Postawa czy sztuka

Mylą się ci, którzy uznają sarkazm za postawę – prawdziwy sarkazm jest sztuką. Flawiusz Julian, zwany Apostatą, cesarz rzymski panujący w latach 361–363 i filozof, władał nią zdaje się perfekcyjnie. Był jednym z nielicznych władców, którzy w walce z chrześcijaństwem nie stosowali prześladowań i nie posuwali się do okrucieństwa. Przeciwnie, za wszelką cenę unikał egzekucji wyznawców Chrystusa, chociaż i z tego pewien chrześcijański autor uczynił mu zarzut oskarżając cesarza o to, że „zwalcza zaszczyt męczeństwa”. Wspaniałym przykładem jego sarkazmu jest edykt z Edessy (starożytne miasto w Górnej Mezopotamii, obecnie tureckie miasto Şanlıurfa), gdzie doszło do zamieszek pomiędzy chrześcijańskimi sektami, zaciekle walczącymi o profity i dochody, co w tamtym czasie zdarzało się nader często. Cesarz pogodził skłócone strony iście salomonowym rozwiązaniem:  Ponieważ godne najwyższego podziwu przykazanie zaleca chrześcijanom wyrzeczenie się majętności, aby mogli łatwiej podążać do królestwa niebieskiego, przeto my, współdziałając z ich świętymi, rozkazaliśmy przejąć wszystkie pieniądze kościoła edeskiego i rozdać je żołnierzom, wszystkie zaś dobra ziemskie włączyć do naszych dóbr prywatnych, aby żyjąc w ubóstwie, zachowywali spokój i nie utracili królestwa niebieskiego, w które tak ufają.

Teodozjusz II

Antyczny świat został ostatecznie pogrzebany za rządów cesarza Teodozjusza. Edykty z 391 i 392 roku zakazywały absolutnie wszystkich form tradycyjnego kultu, zabroniono nawet palenia kadzidła i oddawania czci larom. Bezwzględnie niszczono posągi bogów, świątynie i amfiteatry. Pod rządami tego cesarza — przez chrześcijan określanego mianem Wielki — dokonano totalnej separacji społeczeństwa od prawdziwych duchowych korzeni Europy. Przedchrześcijańskie instytucje, dzieła sztuki, budowle, obyczaje i zwyczaje zostały skazane na zapomnienie i śmierć. Igrzyska olimpijskie zlikwidowano w roku 393. Znikły one z rzeczywistości europejskiej na 1503 lata. Wznowiono je w Atenach dopiero 6 kwietnia 1896. Teodozjusz  w swoim dekrecie z roku 423 oświadczył dumnie: paganos qui supersunt, tamquam iam nullos essse credamus (pogan, którzy pozostali, uznajemy za już nie istniejących). Mieszkańców prowincjach zachodnich cesarstwa, odmawiających przyjęcia wiary w Chrystusa, jeszcze u schyłku V wieku deportowano na Korsykę i Sardynię. Na Wschodzie, w połowie VI wieku, czyli w czasach panowania Justyniana I, siłą ochrzczono ponad 70 tysięcy ludzi, a w roku 529 zamknięto jedną z ostatnich ostoi ducha europejskiego — Akademię Ateńską. Nowa religia, chrześcijaństwo, wprowadziła się do Europy nie przez głoszoną miłość, lecz gwałt.

Hrabiowie i inni

W Polsce tytuły szlacheckie nigdy nie przyjęły się i nigdy nie uzyskały takiej popularności jak na Zachodzie. Ominął nas cały ten wodewilowy spektakl hrabiów i markizów, baronów i komesów, baronetów i margrabi. Wcześnie, bo już uchwałą sejmu z roku 1638 postanowiono, aby „tytułów żadnych, ani świeższych ani dawniejszych, któreby aequalitatem nobilitatis znosić miały, zażywać, ani nowych upraszać nikt nie powinien, i w kancelariach królewskich, grodzkich, ziemskich dawane, ani przyjmowane być nie mają, oprócz tych, które są w Unii przyjęte”. Tytuły comites i barones pojawiły się co prawda za Łokietka i Kazimierza Wielkiego, ale były to jedynie tytuły doradców królewskich. Nie były dziedziczne i nikt, kto nie pełnił funkcji wojewody, kasztelana, podkomorzego czy sędziego nie miał prawa ich używać. Kiedy król Jagiełło ożenił się z Elżbietą z Pileckich Granowską, która miała syna z pierwszego małżeństwa, zażyczył sobie, by jego pasierbowi nadano tytuł hrabiowski. Kanclerz koronny, Wojciech Jastrzebiec, zdecydowanie odmówił przyłożenia pieczęci, bo nie wolno mu było zatwierdzać czegoś, co było niezgodne z ustawami narodowymi. Nawet jeżeli było to życzenie króla.

Podobno pierwszym szlachcicem, który postarał się o tytuł hrabiego, był Rafał Leszczyński, pozostający w służbie cesarza Fryderyka III, i to od niego otrzymał tytuł hrabiego na Lesznie w roku 1476. Dopiero potem i inni zaczęli ubiegać się o pergaminy na hrabstwa austriackie. Chowali je jednak w swoich rodowych skarbcach, bo było nierozważnie i niebezpiecznie popisywać się nimi przed szlachtą. Następca Fryderyka II, cesarz Maksymilian, zorientował się w korzyściach płynących z próżności i pychy polskich szlachetków i szafował tytułami jeszcze hojniej. Tym samym sposobem i tanim kosztem zyskiwali sobie stronników kolejni austriaccy władcy, Karol, a potem Ferdynand. Najostrzej całą tę kwestię postawiła polska konstytucja z roku 1673 za Michała Korybuta, bo ustanowiła infamię i obłożyła hańbą wszystkich, którzy zabiegali o tytuły cudzoziemskie. Od tego czasu, niestety, zmieniło się wiele.

Buty

Obuwiem patrycjuszy i cesarzy rzymskich były buty wyszywane szlachetnymi kamieniami i buty z cholewkami z purpurowej skóry. Cesarz w sandałach był nie do pomyślenia. Widok taki musiałby wywołać w Rzymie szalone zgorszenie. W odróżnieniu od butów wyjściowych calcei, sandały, soleae lub sandalia, były obuwiem domowym. Patrycjusz rzymski, udający się w sandałach na bankiet, popełniłby więc poważny występek. Dlatego też zamożni obywatele na przyjęcia udawali się z niewolnikiem noszącym ich sandały, które potem, po dotarciu do celu, mogli spokojnie założyć. Nota bene, Rzymianie mieli spore osiągnięcia w kaletnictwie. Umieli wyprawiać skórę w taki sposób, aby wydzielała przyjemny zapach, a do tego były to różne zapachy – pomysł, którego do dzisiaj nikt nie podjął. Buty z dekorowanej i pachnącej skóry były marzeniem wielu. Pewnie byłyby i dziś.

Konstantyn XI

Konstantyn XI. Ostatni cesarz Bizancjum. Władcy schyłkowych dynastii zlewają się zwykle z charakterem takich epok – są przeważnie anemiczni, słabi, pozbawieni woli, pogrążeni w marazmie, dekadenccy. O Konstantynie nie można tego powiedzieć. Osaczony, zdradzony i opuszczony, skazany na klęskę dał dowód niesłychanej siły i odwagi. Historycy obecni przy upadku miasta raportowali różne wersje jego śmierci. Wśród mieszkańców kolonii włoskiej krążyła opowieść o tym, że głowę cesarza przynieśli sułtanowi jacyś dwaj anonimowi tureccy żołnierze, a wzięci do niewoli dworzanie rozpoznali ją głowę swego pana. Mehmed umieścił ją podobno na kolumnie na Forum Augusta, po czym wypchał i wysłał w celu wystawienia na czołowych dworach świata islamu. Barbaro informował, iż widziano ciało cesarza w stosie zabitych, a inni uparcie głosili, że nigdy nie zostało odnalezione. Florentyńczyk Tetaldi pisał, że cesarz na pewno skonał przy bramie św. Romana, powalony na ziemię i zadeptany butami tysięcy wdzierających się do miasta janczarów. Także według Konstantego z Ostrowicy cesarz miał walczyć właśnie w tym miejscu, czyli przy bramie św. Romana, gdzie janczarzy dokonali wyłomu. Istnieje też legenda, że cesarzowi poległemu w walce odciął głowę janczar imieniem Sarielles, a Mehmed uwierzył, że to głowa cesarza wynagradzając usługę Sariellesa pieniędzmi, bogatymi szatami, końmi i namiestnictwem w Aydinie w Anatolii. Jednak żadne inne źródła nie tylko nie potwierdzają podobnego wydarzenia, ale nawet o nim nie wspominają. Georgios Phrantzes, jeden z ostatnich bizantyńskich dziejopisów, osobisty przyjaciel cesarza, próbował zdobyć więcej wiadomości, lecz dowiedział się jedynie, że sułtan nakazał poszukiwanie ciała, że pewną liczbę trupów oraz odciętych głów umyto, mając nadzieję zidentyfikowania cesarza, ale bez powodzenia. W końcu znaleziono jakieś bezgłowe ciało z orłem wyhaftowanym na skarpetach i wytłoczonym na nagolennikach. Uznano je za ciało Konstantyna XI, a sułtan oddał je Grekom, by zostało pogrzebane. Sam Phrantzes nie widział go i wątpił, czy rzeczywiście było to ciało jego pana, nie mógł też odnaleźć miejsca, gdzie zostało pogrzebane. Historyk Michał Kritobulos z Imbros napisał, że pewne w tej całej historii jest tylko to, że cesarz nie uciekł tchórzliwie, nie poddał się, nie ukrył, że – jak przystało na władcę wspaniałego imperium, jakim bez wątpienia było Bizancjum – walczył do końca i zginął w walce.

Wespazjan

Ze wszystkich cesarzy rzymskich jedynie Wespazjan miał poczucie absurdu imperialnej pompy i potrafił patrzeć na to, co działo się wokół niego z ironią i przymrużeniem oka. Kiedyś, w czasie triumfu zorganizowanego na jego cześć, najspokojniej w świecie usnął. Uroczystości nie przerwano, naturalnie, ale prowadzono ją w ciszy, by go przypadkiem nie obudzić. Co za scena!