Nasz świat

Jesteśmy przekonani, że my i nasi współcześni – nawet gdy dzieli nas status, wykształcenie czy społeczna pozycja – żyjemy jednak dokładnie w tej samej rzeczywistości, w tych samych czasach. To wydaje się oczywiste, aczkolwiek wcale takie nie jest. Prawdą jest, że w każdym społeczeństwie funkcjonuje wiele różnych światów, które – mimo że istnieją paralelnie – nie  spotykają się nigdy i nigdy na siebie nie zachodzą. Dobrze ilustruje to Aldous Huxley w swoim eseju o filozofie Maine de Biran, który nie tylko uchodził za wielkiego miłośnika muzyki, ale i był nim w istocie. W tej samej epoce żył i tworzył Mozart, starszy od de Birana o dziewięć lat oraz Beethoven, o cztery lata od niego młodszy, a mimo tego de Biran w swoich pamiętnikach ani razu nie wymienia żadnego z tych nazwisk. W jego świecie ludzie ci po prostu nie istnieli. W pamiętnikach najciekawsze jest więc może nie tyle to, co w nich jest, co to, czego w nich nie ma. To mówi więcej o naszym świecie. Teraz spróbuj sobie wyobrazić, jaki świat ujrzy ktoś, kto za dwieście czy trzysta lat będzie czytał twoje pamiętniki.

Muzyka dla bydła

Niektóre zwierzęta odznaczają się doskonałym słuchem i całkiem niezłym muzycznym smakiem. Wiadomo już od dawna, że na przykład muzyka Mozarta i Beethovena stymuluje krowy do większej produkcji mleka oraz przyczynia się do przyrostów tłuszczu. Tym dziwniejszy wydaje się więc fakt, że w chlewach i oborach muzyka klasyczna wcale nie jest tak popularna jak można byłoby przypuszczać. Powód jest zaskakująco prosty, chociaż dla nas, ludzi, mało pochlebny. Okazuje się, że na krowy taka muzyka działa znakomicie, natomiast nie wytrzymują jej psychicznie robotnicy rolni. Zdecydowanie bardziej preferują muzykę beatową, a ta z kolei bardzo źle wpływa na bydło.  

Fajstiada

Myślę, że tym, co stanowi o wielkości naszej kultury, jej wyjątkowości są nie tylko jej wybitne osiągnięcia i dzieła, Partenon i penicylina, David Michała Anioła czy symfonie Beethovena, lecz także – a może głównie – i to, że potrafiła z czułością i pietyzmem przechować rzeczy zdawałoby się tak pozbawione znaczenia, tak drobne i mało ważne jak imię matki Arystotelesa. Fajstiada.

Rekord

Jak pisze na łamach czasopisma „Science Advances” prof. Levy Stone z uniwersytetu w Tel Awiwie, prawie jedna czwarta z 6 mln Żydów zamordowanych przez Niemców w latach 1939 – 1945 zgładzonych zostało w ciągu stu dni, tylko stu dni: od sierpnia do października 1942 r. I bodaj nikt nigdy nie zdołał pobić tego rekordu okrucieństwa. Nie mówcie mi o Bachu i Beethovenie – ich muzyka jest równie precyzyjna i efektywna.

Język niemiecki

Po niemiecku prawdopodobnie nie da się mówić cicho. To język werbli i fanfar. Schnell, schnell, to właściwe tempo. Pojawia się zawsze – prędzej czy później. Nic dziwnego, że Beethoven określał tempo w swoim ojczystym języku.

Czyżby Niemcy?

Przez wiele lat wmawiano nam i wciąż próbuje się nam wmówić, że nie Niemcy, lecz faszyści. Bo Niemcy byli i są niewinni. To faszyści, naziści, hitlerowcy, a ci nie byli przecież Niemcami. Nie bardzo jakoś wiadomo, kim byli, ale nie byli Niemcami, bo Niemcy to Goethe i Bach, Beethoven i Kant, ale nie Goebbels czy Ribbentrop. Przez wiele lat wmawiano nam i wciąż próbuje się nam wmówić, że Niemcy tylko w czasie drugiej wojny przekroczyli granice człowieczeństwa. Czyżby? Niemiecka (wcale nie hitlerowska) armia w 1914 roku była nie mniej bezwzględna i nieludzka niż w 1939. Miasta i wsie starte z powierzchni ziemi, masowe egzekucje, gwałty, grabieże, zniszczenia.  Parę przykładów:

30 sierpnia 1914 r. Niemcy zrównali z ziemią Louvain. Podpalenia, mordy i rabunki trwały pięć dni. Spalili między innymi czternastowieczną bibliotekę uniwersytecką, pełną cennych średniowiecznych manuskryptów i inkunabułów. Zamordowali 248 osób, tych, którzy ocaleli wypędzono, a kilkuset dalszych jego obywateli, w tym kobiety i dzieci, wywieziono w bydlęcych wagonach do obozu w Münster.

Prawie w tym samym czasie, po zdobyciu Dinant, Niemcy oddzielili mężczyzn od kobiet, ustawiając ich po przeciwnych stronach głównego placu miasta w dwuszeregu, z których pierwszy klęczał. Na środku stanęły dwa oddziały wojska i otworzyły ogień. Żołnierze niemieccy byli metodyczni i bezlitośni. Karabiny ucichły dopiero wtedy, gdy zabrakło stojących bądź klęczących celów. W masakrze zginęło 612 osób. Najmłodszym z nich był trzytygodniowy chłopczyk Feliks Fivet.

Do regularnych mordów doszło też w miasteczku Tamines, 22 sierpnia 1914. Po jego zdobyciu, po trwającej dwie doby orgii gwałtów i grabieży, pijani niemieccy żołdacy zapędzili na główny rynek miasta około 400 jego mieszkańców i zaczęli strzelać w tłum. Tych, którzy nie zginęli od kul, zakłuli bagnetami. Zamordowane zostały 384 osoby, z których najmłodsza miała 13 lat, a najstarsza 84.

Czym to różni się od ich poczynań z drugiej wojny światowej? W Polsce spacyfikowali ponad 800 miejscowości. W wielu przypadkach wymordowana została niemal cała ich ludność. W świętokrzyskiej wsi Michniów Niemcy w dniach 12–13 lipca 1943 r. zastrzelili bądź spalili żywcem 204 osoby, w tym 54 kobiety i 48 dzieci, z czego najmłodsze miało zaledwie dziewięć dni. Tak wspominał to Zdzisław Rachtan „Halny”, jeden z żołnierzy „Ponurego”: Wszystko się jeszcze tliło, głownie całe leżały. Niezapomniany obraz kobiety, która stała spalona z dzieckiem na ręku. Stała spalona między ścianą a piecem, takim jak były na wsi do spania. Straszny widok.

Czyż to nie paradoks, że dzisiaj niemal każdego miesiąca jakiś durny dziennikarzyna w jakimś piśmie wspomina o „polskich obozach koncentracyjnych”? Niemcy są niewinni. Niemcy, którzy pokryli Europę milionami grobów – i nie tylko Europę. Kto jest winny? Jak długo jeszcze będziemy połykać te kłamstwa? Niemcy nie mają żadnego moralnego prawa, by kogokolwiek oczymkolwiek pouczać, a tym bardziej napominać.