Kobieta Jesse Strang

Dzisiejsza informacja prasowa o tym, że pewna młoda kobieta wdarła się do szkoły średniej w Tumbler Ridge w Kandzie i zastrzeliła kilka osób, w tym uczniów, natychmiast wydała mi się, jeśli nie podejrzana, to co najmniej dziwna. Masowe morderstwa nie są „specjalnością” kobiet i zdarzają się szalenie rzadko (nie potrafię wymienić niczego takiego poza przypadkiem Aileen Wuornos). Kobiety z reguły nie dokonują tego typu egzekucji, a w tej sytuacji najwyraźniej to egzekucja miała miejsce.

Chwila dalszego szukania w Internecie potwierdziła moje domysły. Informacja była błędna i świadomie przekłamana. Zabójcą okazał się Jesse Strang, transpłciowy mężczyzna, który proces tranzycji rozpoczął dopiero kilka lat temu, ale przedstawiany jest przez liberalne media, a nawet policyjne meldunki, jako „kobieta”. To on zastrzelił 9 osób, 25 ranił, a sam popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę.

Jednym z najbardziej podstępnych i destrukcyjnych procesów cywilizacyjnych naszego wieku jest cenzura korygująca, skrajnie obłudna i amoralna, a coraz powszechniej uprawiana przez „nowy wspaniały świat” lansujący totalny permisywizm. Ta cenzura nie zakazuje. W miejsce zakazów oferuje przyjemność, stabilność i brak stresu. Jej skutkiem, wyraźnie widocznym już w naszej psychice, jest lawinowo postępujący zanik zdolności rozpoznawania sprzeczności. Coraz częściej nie tylko bez problemów połykamy, ale coraz bardziej ochoczo akceptujemy wszystkie logicznie wykluczające się stwierdzenia, przez moment nawet nie odbierając ich jako problemu poznawczego czy moralnego. W świecie zdominowanym przez obraz, skrót i emocję łatwo traci się zdolność myślenia sekwencyjnego, łatwo przestaje się łączyć przyczyny i skutki oraz – co gorsza – zatraca się wrażliwość na sprzeczności, nawet gdy są ewidentne i uderzające. Jesse Strang nie był kobietą. Był mężczyzną, biednym i zagubionym frustratem, któremu zamiast tranzycji płciowej społeczeństwo powinno było zaproponować stosowną kurację psychiatryczną, bo być może wówczas zdołanoby zapobiec tej tragedii.

Uwertura

Rozgrywka między Perdikkasem a Meleagrem po śmierci Aleksandra Wielkiego. Stronnicy Meleagra, głównie piechota, oddziały pedzetajrów, zostają zwabieni w pułapkę, przy jego biernym współudziale zresztą, trzystu z nich wyłapano i rzucono słoniom, by stratowały ich na śmierć. Była to pierwsza tego typu w świecie greckim publiczna egzekucja, zapowiadająca wszystko to, co nastąpiło potem i trwało, z drobnymi interwałami wymuszonego spokoju, czterdzieści lat. Ponura uwertura do hellenizmu.

Szecherezada

Księga tysiąca i jednej nocy. Opowieść o mędrcu Rujanie. Skazany przez króla na śmierć prosi go, by pozwolił mu opowiedzieć historię o krokodylu. Król odmawia. Mędrzec zostaje ścięty. Zostawia jednak księgę, którą król ma zacząć czytać podczas egzekucji Rujana. Król otwiera księgę. Ku jego zaskoczeniu, strony są puste. Niecierpliwie przewraca je jedna po drugiej nie wiedząc, że są one nasączone trucizną. Król umiera. Każda niezapisana stronica jest zatruta. Książka, która nie opowiada żadnej historii, zabija. Brak opowieści to śmierć. Opowieść niedoskonała także równa się śmierci – brak zainteresowania, odmowa prawa do opowiadania, to wyrok. Człowiek jest jedynie opowieścią. Szecherezada jest jedynie opowieścią. Jeżeli przestanie być opowieścią, zginie. Jej funkcją jest narracja. Gdy funkcja ta, z takich czy innych powodów ustaje, nie ma też powodów, by Szecherezada istniała. Opowieść albo życie.

György Dózsa

György Dózsa. Przywódca powstania ludowego na Węgrzech i w Siemiogrodzie w 1514 roku. Po upadku powstania został pojmany, skazany i poddany karze, która była bodaj najokrutniejszą egzekucją XVI w. Dózsę posadzono na żelaznym tronie. Pod tronem płonął ogień, na głowę skazańca włożono rozpaloną do czerwoności koronę, a do ręki wciśnięto rozgrzane berło. Kaci powoli szarpali jego ciało gorącymi szczypcami. Nie był to koniec jego męki. Na miejsce kaźni sprowadzono jego podwładnych i brata, każąc im gryźć i zjadać jego ciało. Odmowa kończyła się poćwiartowaniem na oczach pozostałych. W ten sposób skończył życie brat Dózsy, a pozostali, ci, którzy wykonali rozkaz, zostali puszczeni wolno. Upieczony żywcem i pożarty przywódca wreszcie zmarł. Reżyserem tego makabrycznego spektaklu był Jan Zápolya, wojewoda siedmiogrodzki i przyszły król Węgier, brat Barbary Zapolyi – żony Zygmunta Starego i królowej Polski.