Egipcjanki były podobno mistrzyniami w sztuce podobania się. Szaty z „pięknego płótna z Górnego Egiptu”, cienkie jak jedwab, cieszyły się u nich identycznym wzięciem jak u Rzymianek tkaniny z Kos, starannie i dokładnie wydepilowały całe ciało, pozłacały piersi, goliły głowy, nosiły misternie ufryzowane peruki z ludzkich włosów lub wełny i buty na obcasach, stosowały ostry, wyrazisty makijaż, powieki malując zwykle na niebiesko, i bardzo dbały o świeży i pachnący oddech. Wielu kronikarzy wspomina o ich zalotności, urodzie i wdzięku, a Herodot twierdził, że były to najbardziej niewierne kobiety starożytnego świata. Dzisiaj pod egipskim niebem przemykają czarne cienie, szczelnie opakowane w bezpłciowe chałaty, i już mało kto wie, kim był Herodot. Nazwijmy to postępem.