Cendrars „Gwiezdna wieża Eiffla”: Wierzyć w dobrodziejstwa nauki oraz humanizm fizyków to moda tyleż głupia, co rozpowszechniona dziś między intelektualistami tego nowego międzywojnia, podobnie jak w XVIII wieku byli modni Encyklopedyści, ci pierwsi wszędobylscy i ludzie Bez-Boga, którzy ustanowili kult Rozumu, nieskończony Postęp wielbili, głosili Prawa człowieka nieskończone i wierzyli, pocieszne ciołki, w niewinność i cnotę „poczciwych dzikusów; a tymczasem Voltaire wazelinił królowi pruskiemu, Diderot doił Semiramidę Północy, a Jan Jakub składał Onanowi ofiary w gaikach Charmettes, bez wiedzy Claude Aneta, ogrodnika-kochanka, co wytargałby go za uszy, ale za to pod oknami pani de Warens, i tak nasi trzej wielcy myśleli tylko, skąd by wytrzasnąć obfitą rentę albo zapewnić sobie stałe miejsce przy stole i w łóżku, w dupie mając rodzaj ludzki, nie inaczej niż w roku 40 – postawa typowa u literatów, którzy nie krępują się bynajmniej ani swoją pozycją publiczną walczących, ani sprzecznościami wewnętrznymi, ponieważ robią Literaturę”.