Multikulturalizm

Multikulturalizm wzbogaca kultury, głoszą liberałowie. Tymczasem multikulturalizm to w rzeczywistości brak kultury – sprowadza on bogactwo cywilizacyjne i kulturowe do banalnych aranżacji, które w istocie nic o tych kulturach nie mówią i niczego nie przybliżają. W Szwecji nie dyskutuje się kwestii obchodów ramadanu – informuje się o tym. Nikt też nie prowadzi dyskusji o islamie z perspektywy islamu. W Malmö żyje obok siebie ponad 180 narodowości i słyszy się około 150 różnych języków. Mimo tylu kultur, które są na wyciągnięcie ręki, nic o sobie wzajemnie nie wiemy. Jeden z moich znajomych pochodzi z Syrii, drugi z anatolijskiej części Turcji, ale moja wiedza o ich kulturze nie spęczniała z tego powodu. Ani ich wiedza o mojej kulturze. Wiem, że w Syrii jedzą tabbouleh, a w Anatolii króluje keşkek, oni słyszeli coś o polskim bigosie, razem wypadaliśmy w czasie lunchu na falafel, ale mniej więcej na tym kończy się nasza wielka wymiana międzykulturowa. Ja szedłem protestować przeciwko morderczej fatwie na Salmana Rushdiego, oni zbierają się na wiecach potępienia Rushdiego. Wiem, że oni obchodzą ramadan i wiem też, choć nie bezpośrednio od nich, z jakiego powodu, ale oni nie mają pojęcia o mojej religii, moich tradycjach i równie mało wiedzą o tradycjach kraju w którym żyją. Poza żałośnie skromną wymianą kulinarną, nie zdołaliśmy i zapewne nigdy nie zdołamy niczego innego między sobą wymienić, a praktycznie rzecz biorąc i ta cywilizacyjna „zdobycz” jest wątpliwa – sensowniej byłoby gdybym kupił sobie książkę pt. „Sto przepisów na najlepsze dania orientalne”.