Ultrakrepidarianizm

Ultrakrepidarianizm, termin mało znany i, niestety, stosowany niezmiernie rzadko (pewnie ze względu na wdzięczną wielosylabowość), a określa zachowanie polegające na wyrażaniu opinii w sprawach pozostających poza obszarem wiedzy danej osoby. Ultrakrepidarianie to innymi słowy dyletanci, ignoranci i amatorzy, osoby, którzy entuzjastycznie zabierają się za ocenianie zjawisk o których nie mają tzw. bladego pojęcia. Panujący nam łaskawie od co najmniej dwóch dziesięcioleci permisywizm spowodował, że wszelkiego rodzaju celebryci, chłopaki od machania gitarą i kopania piłki, subretki, wulgarne kucharki, youtuberzy, instagramerzy, infulencerzy, gwiazdeczki różnych reality show, dietetycy, trenerki fitness, modelki, weganki, tancerki, asystentki od tego czy tamtego, hostessy, dziewczyny gangsterów, tzw. osobowości medialne, aktorki zawodowe i niezawodowe, właścicielki agencji towarzyskich (eufemistyczne określenie burdelmamy), cały ten neuston obficie porastający obecnie przestrzeń publiczną, wszystkie te bakterie, jednokomórkowce, glony, skorupiaki, wrotki i inne owady, bez chwili wahania wypowiadają się o wszystkim i na każdy temat. Nie mają żadnych skrupułów, obiekcji, wątpliwości, wiedzą wszystko o wszystkim, są ludźmi i z tego powodu nic nie jest im obce, skomentują z równą beztroską wydarzenia polityczne jak ostatnie odkrycia naukowe, udzielą ci porad w sprawie mody, seksu, nanotechnologii, ekologii i ekonomii. Co zabawniejsze, nikogo to już nie dziwi, nie zastanawia i nikt nie oponuje. Bezmyślnie słuchamy tej paplaniny, tego niewiarygodnego bełkotu, a on coraz skuteczniej wdziera się w naszą rzeczywistość przekształcając ją powoli i nieodwracalnie w coś w rodzaju cabinet de curiosités, gdzie na tej samej półce, czule do siebie przytulone, egzystują mikroskop i róg jednorożca, korzeń mandragory i sekstans, magia, legenda i strzępy nauki.

Apelles, jeden z najznakomitszych malarzy starożytności, chętnie podobno przyjmował krytyczne uwagi pod adresem swojej twórczości i poprawiał błędy, jeśli uwagi te były zasadne. Jak głosi legenda pewnego razu swoje zdanie na temat namalowanego sandała wyraził pewien szewc i artysta przyznał, że miał on słuszność. Podziękował więc za radę i poprawił ten detal na obrazie. Kiedy jednak ośmielony tym szewc zaczął krytykować proporcje i szaty namalowanych postaci, Apelles miał mu według Pliniusza powiedzieć: Sutor, ne ultra crepidam, co oznacza: Niech szewc nie osądza powyżej sandała. Miara Apellesa, sandał, crepidam, przetrwała szczęśliwie ponad dwa tysiąclecia. Dzisiaj mamy już tylko ultrakrepidarianizm.

Vasari

Vasari także wspomina o niemal nabożnym stosunku antycznych Greków do malarstwa. Uważali oni malarstwo za dziedzinę absolutnie wyjątkową i zaszczytną, zarezerwowaną wyłącznie dla ludzi z arystokracji. Istniał nawet zakaz na mocy którego niewolników nie wolno było uczyć rysunku lub malarstwa.

                                                                         ***

Anegdota o malarzu Zeuksisie. Podobno tak dobrze namalował postać chłopca niosącego winne grono, że do obrazu zlatywały się ptaki. Zeuksis jednak wcale nie był zadowolony. Słusznie twierdził, że gdyby chłopiec był tak dobrze namalowany jak winne grono, ptaki powinny były bać się go.

                                                                        ***

Inna anegdota o Apellesie, bodaj największym malarzu starożytnej Grecji, i Protogenesie, zdolnym, ale mniej znanym malarzu z Rodos. Apelles, gdy zawitał pewnego razu na Rodos, postanowił odwiedzić Protogenesa. Nie zastał go w domu. Zostawił jednak na obrazie w pracowni gospodarza rodzaj swojej wizytówki w postaci „linii o zdumiewającej delikatności”. Protogenes, powróciwszy do domu i ujrzawszy tę linię, odgadł bez trudu, że mógł ją zrobić jedynie Apelles. Nad tą linią więc, tylko innym kolorem, namalował jeszcze delikatniejszą linię. Niestety, rozminęli się i następnego dnia, a Apelles, ujrzawszy tę nową linię, nieco zły, że został pokonany, trzecim kolorem „wyciągnął długą linię przez środek, nie zostawiając miejsca dla jakiejkolwiek delikatności”. Vasari zapewnia, że ten obraz, bez jakichkolwiek w nim zmian, przetrwał długi czas i jako cenne dzieło został przywieziony do Rzymu, gdzie ozdabiał pałac imperatorów. „Wszystko, co tam było widoczne, nie było niczym innym, jak tylko owe tak delikatne linie, że ledwo je można było spostrzec. Pośród innych cennych obrazów uważany był za dzieło niezwykłe.” Był to więc zapewne pierwszy w dziejach obraz abstrakcyjny.

                                                                     ***

Ostatnim obrazem Apellesa, którego podjął się na zamówienie mieszkańców Kos, był obraz przedstawiający Afrodytę. Nie ukończył go. Zanim zmarł, zdołał namalować tylko „oblicze i górną część tułowia”. Nikt nie odważył się kontynuować jego pracy.