Klitoridektomia

Klitoridektomia, ohydna praktyka wycinania kobietom łechtaczek, jest nielegalna w całej Europie. Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy uznało nawet, że okaleczanie żeńskich narządów płciowych stanowi pogwałcenie praw człowieka i zobowiązało rządy do surowego karania takich przypadków. W niczym to nie przeszkadza jednak, by setki tysięcy kobiet z rodzin islamskich zamieszkujących Europę wciąż poddawane były tej barbarzyńskiej praktyce. Tylko w Niemczech, według statystyk sprzed paru lat (aktualnych danych nie znalazłem), odnotowano ponad 60 tys. takich „zabiegów”. A mimo tego nie znamy do tej pory ani jednego (sic!) przypadku w Europie, by kogoś za to skazano. Nielegalne, karalne i … bezkarne.

Może należałoby wreszcie postawić sobie i szczerze odpowiedzieć na pytanie, czy Europa, która nie ośmiela się zmierzyć z czymś tak jednoznacznym i odrażającym jak okaleczanie kobiet, będzie kiedykolwiek w przyszłości zdolna do obrony swoich innych, a do tego znacznie subtelniejszych wartości?   

Prawo do aborcji

Nie ma czegoś takiego jak prawo do aborcji. Jest tylko, zapewniana przez pewne państwa i społeczeństwa, możliwość przeprowadzenia aborcji. Nie jest to jednak żadne prawo. Nie ma żadnych naturalnych praw, które gwarantują nam prawo do życia, szczęścia, aborcji, picia szampana, pracy, posiadania butów czy samochodów, oglądania filmów pornograficznych, wykształcenia czy czegokolwiek innego. Są to jedynie opcje – w pewnych okolicznościach możliwe i realne, a w innych albo wcale albo tylko w wąskim zakresie. Istnieją natomiast prawa człowieka, prawa przysługujące każdemu pojedynczemu człowiekowi i wszystkim z osobna. Nie są to jednak żadne prawa polityczne czy – tym bardziej – ekonomiczne. Prawa człowieka są zasadami moralnymi, które mają określać i chronić wolność naszego działania, przy założeniu, że nie stanowią zagrożenia dla praw czy swobód innych osób. I nic ponadto.

Inne Noble

Szwecja, znana powszechnie jako orędowniczka praw człowieka, dziecka, zwierząt i owadów, uchodząca za oazę dla pokrzywdzonych oraz prześladowanych, kochających inaczej, mekka prezentyzmu i permisywizmu jest – jak powszechnie wiadomo – fundatorką słynnych nagród noblowskich, ale przyznaje również i inne nagrody. Znacznie mniej znane i mniej upowszechniane. Właśnie w minionym tygodniu przyznano tu, jak co roku zresztą, literacką Nagrodę Lenina, jednego z wybitniejszych morderców w dziejach ludzkości oraz – w tym samym tygodniu – Nagrodę Robespierre`a, mordercy i maniaka z nieco starszym rodowodem, ale równie krwiożerczego. W Szwecji, tym światopoglądowym Raju, nie czyni się małostkowych rozróżnień między oceną moralną i estetyczną.

Cendrars

Cendrars „Gwiezdna wieża Eiffla”: Wierzyć w dobrodziejstwa nauki oraz humanizm fizyków to moda tyleż głupia, co rozpowszechniona dziś między intelektualistami tego nowego międzywojnia, podobnie jak w XVIII wieku byli modni Encyklopedyści, ci pierwsi wszędobylscy i ludzie Bez-Boga, którzy ustanowili kult Rozumu, nieskończony Postęp wielbili, głosili Prawa człowieka nieskończone i wierzyli, pocieszne ciołki, w niewinność i cnotę „poczciwych dzikusów; a tymczasem Voltaire wazelinił królowi pruskiemu, Diderot doił Semiramidę Północy, a Jan Jakub składał Onanowi ofiary w gaikach Charmettes, bez wiedzy Claude Aneta, ogrodnika-kochanka, co wytargałby go za uszy, ale za to pod oknami pani de Warens, i tak nasi trzej wielcy myśleli tylko, skąd by wytrzasnąć obfitą rentę albo zapewnić sobie stałe miejsce przy stole i w łóżku, w dupie mając rodzaj ludzki, nie inaczej niż w roku 40 – postawa typowa u literatów, którzy nie krępują się bynajmniej ani swoją pozycją publiczną walczących, ani sprzecznościami wewnętrznymi, ponieważ robią Literaturę”.

Błąd logiczny

Y. N. Harari „Od zwierząt do bogów”: Nie wierzmy idealistycznym ekologom twierdzącym, że nasi przodkowie żyli w harmonii z przyrodą. Bo żyli z nią w dysharmonii. Na długo przed rewolucją przemysłową homo sapiens był wśród wszystkich organizmów sprawcą wymarcia największej liczby gatunków i roślin. Mamy wątpliwy zaszczyt bycia najbardziej morderczym gatunkiem w annałach biologii.

W powyższych słowach kryje się pewien, aż nazbyt dzisiaj powszechny, błąd logiczny, błąd o poważnych konsekwencjach zresztą, bo to on powoduje, że coraz częściej i coraz chętniej deprecjonujemy i naszą kulturę i nas samych. Czy z naturą można żyć w jakiejś urojonej harmonii i co to miałoby oznaczać? Czy znaczy to, że Natura, jeżeli będziemy sprawować się dobrze i grzecznie, wygasi wulkany, wyeliminuje niebezpieczne wirusy, powstrzyma tsunami i huragany, że poprawi usterki w naszych genach i zawiesi, choćby warunkowo, niszczycielskie trzęsienia ziemi? Czy natura jest harmonijna? W czymże objawia się jej harmonia? Czy w tym może, że z lubością powołuje do życia najbardziej niewiarygodne przeciwieństwa i skrajności? Nasi przodkowie mieli nikłe szanse, by żyć w symbiozie z dwumetrowymi kangurami, lwami workowatymi, z jaszczurkami podobnymi do smoków, dziesięciometrowymi wężami, z gigantycznymi diprotodonami, dwuipółtonowymi wombatami lub nielotnymi ptakami, dwa razy większymi od strusi, czy setkami tym podobnych maszkaronów. Natura przez miliony lat zabawiała się produkcją  koszmarnych i przerażających potworów, oddając się temu zajęciu z takim samym upodobaniem jak dziś hollywoodzcy producenci horrorów. Jedyną jej udaną kreacją jest człowiek, stworzony przez nią zresztą albo przypadkiem albo w chwili odpoczynku od powielania kolejnych bazyliszków i krakenów. Niestety, to jemu właśnie musiał przypadł w udziale wątpliwy zaszczyt wytępienia tego całego robactwa. I udało mu się to, mimo dziesiątków niesprzyjających okoliczności i prawie zerowych szans. Jesteśmy najsilniejszym i najinteligentniejszym gatunkiem w „annałach biologii”. Czy powinniśmy się tego wstydzić? Przeciwnie, uważam, że powinniśmy być z tego dumni.

Nie ma czegoś takiego jak „świat dla wszystkich”, a wówczas nie było też czegoś takiego jak „Prawa człowieka i wszystkich innych Zwierząt na Całej Ziemi”. A nawet gdyby były, to wątpię, by lwy workowate, gigantyczne węże czy olbrzymie torbacze chciały to podpisać i przestrzegać. Człowiek, słaby i – sensie fizycznym – skąpo przez naturę wyposażony, był zmuszony wyeliminować zagrożenia, jeżeli chciał przeżyć i trwać.  Wyeliminował je i przeżył. Czy jest to morderstwo? Życie w Naturze nie ma nic wspólnego z uprawianiem etyki. Y. N. Harari w innym miejscu swojej pracy słusznie zauważa, że cała nasza otoczka kulturowa – nasze prawa, religie, prawa człowieka, ONZ, korporacje, giełda, Peugeot, ustawodawstwo, pieniądze – są tylko i wyłącznie wytworami naszej bujnej wyobraźni. Etyka jest także wytworem naszej bujnej wyobraźni. Niczym więcej. Szkoda, że o tym Harari całkiem zapomniał.

Samuel Huntington

Samuel Huntington mówił o zasadniczej nieprzekładalności kultur. Cywilizacje nie mogą nawiązać między sobą dialogu, bowiem posługują się różnymi językami. To, co dla nas jest oczywistością, jak idee demokracji czy choćby prawa człowieka, może wcale nie być akceptowane w innej kulturze. Kultury są dla siebie nieprzezroczyste, wzajemnie nieczytelne.

Zaczynam podejrzewać, że rządzą nami analfabeci albo zdrajcy.