Buty

Obuwiem patrycjuszy i cesarzy rzymskich były buty wyszywane szlachetnymi kamieniami i buty z cholewkami z purpurowej skóry. Cesarz w sandałach był nie do pomyślenia. Widok taki musiałby wywołać w Rzymie szalone zgorszenie. W odróżnieniu od butów wyjściowych calcei, sandały, soleae lub sandalia, były obuwiem domowym. Patrycjusz rzymski, udający się w sandałach na bankiet, popełniłby więc poważny występek. Dlatego też zamożni obywatele na przyjęcia udawali się z niewolnikiem noszącym ich sandały, które potem, po dotarciu do celu, mogli spokojnie założyć. Nota bene, Rzymianie mieli spore osiągnięcia w kaletnictwie. Umieli wyprawiać skórę w taki sposób, aby wydzielała przyjemny zapach, a do tego były to różne zapachy – pomysł, którego do dzisiaj nikt nie podjął. Buty z dekorowanej i pachnącej skóry były marzeniem wielu. Pewnie byłyby i dziś.

Słoma z butów

Określenie słoma z butów wystaje nie jest bezpodstawne. W dawnej Polsce buty istotnie wyściełano słomą, czyli wiechciami. Z. Gloger w Encyklopedii Staropolskiej pisze, że wiechci używali senatorowie i hetmani; do chłopców, hajduków i pajuków należało co dzień przycinać je albo słomę w ręku wymiąć. Pod koniec czasów saskich, panowie zamienili onuczki na skarpety i meszty tureckie, a wiechcie na podeszwy pilśniowe; wielu jednak utrzymywało, że słoma bardziej ciepło utrzymuje, osusza i co dzień odmieniana – sprzyja ochędostwu.

Pucybut

W Malmö namnożyło się ostatnio pucybutów. W śródmieściu jest ich już przynajmniej kilku. Problem polega na tym, że nie mają klientów. Bo też i nie mogą mieć. Szwedzi  to najgorzej „obuty” naród Europy – chodzą w sandałach, drewniakach albo adidasach.