Nigdy nie przepadałem za filmami Larsa von Triera. Są wymyślone, nawet niezbyt starannie wymyślone i, co gorsza, zawsze stawiają na to, aby mnie szokować. Ilekroć jakaś sztuka bazuje na tym, aby mnie szokować wiem, że nie ma mi nic do powiedzenia. Filmy von Triera nie mają nic do powiedzenia, nie pamiętam zresztą żadnego z nich, moja pamięć nie utrwaliła choćby jednej sceny z jego produktów. Ale Lars von Trier uwielbia również szokować poza ekranem. Kiedyś deklarował się jako Żyd, by następnie głosić, że ze względu na niemieckie pochodzenie jego rodziny jest nazistą i rozumie Hitlera, a ostatnio, zaledwie przed kilkoma dniami, podczas wizyty prezydenta Ukrainy W. Zełenskiego w Kopenhadze, oburzyła go decyzja duńskich władz, by przekazać Ukrainie 19 myśliwców F-16. Dał temu wyraz na Instagramie pisząc: „”Do pana Wołodymyra Zełenskiego i pana Władimira Putina, a także do pani Mette Frederiksen, która jak ktoś zakochany po uszy, pozowała w kokpicie jednej z najstraszniejszych maszyn do zabijania naszych czasów, uśmiechając się od ucha do ucha: ROSYJSKIE ŻYCIE TEŻ SIĘ LICZY!„. Trafniejszy byłby właściwy sens tego apelu: nie zabijajmy morderców!
Ta kolejna błazenada von Triera właściwie nie wymaga żadnego komentarza, ale prowokuje gorzką refleksję na temat prawdziwej tragedii naszych czasów, która polega na tym, że pozwoliliśmy wszelkiej maści komediantom, subretkom, kuglarzom i celebrytom uchodzić za nasze sumienie, a oni – z właściwą im naiwnością – naprawdę uwierzyli w to, że mogą nim być.