inteligencji, elity kulturalnej, politycznej, religijnej oraz warstwy posiadaczy i kapitalistów polskich. Niemcy wytypowali do likwidacji wszystkich, którzy cieszyli się autorytetem w polskim społeczeństwie – nauczycieli, lekarzy, dentystów, oficerów, urzędników, kupców, posiadaczy ziemskich, prawników, pisarzy, dziennikarzy, absolwentów szkół wyższych i średnich, członków organizacji i stowarzyszeń. Do najbardziej krwawych eksterminacji doszło na Pomorzu. Zamordowano wtedy około 40 tysięcy ludzi, a było to możliwe przez masowy udział w tej akcji „niewinnych” Niemców, czyli mniejszości niemieckiej, która entuzjastycznie pomogła w przygotowaniu i dokonaniu ludobójstwa.

W niemieckich planach nie przewidywano dla Polski żadnej formy ustanowienia protektoratu lub rządu satelickiego złożonego z Polaków, a jedynie niemiecki zarząd. Potwierdzenie tego znajduje się w protokole pierwszej narady szefów głównych urzędów policyjnych i dowódców operacyjnych z dnia 7.09.1939 roku, które odbyło się w Berlinie. „Przywódcza warstwa ludności w Polsce powinna zostać w takim stopniu, jak to jest możliwe, unieszkodliwiona”. Najbardziej jednoznacznie określił to Martin Bormann w swoich tajnych notatkach ze spotkania z Hitlerem, które odbyło się w 1940 roku: „Generalne Gubernatorstwo jest naszym rezerwuarem siły roboczej do prostych prac (cegielnie, budowa dróg, itd., itp.) (…) Należy bezwarunkowo zwrócić uwagę na to, że nie może być żadnych „polskich panów”; gdzie są tacy polscy panowie, mają być oni, choćby nie wiem jak twardo to zabrzmiało, zabici (…) Führer musi podkreślić jeszcze raz, że dla Polaków może być tylko jeden pan i jest nim Niemiec, dwóch panów obok siebie nie może być i nie ma na to zgody, dlatego wszyscy przedstawiciele polskiej inteligencji mają zostać zabici. Albo jak to wyraził jeszcze w roku 1939 Hitler: Tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone, da się zepchnąć do roli niewolników.  

Po eliminacji elity społeczeństwa polskiego oraz stłumieniu siłą wszelkich przejawów oporu zamierzano sprowadzić resztę populacji do roli niewolników, którzy będą wykonywali proste czynności w służbie dla niemieckiej rasy panów. Niemcy uważali Polaków za rodzaj podludzi, slawische Untermenschen, żywiąc do nas ten sam rodzaj pogardy, który w identyczny sposób przejawia się w postawie Rosjan do Ukraińców, określanych przez nich mianem chachły. Chachły dosłownie oznacza wiązkę słomy. Jest to termin jednoznacznie pejoratywny i obraźliwy. Niemcy i Rosjanie, te dwie bliźniacze nacje naszego kontynentu, żywią to samo zbrodnicze przekonanie – to, mianowicie, że posiadają prawo decydowania o życiu i śmierci innych ludzi.  

Po wybuchu wojny listy proskrypcyjne były uzupełniane na bieżąco. Drugie wydanie z roku 1940, zredagowane w wersji dwujęzycznej niemiecko-polskiej, opublikowano w Krakowie po zakończeniu wstępnej akcji eliminacji inteligencji. Była to ostatnia publikacja list pod tą nazwą. Później wychodziły już pod nazwą „Fahndungsnachweis”. Niemcy pracowali solidnie i metodycznie. Bardzo niewiele osób, które znalazły się na tych listach, zdołało przetrwać czas niemieckiej okupacji.

Biedni, otumanieni Niemcy. Ale czy tylko Hitler „omamił” tych biednych Niemców? Niemcy najwidoczniej kochają być „omamiani”. Przez 16 lat rządów Angela Merkel była traktowana przez nich niemalże jak święta i sumienie świata. Zdołali to nawet wmówić innym. W obecnej chwili jej pomnikowy obraz przypomina w najlepszym razie szkaradnie dysmorficzne rzeźby Henry’ego Moore’a. Niemcy zostali więc znów paskudnie „omamieni” przez jakichś złych faszystów, co nie przeszkadza, że nadal obsadzają bez mała wszystkie kluczowe stanowiska w polityce oraz ekonomii na ich odwiecznym poletku doświadczalnym, nazywanym przez naszą naiwność Europą. A polscy wysocy urzędnicy i parlamentarzyści chętnie wypinają piersi pod ordery, przyznawane przez przedstawicieli rasy panów w uznaniu za popieranie ich łajdactw. Życie toczy się dalej.  

Sonderfahndungsbuch Polen. Liquidierung der polnischen Führungsschicht. Direkteaktion. Intelligenzaktion. Flurbereinigun. Fahndungsnachweis – proponuję, abyś ty, który czytasz te słowa spróbował wyobrazić sobie, że jesteś rzetelnym urzędnikiem niemieckim, że siedzisz przy solidnym niemieckim biurku i z powagą oraz germańską dumą nanosisz na którąś z tych list nazwiska niewinnych ludzi, których trzeba zamordować, zabić, zagazować albo zamęczyć na śmierć. Założę się, że nie będziesz czuł się winny.  

Zbrodnia

Dziennik” G. M. Gilberta, scena z procesu niemieckich zbrodniarzy w Norymberdze. Sąd wyświetla kolejny film obrazujący okrucieństwa niemieckie: „pokazywane są hektary ziemi usłanej ciałami jeńców, zamordowanych lub pozostawionych na śmierć głodową w terenie, gdzie zostali pojmani; narzędzia tortur; okaleczone ciała; gilotyny i kosze głów; ciała wiszące na latarniach, znalezione w odbitych miastach, gdzie działało gestapo; ruiny Lidic; kobiety szlochające i grzebiące zwłoki w masowych grobach; kobiety gwałcone i pomordowane; dzieci z roztrzaskanymi głowami; krematoria i komory gazowe; stosy odzieży, bele kobiecych włosów w Auschwitz i Majdanku …”. Podczas tego makabrycznego spektaklu Göring udaje, że czyta książkę, ziewając z nudów, i od czasu do czasu posyła jakieś sarkastyczne uwagi do Ribbentropa i Hessa.

Staram się wyobrazić sobie identyczny proces rosyjskich zbrodniarzy w jakiejś współczesnej Norymberdze i widzę Putina, który czyta książkę, ostentacyjnie ziewając z nudów, i od czasu do czasu posyła jakieś sarkastyczne uwagi do Ławrowa i Prigożina. Staram się to wyobrazić sobie. Daremnie, choć nie brakuje mi wyobraźni. Rozum podpowiada, że nasz świat usankcjonował zbrodnię i tym samym zlikwidował karę. Zbrodnia stała się w pełnym tego słowa znaczeniu terminem ekonomicznym – może być inwestycją bardzo opłacalną, opłacalną lub mniej opłacalną. W przypadku inwestycji totalnie nieudanych jedyną karą może być co wyżej bankructwo.    

Europejska solidarność

Europejska solidarność w kwestii sankcji wobec Rosji? Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy i Belgia domagają się, aby na szczeblu krajowym była możliwość odmrożenia zamrożonych aktywów osób z list sankcyjnych, jeżeli te osoby mają udziały w branży rolniczej, czyli proponują wykreślenie z list sankcyjnych ponad 1,5 tys. osób i podmiotów, oligarchów i zbrodniarzy. Część krajów zaprotestowała przeciwko tej jawnej zdradzie, ale Grecja, Szwecja i Węgry jednoznacznie stoją po stronie sowieckich bandytów. Z listy objętych sankcjami surowców energetycznych, na prośbę Grecji, wykreślony został sprężony gaz ziemny, gaz powstający w procesie przetwórstwa ropy naftowej, który odpowiada on za jedną czwartą wolumenu gazu, który jest objęty zakazem importu z Rosji. Węgrzy wnieśli na ostatnim unijnym spotkaniu o wykreślenie z listy sankcyjnej trzech członków rosyjskiego rządu, w tym ministra energii Rosji. Tradycyjnie dwulicowa Szwecja, powołując się na konieczność ochrony wolności mediów (sic!), jakby w Szwecji istniała jakakolwiek wolność mediów, wykreśliła z listy sankcyjnej Federalną Służbę ds. Nadzoru w Sferze Łączności, Technologii Informacyjnych i Komunikacji Masowej, tzw. Roskomnadzor. Żeby wszystko było jasne – jest to rosyjski federalny organ wykonawczy odpowiedzialny za monitorowanie, kontrolowanie i … uwaga, cenzurowanie rosyjskich środków masowego przekazu. „Ukraińska Prawda” ujawniła dziś, że wielu osób z rosyjskich elit oficjalnie pomieszkuje w Wiedniu, w żywe oczy kpiąc z zachodnich sankcji. Wśród spacerowiczów po wiedeńskich ulicach, w obstawie goryli, jest między innymi Wiktor Zubkow, były premier Rosji, a na otwarcie sezonu w mediolańskiej La Scali wystawiono dzieło Musorgskiego „Borys Godunow” z Ildarem Abdrazakovem w roli głównej, odznaczonym przez Putina tytułem „Czczony Artysta Federacji Rosyjskiej”. Europejska solidarność umacnia się z dnia na dzień.