Postawa czy sztuka

Mylą się ci, którzy uznają sarkazm za postawę – prawdziwy sarkazm jest sztuką. Flawiusz Julian, zwany Apostatą, cesarz rzymski panujący w latach 361–363 i filozof, władał nią zdaje się perfekcyjnie. Był jednym z nielicznych władców, którzy w walce z chrześcijaństwem nie stosowali prześladowań i nie posuwali się do okrucieństwa. Przeciwnie, za wszelką cenę unikał egzekucji wyznawców Chrystusa, chociaż i z tego pewien chrześcijański autor uczynił mu zarzut oskarżając cesarza o to, że „zwalcza zaszczyt męczeństwa”. Wspaniałym przykładem jego sarkazmu jest edykt z Edessy (starożytne miasto w Górnej Mezopotamii, obecnie tureckie miasto Şanlıurfa), gdzie doszło do zamieszek pomiędzy chrześcijańskimi sektami, zaciekle walczącymi o profity i dochody, co w tamtym czasie zdarzało się nader często. Cesarz pogodził skłócone strony iście salomonowym rozwiązaniem:  Ponieważ godne najwyższego podziwu przykazanie zaleca chrześcijanom wyrzeczenie się majętności, aby mogli łatwiej podążać do królestwa niebieskiego, przeto my, współdziałając z ich świętymi, rozkazaliśmy przejąć wszystkie pieniądze kościoła edeskiego i rozdać je żołnierzom, wszystkie zaś dobra ziemskie włączyć do naszych dóbr prywatnych, aby żyjąc w ubóstwie, zachowywali spokój i nie utracili królestwa niebieskiego, w które tak ufają.

Wiara

Prawdziwa wiara jest ślepa. Wierzymy tylko dlatego, że nigdy do końca nie wiemy w co wierzymy, i wierzymy tym bardziej im bardziej nasza wiara jest transcendentna. Epifanie nie wzmacniają, lecz osłabiają wiarę. W tym sensie islam jest znacznie sprytniejszy – żadnych przedstawień. Allacha nie wolno przedstawiać. Chrystus jest na każdym krzyżu. Na niektórych wygląda dość nędznie. 

Sen L

Człowiek jest bogiem, gdy śni i tylko żebrakiem, gdy myśli, powiedział Fredrich Hölderlin. L. przysłała mi swój sen: Lato, byłam na wsi, krajobraz całkiem jak z dzieciństwa, gdy boso biegałam po nagrzanym piasku. Od tego wiejskiego obrazu, skąpanego w słońcu, odciągnęła mnie świetlista sylwetka młodej dziewczyny z białym warkoczem sięgającym aż do ziemi. Krzątała się żwawo przy pobliskim płocie, podlewając kwiaty. Przyglądałam się jej jak urzeczona, nie mogłam oderwać od niej wzroku, a kiedy zbliżyła się do mnie, nagle pojawiły się przede mną trzy wielkie słoje z wodą, w których unosiły się wolno płatki róż. Dziewczyna pochyliła się nad wodę i zaczęła witać się i radośnie wypowiadać słowa pełne pieszczot i miłości. Płatki róż odpowiedziały na jej słowa, tańcząc coraz żwawiej, i ułożyły się w przepiękny uśmiech. W chwilę potem ujrzałam w wodzie moje własne stopy. Słoje zamieniły się teraz w wielkie szklane miednice, a płatki róż przybrały inny kształt, twarz cherubina. Tuż obok ujrzałam starą ikonę przedstawiającą Chrystusa. Wpatrywałam się wodę i ikonę i wtedy otworzyłam oczy. Była godzina 4.40.

Tlön

Jednym z najpiękniejszych snów Jorge Borgesa jest opowiadanie „Tlön, Uqbar, Orbis Tertius”. Przedstawia ono hipotetyczny świat będący wynalazkiem konspiracyjnego towarzystwa naukowego, które opracowuje każdy aspekt nowej rzeczywistości w postaci tajnej encyklopedii. Pierwsza Encyklopedia Tlönu jest logiczną prezentacją alternatywy dla naszej rzeczywistości i świat ten zaczyna nagle działać z taką siłą wyobraźni, że raz stworzony wypiera naszą pierwotną rzeczywistość, by ostatecznie całkowicie zająć jej miejsce.

W przypisach do edycji utworów sir Thomasa Browne`a („The Urn Burial”), istnieje fakt przypominający autokreacje Tlönu. Jest nim książka „The Three Impostors” ( Trzej oszuści ), nigdy nieistniejący bluźnierczy traktat skierowany przeciwko Mojżeszowi, Chrystusowi i Mahometowi. W XVII wieku uważano jednak, że praca ta istnieje lub istniała, a o jej autorstwo posądzeni byli między innymi Boccaccio, Pietro Aretino, Bruno i Tommaso Campanella. Nikt jej nigdy nie widział, nikt nigdy nie miał jej w rękach, ale cytowano ją namiętnie, lżono, dyskutowano i omawiano, a w wieku XVIII ukazała się jej nieautentyczna wersja z fałszywą datą 1598 i tytułem „De Tribus Impostoribus”.

„Navigatio Santi Brendani” jest dziełem nieznanego mnicha z XI wieku, a wersja anglo-normandzka, w formie poematu, napisana została przez mnicha Benedykta i była dedykowana Adelizie z Louvain, żonie Henryka I. Rozprzestrzeniła się szybko po całej Europie, wciąż wzbogacając się o nowe szczegóły i epizody. Jest to opowieść o wyprawie na wpół legendarnego mnicha irlandzkiego, Brendana, w poszukiwaniu wyspy raju ziemskiego. Możemy domyślać się, że po wielu cudownych przygodach Brendan i jego towarzysze docierają w końcu do upragnionej wyspy. W jej środku, wokół ginącej w chmurach kolumny, pną się kręcone schody prowadzące do nieba. Z jak niewiarygodną siłą musiał działać ten Tlön, skoro wiara w istnienie wyspy była tak silna, że jeszcze do roku 1755 umieszczano ją na mapach (na zachód od Wysp Kanaryjskich). Portugalia uważała wyspę za swoją posiadłość. Odstąpiła ją królowi Kastylii, a ten przedsięwziął nawet wyprawę, by ją odnaleźć. Jaka szkoda, że na pokładzie okrętu, który wyruszył na poszukiwanie tej wyspy, nie było Borgesa. Cóż to byłby za dziennik podróży …