Psychiatria jest fikcją

Psychiatria jest fikcją. Obserwowałem to codziennie przez wiele lat i z ich upływem miałem coraz mniej wątpliwości, że opinia wyrażona w poprzednim zdaniu jest prawdziwa. Jednak najskuteczniej udowodnił to psycholog David Rosenhan eksperymentem pseudopacjenta.  Rosenhan zasugerował, że jedną z metod sprawdzenia, czy specjaliści w zakresie zdrowia psychicznego potrafią prawidłowo stawiać diagnozę, byłoby zgłoszenie się ludzi zdrowych psychicznie do ośrodka psychiatrycznego i sprawdzenie, czy zostaną odkryci jako osoby w rzeczywistości zdrowe. Gdyby ci „pseudopacjenci” zachowywali się w szpitalu tak, jak poza nim i nie zostali sklasyfikowani jako zdrowi, byłoby to dowodem na to, że diagnozowanie choroby psychicznej jest bardziej związane z sytuacją niż z pacjentem.

Rosenhan zwerbował więc osiem osób (licząc z nim samym), którzy mieli odegrać role pseudopacjentów. Wśród tych ośmiu osób (trzy kobiety i sześciu mężczyzn) był student, trzech psychologów, pediatra, psychiatra, malarz, a jedna osoba nie pracowała zawodowo. Ich zadaniem było zgłoszenie się do szpitali dla psychicznie chorych w pięciu stanach, zarówno na wschodnim, jak i na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Wszyscy otrzymali te same instrukcje. Dzwonili do szpitala i umówili się na wizytę. Po przybyciu na miejsce zgłaszali, że słyszą głosy mówiące „pusty„, „wydrążony” i „łomot„. Poza tym pojedynczym objawem nie zgłaszali innych, zachowywali się całkowicie normalnie i podawali osobie prowadzącej wywiad prawdziwe informacje (z wyjątkiem nazwiska i zawodu). Wszystkich przyjęto do różnych szpitali, i wszyscy, z wyjątkiem jednego, zostali przyjęci z diagnozą „schizofrenia”. Długość pobytu w szpitalu wynosiła od 7 do 52 dni, średnio – 19 dni. I żaden z tych pseudopacjentów nie został zdemaskowany przez szpitalny personel. Przy wypisie ze szpitala stan ich zdrowia psychicznego został określony w żurnalach jako schizofrenia w remisji. Tych ośmiu pacjentów otrzymało łącznie 2100 tabletek, które, jak wspomniano, nie były połykane. Badani odkryli również, że wielu prawdziwych pacjentów także w tajemnicy wyrzucało lekarstwa do sedesu.

Kiedy badania zostały ogłoszone, administracja pewnego szpitala psychiatrycznego rzuciła wyzwanie Rosenhanowi. Miał wysłać pseudopacjentów do ich placówki, a oni zapewniali, że łatwo ich zdemaskują. Rosenhan przyjął wezwanie i w następnych tygodniach 41 ze 193 nowych pacjentów zostało zidentyfikowanych jako potencjalni pseudopacjenci, a 19 z nich otrzymało podejrzenia od co najmniej jednego psychiatry i jednego innego członka personelu. Rosenhan nie wysłał żadnych pseudopacjentów do tego szpitala.

Drang nach Osten

We wczesnych latach mojej młodości propaganda komunistyczna oskarżała Amerykanów o perfidną dywersję w postaci stonki ziemniaczanej zrzucanej na pegeerowskie pola. Nie było to w sumie nic nowego, bowiem już w czasie pierwszej wojny światowej Brytyjczycy, Francuzi i Niemcy oskarżali się o to wzajemnie. Stonka nie spadła jednak z samolotów alianckich, lecz niemieckich. Był to niemiecki eksperyment wojskowy, którego celem było sprawdzenie, czy bezkręgowce wytrzymają upadek z wysokości 8 tys. metrów. W październiku 1943 roku 14 tysięcy chrząszczy zrzucono na palatyńskie miasto Speyer. Odnaleziono podobno zaledwie 57 okazów, ale upadek przeżyły wszystkie. Tej broni biologicznej Niemcy nie zdążyli już jednak wykorzystać, ale w 1944 roku pohitlerowska stonka, po opanowaniu znacznej część Bawarii, przekroczyła Łabę i po wojnie szybko rozpoczęła swój własny Drang nach Osten, dokonując zbrodniczej eksterminacji polskiego kartofla. 

Układ nagrody

Naukowcy utrzymują, że znaleźli wreszcie odpowiedź na pytanie, dlaczego tak bardzo lubimy pouczać ludzi, którzy źle postępują. Cóż więc dzieje się w naszych głowach, gdy kogoś karcimy? Otóż, okazuje się, że pobudzane są wówczas rejony odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. Zaobserwowano, że w mózgach osób biorących udział w eksperymencie uaktywniał się obszar związany z tzw. układem nagrody. W chwili, gdy kogoś upominali, robiło im się po prostu przyjemnie (tak, to ten sam układ, który jest również odpowiedzialny za popęd seksualny).