Między Troją a Moskwą

Wracam ponownie do II Pieśni „Iliady” Homera, tej z „katalogiem okrętów” uczestniczących w inwazji na Troję. Łączna ich cyfra to 1189, a w każdym miało być od 50 do 120 wojowników, co oznacza, że armia grecka liczyła ponad 50 tysięcy ludzi. Jest to całkiem przyjemna epicka hiperbola, ale – jak łatwo odgadnąć – z rzeczywistością nie mogło to mieć wiele wspólnego. W epoce mykeńskiej nie było żadnych możliwości, by wystawić armię tak liczną, a tym bardziej zapewnić jej logistykę przez 10 lat oblężenia. Największe armie epoki brązu mogły liczyć zaledwie kilka tysięcy ludzi.

Cyfry czynią więc Homera niewiarygodnym. Ale Troja była. I była wojna trojańska. I było całkiem inaczej. Bardzo to przypomina pewien ruski dowcip: Ktoś powiedział, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody, co po części okazało się nawet prawdą, tyle, że nie w Moskwie, a w Leningradzie, i nie na placu, a na dworcu, a do tego nie samochody, a rowery i nie rozdają tylko kradną.