Religia idealna

Ibn Khaldun, „Muqaddimah”: Jest faktem, że z niewielkimi wyjątkami, większość uczonych muzułmańskich nie było Arabami mimo, że islam jest religią arabską, a jej założyciel był Arabem. Wynikało to z prostych warunków życia na pustyni. Ludzie w tym czasie nie wiedzieli nic o nauce ani o pisaniu książek. Nie było do tego żadnej zachęty i żadnej potrzeby. Taka była sytuacja w czasach ludzi skupionych wokół Mahometa oraz drugiego pokolenia. Analfabetyzm był powszechny wśród ludzi otaczających Mahometa, ponieważ byli Beduinami. Ludzi, którzy znali Koran, nazywano „czytelnikami Koranu”, co sugerowało, że byli piśmienni.

Islam był religią dla prymitywnych i niepiśmiennych. Jego liturgia, jeżeli uznać za liturgię modlitwę odprawianą 5 razy dziennie, wyznanie wiary, jałmużnę i post, nie zmusza wiernych do jakiegokolwiek, choćby najmniejszego umysłowego wysiłku. Islam pozostał religią dla prymitywnych i niepiśmiennych i w gruncie rzeczy na tym polega jego popularność. W islamie nie ma miejsca na żadnych świętych Tomaszów czy świętych Augustynów. Religia niemal idealna – zero intelektualnego zaangażowania, tylko ślepe posłuszeństwo.

Graffiti

To, co mnie zawsze zdumiewało. Średniowiecze jest królestwem analfabetyzmu, ale tysiąc lat wcześniej, w Imperium Rzymskim, czytanie i pisanie były umiejętnościami powszechnymi. Potwierdzają to nie tylko oficjalne dokumenty, sztuki teatralne, poezja, pamiętniki, dzieła pisarzy, historyków czy filozofów, ale i napisy na tynkach domów, na pomnikach i ścianach klozetów, na kolumnach, nagrobnych stelach, gdzie tylko dało się pisać, i gdzie na pewno nie pisali wielcy twórcy, lecz zwykli ludzie, szewc, gladiator, sprzedawca cytrusów, złodziej uliczny. Hic iigo puiillas multas futui, obwieszcza ktoś o swoich erotycznych podbojach, ktoś inny wyznaje swoje udręki miłosne słowami Vis nulla est animi, non somnus claudit ocellos, noctes (atque) dies aestuat omnis amor, a jeszcze ktoś inny bez ceregieli oświadcza, że ten, kto nie zaprasza go na kolację, musi być barbarzyńcą, At quem non ceno, barbarus ille mihi est. Zakres tej ulicznej twórczości jest imponująco szeroki – od poezji, cytatów z Wergiliusza, złote myśli, przez miłosne wyznania, zaklęcia i złorzeczenia aż po skatologię. Autorzy tych starożytnych graffiti byli nieporównywalnie bardziej pomysłowi i inteligentni niż ich współcześni epigoni, którym rzadko udaje się poprawnie napisać słowa: Tu był Billy boy. Zwykle zresztą nie mają nic innego do zakomunikowania światu. Większość, zwyczajem psów, obsikuje mury i klatki schodowe jakimś anonimowym i koślawym autografem. Można zastanawiać się chwilami, czy dzisiejsi grafficiarze potrafią pisać i czytać, ale w Imperium, a przynajmniej w miastach, niemal wszyscy to umieli. Taka sytuacja nie zdarzyła się nigdy wcześniej w naszej historii i nie powtórzyła się potem przez wiele, wiele stuleci – nie tylko w średniowieczu, renesansie, ale i w późniejszych epokach analfabetyzm wśród Europejczyków był powszechny. Umiejętność czytania i pisania dopiero w dwudziestym wieku osiągnęły poziom Cesarstwa Rzymskiego. Chciałoby się zapytać, jak to jest możliwe, by tak skutecznie i łatwo przejść od cywilizacji do barbarzyństwa, ale od dawna już wiemy, że pytanie takie nie ma sensu. Nasza otoczka kulturowa jest krucha i wątła. Gdy gaśnie cywilizacja, strzepujemy ją z siebie jak podróżny pył.