Dramat

99 procent z tych spraw, którymi zamartwiamy się, nie wydarzają się nigdy. A pozostały jeden procent, czyli to, co się jednak wydarza, ma zwykle całkiem inny przebieg niż ten, który przewidywaliśmy. I nawet nie w połowie tak dramatyczny. Ale my kochamy dramat, kochamy uczucia, te zjawiska atmosferyczne naszej psychiki. Bez dramatu czulibyśmy się niespełnieni i żałośnie ubodzy. Dramat nadaje sens nawet najnędzniejszej egzystencji. Zapewne dlatego, gdy brakuje dramatu w naszym życiu, wymyślamy go sami.

Sens

Pytanie o sens życia jest pozbawione sensu. Na poziomie zwykłej egzystencji sensem życia może być wszystko – to, że każdego ranka otwieramy oczy, że cieszy nas dotyk promieni słońca, widok naszych bliskich, smak wina, dobra muzyka, że potrafimy odczuwać radość i smutek. Sens jest w samym istnieniu. Nie ma potrzeby szukać go daleko i nie ma żadnej potrzeby, by go stwarzać. Sensem życia jest życie. E. Cioran powiedział gdzieś, że historia ma bieg, ale nie ma sensu. To samo odnosi się do życia. Życie ma bieg i to wystarczy. Nie potrzebuje żadnego sensu.

Postęp w medycynie

Postępy w medycynie są wątpliwym sukcesem. Nie poprawiły znacząco żadnej z naszych słabości, sprawiły natomiast, że ludzka egzystencja przekształciła się w absurdalny pojedynek ze śmiercią, absurdalny, bo z góry wiadomo, kto w tym pojedynku będzie zwycięzcą. Medycyna przedłuża życie, czyni to coraz skuteczniej, ale odpowiedź na pytanie „po co” wciąż nie ma jednoznaczniej odpowiedzi i zapewne nigdy jej nie otrzymamy. Większość istnień jest doskonale jałowa, a przy tym my, jako gatunek, rozmnażamy się w tempie chorych komórek. Postępy w medycynie, choćby najbardziej spektakularne, nie uczynią nas nieśmiertelnymi, a ich jedynym rezultatem – nie oszukujmy się – jest przedłużona agonia, bezsensowna i nieludzka, a w wielu wypadkach okrutna.   

Co widzimy

Na nasz świat składa się to wszystko, czego doświadczamy, ale treść tego doświadczenia, niczym odciski opuszków naszych palców, jest jedyna i unikalna dla każdego z nas. Porównajmy to ze snem. Śnimy wszyscy, a jednak każdy z nas ma inne sny. Nie śnimy tych samych snów. W podobny sposób na nasze życie, naszą rzeczywistość – mimo tego, że dzielone z innymi – składa się głównie suma indywidualnych doświadczeń i przeżyć. Każdy z nas egzystuje w swojej własnej, prywatnej rzeczywistości, choć jesteśmy przekonani, że postrzegamy rzeczywistość taką, jaką ona jest. Jest to złudzenie wynikające być może stąd, że nie mamy żadnego wglądu w proces tworzenia subiektywnego doświadczenia, nie widzimy procesu tworzenia naszego świata, nie uczestniczymy w nim w sposób świadomy i zwykliśmy sądzić, że ten świat nie jest wciąż na nowo tworzony, poszerzany i poprawiany, lecz że po prostu jest, zwyczajnie jest, i jest zawsze taki sam. Przyjmujemy za oczywiste, że widzimy, rejestrujemy świat takim, jakim on jest, a więc również i to, że nasze wybory, preferencje, opinie, czy przekonania są naturalne i wynikają z obiektywnego oglądu spraw. Stąd już blisko do pewności, że to, jak ja widzę świat, musi być prawdziwe, wiarygodne i właściwe, a mylą się i błądzą wszyscy ci, którzy uważają inaczej. Czy nie przed tym ostrzegał nas Marek Aureliusz mówiąc, że wszystko, co słyszymy, jest opinią, nie faktem, a wszystko, co widzimy, nie jest żadną prawdą, lecz tylko punktem widzenia?