Los. Przypadek. Tsutomu Yamaguchi, japoński inżynier urodzony w marcu 1916 roku w Nagasaki. W czasie 2 wojny światowej pracował dla koncernu Mitsubishi, który wysłał go służbowo z rodzinnego Nagasaki do stoczni w Hiroszimie. Było to dokładnie 6 sierpnia 1945 roku. Właśnie wysiadał z tramwaju, gdy na Hiroszimę spadła bomba atomowa Little Boy. Znajdował się trzy kilometry od Ground Zero. Podmuch tymczasowo oślepił go, zniszczył lewy bębenek jego ucha i spowodował przerażające poparzenia na prawie całej górnej części jego ciała, stracił też włosy. Następnego ranka wystawił się na kolejną dawkę promieniowania, gdy zapuścił się do centrum Hiroszimy, zdecydowany złapać pociąg do domu. Ledwo opatrzony, zdołał powrócić do Nagasaki. 9 sierpnia 1945 roku, w momencie, gdy Yamaguchi relacjonował swemu przełożonemu o tragicznych chwilach z Hiroszimy, na Nagasaki spadła bomba atomowa Fat Man. Yamaguchi ponownie znalazł się 3 kilometry od centrum drugiej eksplozji. W wywiadzie dla pisma „Independent” powiedział wiele lat później, że w momencie, gdy białe światło wypełniło pokój był przekonany, że chmura grzybowa podążyła za mną z Hiroszimy. Przeżył i tym razem. Zmarł 4 stycznia 2010 roku w wieku 94 lat. Przyczyną zgonu był nowotwór żołądka. Dziwne? Może, choć niekoniecznie. Wszystko, co da się pomyśleć, jest też możliwe, jak uważał Wittgenstein.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.