Niemieckie nagrody

Była pierwsza prezes Sądu Najwyższego, Małgorzata Gersdorf, ponownie otrzymała niemiecką gratyfikację, tym razem w postaci Nagrody Fritza Sterna w wysokości 10 tys. euro. Jest to nagroda „za obronę praworządności„, przyznawana przez Berlińsko-Brandenburską Akademia Nauk. Według jurorów tej fundacji p. Gersdorf uosabia uczciwość i odwagę obywatelską stając w obronie sprawiedliwości i zasad demokratycznych. Nota bene p. Gersdorf jest rozpieszczana przez swoich niemieckich dobroczyńców. Przed kilku laty przyznali jej „Nagrodą Theodora Heussa”, a także „Międzynarodową Nagrodą Demokracji Bonn”, dawaną podobno za wybitne zasługi dla umacniania demokracji i praworządności.

Pani Gersdorf, była pierwsza prezes polskiego Sądu Najwyższego, sprawująca więc w swoim czasie jedną z najważniejszych państwowych funkcji, przyjmując nagrodę potwierdziła, że w Polsce praworządność i sprawiedliwość są łamane, a demokratyczne zasady współżycia raczej nie istnieją. Na dodatek przyjęła te „wyróżnienia” od narodu, który nie ma moralnego prawa do decydowania o tym, czym jest praworządność, a tym bardziej sprawiedliwość.  Naród, który ma na sumieniu miliony, miliony ludzkich istnień, akty bezprzykładnych zbrodni i rabunku, może co wyżej posiadać prawo do pokory. Przyznawane przez Niemców nagrody za „praworządność i sprawiedliwość” nie są jednak wyrazem pokory, lecz ponadczasowej, niezniszczalnej, aroganckiej germańskiej buty.  

W polskiej historiografii nie brakuje, niestety, przykładów niby „odważnych i uczciwych obywateli”, którzy bez wahania stawali w obronie praworządności, tylko za „symboliczne finansowe wsparcie”Stanisław Szczęsny Potocki, Ksawery Branicki, Seweryn Rzewuski, Szymon Kossakowski, by wymienić tylko kilku najbardziej znanych. Czy nie pora już, by zaktualizować tę listę?

Temat zdrajcy

Wyobrażam sobie, że jesteś europejskim parlamentarzystą, że zasiadasz w Brukselskim areopagu, że jesteś Grekiem, Hiszpanem, Francuzem, a może Niemcem i wysłuchujesz płaczliwych pretensji twoich polskich kolegów, także parlamentarzystów, pod adresem ich własnego, niewdzięcznego kraju. Wysłuchujesz cierpliwie, jak szkalują go, oskarżają, obmawiają i ośmieszają. Oskarżają swój własny kraj, swoich własnych wyborców i swój własny, demokratycznie wybrany rząd, domagając się najsurowszych kar i pręgierza. Jak czujesz się wysłuchując podobnej jeremiady? Zgadzasz się z nimi? Współczujesz im? A może raczej myślisz po cichu i z niesmakiem, że ci twoi koledzy, polscy parlamentarzyści, zachowują się ohydnie, że zdradzają swój własny kraj i swoje własne społeczeństwo? Wiesz przecież aż nadto dobrze, że w Polsce odbyły się wolne wybory i społeczeństwo – nawet jeżeli twoi parlamentarni polscy koledzy uważają je za społeczeństwo kmiotków i przygłupów – zdecydowało o kształcie rzeczywistości w której pragnie żyć. Czy nie zastanawiasz się, jakim słowem określić osoby, usiłujące uchodzić za polityków, którzy wcale nie próbują zdobyć zaufania większości swego społeczeństwa mądry i sensowym programem politycznym, natomiast chętnie skarżą się przed tobą na jego niesforność, niekompetencję i durnotę, oczekując na dodatek, że ty, w ich i swoim imieniu, to społeczeństwo skarcisz i ukarzesz? Jest takie słowo. Słowo proste i celne.  Mówi o tym Julian Barnes w powieści „Papuga Flauberta”: „Dzisiaj zabrania nam się używać słowa „szaleniec”. Co za obłęd! Tych kilku psychiatrów, których szanuje, zawsze mówi, że ludzie są szaleni. Używaj krótkich słów, prostych, prawdziwych słów. Mówię: martwy, umierający, szalony i cudzołóstwo. Nie mówię: ten, który odszedł, ani w śpiączce, ani u kresu drogi (u kresu drogi – jakby chodziło o stację końcową. Którą? Euston? St. Pancras, Gare St Lazare?); ani jakieś zaburzenia osobowości, ani biegać za spódniczkami, ani skok w bok, ani poszła odwiedzić siostrę. Mówię szalony i cudzołóstwo – tak właśnie mówię. „Szalony” brzmi właściwie. Jest to zwykłe słowo, które mówi nam, w jaki sposób obłęd może nadjechać niby ciężarówka. Rzeczy straszne są także zwyczajne”. Otóż to, właśnie. Używaj takich krótkich, prostych, prawdziwych słów. Krótkie, proste, prawdziwe słowa, nawet jeżeli nie opisują całej prawdy, nie stwarzają kolejnych kłamstw. Twoi polscy koledzy parlamentarzyści, ci, którzy siedzą obok ciebie, są zdrajcami własnego kraju. Tak, to zwyczajni zdrajcy. To nic nadzwyczajnego w Polsce. Mieliśmy ich zawsze pod dostatkiem w naszej historii; długa i obrzydliwa lista Efialtesów. Chętnie sprzedawali nasz kraj – Adam Poniński, Franciszek Ksawery Branicki, Szczęsny-Potocki, Seweryn Rzewuski i zastępy innych zdradzali nie dla idei nawet, nawet nie z powodu wygórowanych ambicji, lecz za zwyczajny żołd inkasowany corocznie w rosyjskiej czy pruskiej ambasadzie. Są tacy, którzy zdrajców oceniają surowiej niż morderców motywując to tym, że mordercy przynajmniej nie udają, podczas gdy zdrajca, przedstawiając się jako uosobienie szlachetności, podstępnie wbija ci sztylet w plecy. Czy wiesz zresztą, co stało się z wyżej wspomnianym Efialtesem, który zdradził Spartan pod Termopilami? Jest wiele wersji jego losów, a jedna z nich głosi, że ostatecznie otrzymał od Kserksesa przyrzeczone mu złoto, potem jednak został obdarty ze skóry, skórę wypchano złotymi monetami i wysłano do Sparty. Najwyraźniej nawet Persowie brzydzili się zdradą. Nie, nie, nie miałem zamiaru zaniepokoić cię tą legendą. W Polsce zdrajcy nie są obdzierani ze skóry. Przeciwnie. Zwykle powodzi im się znakomicie. Hieronim Radziejewski, który z banalnych i osobistych powodów zafundował Polsce szwedzki „potop”, po doprowadzeniu przez Szwedów naszego kraju do totalnej ruiny odzyskał sławę, zaszczyty i majątek, a Sejm darował mu wszystkie winy i zniósł infamię. Jego cichy wspólnik, Bogusław Radziwiłł, schował się pod życzliwym fartuszkiem domu Hohenzollernów, i także oczyścił dobre imię swojej sławnej familii. Ta sama życzliwość spotkała innych zdrajców, co zapewne przyczyniło się do prawdziwego wysypu tych renegatów w drugiej połowie osiemnastego wieku. Nie przerażaj się więc, mój drogi europejski parlamentarzysto, my hołubimy zdrajców, nagradzamy ich zawsze, wysyłamy jako reprezentantów na najróżniejsze dwory świata, i tylko czasem, i tylko dla zabawy, wieszamy na szubienicach ich portrety.

Caryca Unia

Obrzydliwa postawa polskich lewicowych parlamentarzystów w Brukseli. Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie praworządności w Polsce oraz na Węgrzech stwierdzającą, że sytuacja w obu państwach pogarsza się i dlatego Komisja Europejska i Rada UE powinny wykorzystać wszystkie dostępne środki, aby wyeliminować ryzyko „naruszania wartości unijnych”. Za rezolucją głosowało 446 posłów, przeciw było 178, od głosu wstrzymało się 41. Dzisiejsi targowiczanie, którzy głosowali przeciwko własnemu krajowi, a po przyjęciu rezolucji nagrodzili ją owacją na stojąco, nie nazywają się już Potocki, Branicki, Rzewuski czy Kossakowski. Nazwiska nie powtarzają się, ale historia powtarza się, jak zawsze. Nowa kasta targowiczan to boleściwa wdowa Adamowicz, Belka, Arłukowicz, Frankowski, Halicki, Hetman, Hübner, Jarubas, Kalinowski, Kopacz, Spurek, Lewandowski, Łukacijewska, Sikorski, Thun und Hohenstein, Biedroń, Miller i Cimoszewicz. Pewną odmianą jest może tylko to, że tym razem nie caryca Katarzyna wspiera „prawdziwych polskich patriotów” walczących z prawowitym i demokratycznie wybranym rządem, lecz Unia Europejska. Jeżeli pewnego dnia Rosja i Niemcy, może właśnie na zlecenie Unii, znów zdecydują się na dokonanie kolejnego rozbioru Polski, nie zabraknie więc wśród Polaków kreatur, które nie tylko to usprawiedliwią, ale i nagrodzą owacją na stojąco.

Międzynarodowe stosunki

Adam Kazimierz Joachim Ambroży Marek, książę Czartoryski, żonaty ze swoją cioteczną siostrzenicą, Izabellą Elżbietą Dorotą Flemming, której erotyczne apetyty okryły go sławą wielce zasłużonego rogacza. Choć formalnie pozostali małżeństwem do śmierci, Izabella wiodła nader intensywne życie intymne, kolekcjonując pokaźną galerię kochanków: król Stanisław August (miała z nim córkę Marię Annę), hrabia von Brűhl, carski poseł Repnin (biologiczny ojciec Adama Jerzego Czartoryskiego, przyszłego polityka z Hotelu Lambert w Paryżu), francuski książę Armand de Lauzun (biologiczny ojciec Konstantego Adama Czartoryskiego), hetman wielki koronny książę Branicki (ojciec Zofii, najmłodszej córki Izabeli), Kazimierz Rzewuski, prawdopodobnie ojciec Cecylii Beydale, wychowywanej na dworze Czartoryskich, której tożsamość wyszła na jaw, gdy zakochał się i chciał się z nią ożenić syn Izabelli, Konstanty Adam. Iście „międzynarodowe stosunki”, czyż nie?