Dysfunkcja

Dysfunkcja religii. Prawdziwa religia przede wszystkim powinna uwalniać człowieka od lęku przed śmiercią, sprawiać, by śmierć nie była niczym więcej niż cezurą przed transformacją do innej formy egzystencji, lepszej, piękniejszej i bardziej atrakcyjnej. Tymczasem wcale tak nie jest, śmierć wciąż wzbudza strach, tym większy, że według religijnych doktryn pośmiertna egzystencja jest uwarunkowana doczesnymi zasługami, a doczesne zasługi, jak powszechnie wiadomo, są dość względnym i niepewnym kryterium. Niebo jest warunkowe. I to jest główna słabość Nieba. Religią najbliższą ideału byłaby więc taka, której wyznawcy, nie mogąc doczekać się wspaniałości życia w obiecywanym przez nią Raju, entuzjastycznie popełnialiby samobójstwa, by dostać się tam jak najprędzej. To miałoby sens. Zdaje się, że rozumieją to niektóre sekty.

Tymczasem religie, z powodów najzupełniej oczywistych, nie preferują samobójców, poza islamem, który nazywając ich eufemistycznie męczennikami, jako marchewkę oferuje im po śmierci piękne hurysy i ekscesy seksualne do końca wieczności. Ale i w tym przypadku, jak wiemy, sama wizja absolutnie nie wystarcza i trzeba ją solidnie wzmocnić dolarami.