Medyczne statystyki notują zdumiewający spadek zachorowań na grypę i przeziębienia, tak przecież zwykłych i powszechnych o tej porze roku. Tym razem nie ma żadnej grypy, prawie nigdzie. Proponuję następujące alternatywne wyjaśnienie: albo koronawirus wymordował populację neandertalczyka czyli grypy albo nikt nie chce przyznawać się do przypadłości tak banalnych, niemodnych, prawie wulgarnych. Grypa od dawna już nie jest medialna, nie da się nią ani pochwalić ani zaimponować. Koronowirus natomiast, pandemiczny i apokaliptyczny, posiada wszystkie wymagane walory, a na dodatek budzi lęk i szacunek. Celebryci i artyści natychmiast podchwycili szansę – co przytomniejsi z nich pochorowali się na koronawirusa bez chwili namysłu, nie dając się prosić, namawiać czy przekonywać, jak to zwykle ma miejsce. Przeciwnie, zachorowali chyżo i ochoczo, a potem wyczerpująco raportowali w społecznościowych mediach o swoich cierpieniach i o tym, jak dzielnie je pokonywali. Nikt więc, kto jest choćby trochę à jour z tym, co ważne i aktualne na świecie, nie będzie obecnie kompromitował się grypą czy przeziębieniem, bo chorować na niemodną chorobę jest przejawem absolutnie skrajnego niechlujstwa intelektualnego, o czym zdaje się nie wiedzą jeszcze tylko chłopcy od statystyki. Nota bene, obecnie raportuje się również znaczny spadek chorób wenerycznych. Nietrudno odgadnąć, że jest to zasługą używania maseczek i intensywnej dezynfekcji … rąk.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.