Vitus B. Dröscher, „Ludzkie oblicze zwierząt”: Przed kilku laty profesor Otto Koenig, dyrektor stacji biologicznej w Wilhelminenbergu w zachodniej części Wiednia, postanowił stworzyć „raj na ziemi” mającej trzydzieści osobników kolonii czapli złotawej, dostarczając im nieograniczonej ilości pożywienia. Zamiast raju powstało jednak piekło. Ptaki, żyjące do tej pory zawsze w monogamicznych związkach, stworzyły prawdziwą kolonię seksualną. Córki spółkowały z ojcem, synowie z matką, a nawet babką, rodzeństwo – między sobą, a członkowie rodziny z sąsiadami. Więcej ekscesów, jeśli chodzi o formy grupowego seksu, nie można już było wymyśleć. W przeciwieństwie do ideałów przyświecających niegdyś wspólnotom seksualnym zakładanym przez ludzi, to zbiorowe życie seksualne wcale nie miało u podstaw szeroko rozumianej miłości bliźniego. Opierało się oni na gwałtach, zastraszaniu, krwawych bijatykach i morderstwach popełnianych na dzieciach. Od stale uprawianego seksu ptakom powypadały pióra na grzbietach. Pozostała część upierzenia była zmierzwiona, brudna i zakrwawiona. Zjawisko takie badacze nazywają „zaniedbaniem wynikającym z dobrobytu”.
Tag: biologia
Raj obiecany
Biologicznie rzecz biorąc raczej nie jesteśmy stworzeni do bycia multikulturowymi. Obcowanie z innymi ludźmi, nawet z własnego kręgu kulturowego, rzadko bywa łatwe i – jak głosi stare przysłowie – potrzeba co najmniej beczki soli, by poznać się i zaakceptować wzajemnie. Nasze więzi z innymi są tym silniejsze, im więcej z nimi dzielimy, a jak wiele dzielimy z ludźmi z innych kultur? Naturalnie, poza wspólną nam, czysto fizyczną kondycją bycia człowiekiem. Niewiele. Zgoła nic. Wielokulturowość może jednak sprawiać, że życie stanie się ciekawsze. Pod warunkiem wszakże, że wszyscy zgadzamy się co do tego, jaki jest cel takiej wspólnoty, jaką chcemy nadać jej formę, jak to osiągnąć i jak uczynić to w miarę skutecznie. I to brzmi już jak mrzonka, niestety. Zawsze bowiem istnieją tacy, którzy – gdy pozostawić im prawo wyboru – nie tylko nie zamierzają asymilować się czy integrować, ale woleliby urządzić świat na własną modłę. Może nie ma to wielkiego znaczenia dopóki jest ich niewielu, ale gdy ich liczba zwiększy się, poczują się silniejsi, i pojawi się jakieś choćby mgliste „historyczne przyzwolenie”, wtedy zamiast obiecanego wielokulturowego Raju mamy zwykle wielokulturowe Piekło, jak już wiele razy w naszych dziejach.
Kilka myśli ekologicznych
Jesteśmy gatunkiem, który uwielbia podcinać gałęź na której siedzi. Czynimy to na wielu płaszczyznach i na rozliczne sposoby. Jedną z nich jest propagowanie idei, że bez nas, bez człowieka świat byłby zdecydowanie lepszy. Taką właśnie ideę propaguje biolog John Orrock, specjalista z zakresu ochrony środowiska z National Center of Ecological Analysis and Synthesis in Santa Barbara, California. „Smutna prawda jest taka, że jeżeli ludzie zostaliby wycięci z obrazka świata, wyglądałby on znacznie lepiej”, twierdzi John Orrock.
Możliwe, mr Orrock, możliwe. Proszę nam tylko łaskawie wyjaśnić kto, na boga, mógłby to stwierdzić? Zaskroniec pospolity? Palczak madagaskarski? A może gnojna mucha? Wartościowania, które pan uprawia, mr Orrock, to pojęcia z dziedziny kultury, a kultura to obrazek świata z człowiekiem. Z biologicznego punktu widzenia nic nie jest lepsze czy gorsze, ładniejsze czy brzydsze, sprawiedliwe czy krzywdzące, prawdziwe czy kłamliwe i wydawać by się mogło, że kto jak kto, ale pan, podobno biolog, powinien wiedzieć o tym najlepiej. Z biologicznego punktu widzenia pańska „smutna prawda”, mr Orrock, to kompletna bzdura.
***
Natura jest dla mnie nieprzyjaciółką; wiejski krajobraz zdaje mi się grobem. Zielona ziemia czekającym cmentarzem. Trawa żywi się człowiekiem. Drzewa rosną na trupach, na wszystkim, co umiera. To świecące jasno, niewzruszone i spokojne słońce sprawi, że zgniję. Łagodna i piękna woda obmyje moje kości. (Goncourt)
***
Przyroda nie jest naszym sprzymierzeńcem. Wbrew sielankowym wyobrażeniom infantylnych amatorów-ekologów nigdy nim nie była. Nasza egzystencja w Przyrodzie była piekłem. Piekłem, z którego uciekliśmy dzięki naszej inteligencji. I przy odrobinie szczęścia. Pozostaje mieć nadzieję, że nie wrócimy tam nigdy. Czy uważam, że możemy niszczyć Przyrodę? Uważam, że człowiek powinien Przyrodę opanować, poświęcić całą swoją przekorną inteligencję i boską przebiegłość, aby ją ujarzmić, podporządkować, nauczyć się nią sterować, i wykorzystywać do swoich własnych potrzeb. Jeżeli oznacza to również zniszczenie Przyrody, zniszczmy ją. Ona nas zniszczy prędzej czy później. To nie ulega wątpliwości. Przyroda zawsze niszczy wszystkie swoje twory. Homo sapiens jest być może jedyną z jej rozlicznych – i przeważnie totalnie poronionych kreacji – która mogłaby jej zagrozić, która mogłaby sama pokierować swoim losem. Jeżeli nie zdołamy tego uczynić, to w każdym bądź razie nie powinniśmy się dać zabić niczym jakaś potulna i bezmyślna gromadka koczkodanów nadobnych. Samobójstwo jest bardziej honorową alternatywą.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.