Śmierć migrantów na morzu to hańba dla naszego społeczeństwa i bolesne wołanie, które nie może pozostawić nas obojętnymi, woła rzecznik prasowy Związku Przemytników Ludzi, papież Franciszek, i proponuje hojne otwarcie naszych granic tudzież serc. Europa Zachodnia od wielu już lat konsekwentnie podcina sobie żyły, a dziś do tego klubu samobójców oficjalnie dołączył katolicki Kościół. Jest więc wielce prawdopodobne, że ten dotychczas dość niemrawy proces znacznie przyśpieszy, niestety.
Po tym absurdalnym exposé Franciszka wracam do moich notatek ze znakomitej i dzielnie przez wszystkich przemilczanej pracy „Przedziwna śmierć Europy”. Jej autor, Douglas Murray, nie ma wątpliwości co do tego, że niekontrolowana migracja jest tykającą bombą, która wcześniej czy później wysadzi w powietrze europejską demokrację, co już dziś obserwujemy niemal w całej Zachodniej Europie, a jego praca ukazała się przecież ledwo sześć lat temu, w 2017 roku. Murray utrzymuje, że rzeczywistym powodem napływu migrantów do Europy jest fakt, że Europa sama wykreowała się na pożądany cel takich przedsięwzięć nie tylko nie wprowadzając jakichkolwiek ograniczeń i nie stawiając praktycznie rzecz biorąc żadnych wymagań, ale do tego jeszcze reklamując się jako zacna i dobra ciocia, która „pozwoli przybyszom pozostać, kiedy już się tam znajdą. Ludzie ciągną do Europy na wskutek wiedzy, że tamtejsze państwa opiekuńcze zajmą się nimi oraz że nawet jeżeli świadczenia nie będą bardzo hojne, imigranci będą żyli na wyższym poziomie i cieszyli się szerszym zakresem praw niż w innych częściach świata, nie mówiąc o krajach pochodzenia”. Nie jest to więc, jak chcieliby to widzieć niektórzy, kwestia ekonomicznej atrakcyjności Europy, bowiem wdzierające się tutaj hordy roszczeniowych półanalfabetów, głównie z krajów islamskich, wcale nie przybywają w tym celu, by pracować. Ten problem nie dotyka przecież w takim stopniu innych obszarów świata. Nie doświadczają tego Chiny, druga co do wielkości gospodarka świata, ani Japonia, która wprowadziła przepisy, które niezwykle skutecznie powstrzymują, zniechęcają i utrudniają imigrację ani nawet kraje emirackie, ostentacyjnie i obrzydliwie bogate, które nie życzą sobie i nie przyjmują swoich uboższych islamskich braci, mając w nosie jeden z pięciu filarów islamu czyli zakat, jałmużnę.
Obserwując ten proceder, który tak entuzjastycznie popiera papież Franciszek, nie sposób pozbyć się wrażenia, że w tym transferze islamu świadomie biorą udział już nie tylko zwykli przemytnicy, ale i pewne państwa.