Syndrom sztokholmski

Joel Halldorf jest religioznawcą, pisarzem i współpracownikiem szwedzkiego dziennika Expressen. Na wstępie swego artykułu w tym arcyliberalnym piśmie cytuje słowa znanego niemieckiego pacyfisty, luterańskiego księdza i teologa, Dietricha Bonhoeffera, mówiące, że człowiek, który musi chwycić za broń, powinien codziennie prosić Boga o przebaczenie grzechów i modlić się o pokój. I kontynuuje, w jeszcze bardziej pacyfistycznym, ale jakże skandynawskim duchu: Więc wyślij broń, ale rób to ze łzami. Pomyśl nie tylko o wolności Ukrainy, ale także o rosyjskich żołnierzach, w których uderzą pojazdy opancerzone. Bo nawet jeśli Putin traktuje ich jako elementy gry, to przede wszystkim są ludźmi. Nie, nie potępiam Ukraińców, którzy się bronią. Ale też bym ich nie potępił, gdyby zdecydowali się skapitulować przed wielkim sąsiadem. Kosztowałoby ich to wolność, ale mogłoby uratować tysiące istnień. 

Innymi słowy: zaprzestań walki, stań się niewolnikiem, być może w ten sposób będziesz mógł zachować twoje nędzne życie, choć nie jest to ani pewne ani gwarantowane, ale dzięki swojej wielkoduszności na pewno oszczędzisz życie twoich wrogów i prześladowców. Miło jednak ze strony Joela Halldorfa, że chociaż nie potępia „małych” Ukraińców, którzy bronią się przed „wielkim sąsiadem”, bo przecież każdy, kto broni swojej wolności zasługuje na potępienie, czyż nie? Czemu mnie to nawet nie zaskakuje? Raz jeszcze sztokholmski syndrom w klasycznym wydaniu – zawsze po stronie „biednego” bandyty czy mordercy. Co za nędzna rasa. 

Absurdy z krainy Muminków

Malmö, miasteczko z krainy Muminków, jest bardzo biedne. Rocznie otrzymuje ze strony państwa 5 miliardów koron zapomogi, ale suma ta nie wystarcza i rośnie z roku na rok. „Expressen”, pisemko wydawane przez Muminki, poinformowało wczoraj, że w mieście żyje już ponad 1300 bezdomnych dzieci, czyli małych Muminków, co jest skandaliczne, bo duże Muminki niczego nie kochają tak bardzo jak małych Muminków i opowiadają wszystkim i zawsze, że małe Muminki mają w ich świecie tak dobrze jak nigdzie indziej i że kraina Muminków jest dla małych Muminków prawdziwym rajem. Ciężko jest więc w Malmö, biednym miasteczku z krainy Muminków, ale optymistyczne jest to, że władze socjalne nie poddają się i robią, co mogą. Ostatnio, w szczytnym celu sprowadzenia na dobrą drogę dwóch młodych Muminków-kryminalistów, członków tutejszych gangów, wynajęły dla nich piękne, pięciopokojowe mieszkanie, całe 180 metrów kwadratowych, położone dokładnie w centrum, mieszkanie z kominkiem i wygodami, tudzież pełnym utrzymaniem i codziennym sprzątaniem, żeby tylko nic nie przeszkadzało tym młodym i zdolnym Muminkom-kryminalistom w ich codziennych, bardzo niebezpiecznych i ryzykownych zajęciach. Dotychczas władze socjalne, czyli Muminki-podatnicy zapłacili za ten ekskluzywny program 70 milionów koron, a niegrzeczne Muminki-kryminaliści urządziły w tym wytwornym mieszkaniu magazyn, gdzie bezpiecznie przechowują materiały wybuchowe i kokainę.

Dobrze, że w Polsce do tego nie dojdzie, bo Platforma Obywatelska zapowiada, że w razie wygrania wyborów odbierze polskim dzieciom, czyli Muminkom-kryminalistom, to wstrętne 500+, za które ich nieodpowiedzialni rodzice kupują tylko alkohol i sztuczne ognie.

P.s. Wybory w krainie Muminków wciąż kompletnie nierozstrzygnięte, a Buka straszy bardzo rozkosznie. Mamy dużo zabawy.

Per Olov Enquist

Per Olov Enquist jest jednym z najbardziej znanych współczesnych pisarzy szwedzkich; publikowany, nagradzany, szanowany. Zajmował się też publicystyką. W maju 1975 roku, po zajęciu przez Czerwonych Khmerów Phnom Penth, pisał w „Expressen”:

Przez długie lata zachodni imperializm gwałcił azjatycki kraj, pozbawił życia prawie milion ludzi, zamienił piękne kambodżańskie miasto, centrum dawnej kultury, w getto, w dom publiczny. Ale lud powstał, oswobodził się, wyrzucił intruzów, uznał, że jego piękne miasto musi odzyskać twarz. Wtedy dom opróżniono i wzięto się do sprzątania. Zaczęto szorować podłogi i ściany, aby ludzie nie żyli tu w poniżeniu, tylko w spokoju i godnie. A na Zachodzie leją się krokodyle łzy. Dom publiczny jest opróżniony, trwa sprzątanie. Jedynie alfonsi mogą nad tym ubolewać.

Ten ludowy trybun literatury szwedzkiej, w wiele lat potem, w autobiografii pt. „Inne życie” przyznaje rozbrajająco naiwnie, że pomylił się i że wówczas, pisząc cytowane wyżej słowa, nawet nie wiedział, kim jest Pol Pot. Doprawdy? Jeżeli to prawda, to tylko gorzej.

Nabokov miał rację twierdząc, że pisarz, choćby najlepszy, romansując z polityką, staje się prędzej czy później zwykłą prostytutką. Przypadek Enquista znakomicie to ilustruje.