Intelekt

Aleksander Wat w „Moim wieku” wystawia Dzierżyńskiemu opinię człowieka o „gołębim sercu”, kochającego dzieci, a postawienie go na czele zbrodniczej Czeki przypisuje wyjątkowej perfidii Lenina, chętnie stosującego ten rodzaj komunistycznej przewrotności, bowiem niszczył on skutecznie nawet najszlachetniejsze charaktery. Diametralnie inne zdanie o Dzierżyńskim ma Ferdynand Ossendowski. Twierdził on, że nawet Lenin unikał wizyt w osławionej siedzibie Czeki na Łubiance, bowiem władał tam człowiek ogarnięty żądzą mordu, zły, nieobliczalny i szalony. Czytając „Mój wiek” ponownie znajduję tam tyle naiwności, że po 250 stronach odstawiam tę książkę na półkę, rozważając, czy po prostu nie wyrzucić jej na śmietnik. Jedyną zaletą, wynikającą tej lektury, jest zrozumienie przyczyny, która zawsze pozwalała, i wciąż pozwala, obywać się intelektualistom bez rozumu. Nie potrzebują rozumu. Mają intelekt.

Ferdynand A. Ossendowski

My, Europejczycy i Amerykanie, marzymy o Wschodzie, oni –  ludzie z krainy wschodzącego słońca – śnią o Zachodzie.

Włoski myśliciel G. Ferrero twierdzi, że my szukamy na Wschodzie resztek cywilizacji jakościowej, czyli duchowego pierwiastka w bytowaniu i rozwoju ludzkości …  My – ludzie, znużeni szalonym wyścigiem kultury materialnej, my – niemal już automaty na kółkach, kołach i skrzydłach, my – ślepcy, otoczeni mrokiem nędzy duchowej.

A czegóż szukają Azjaci na Zachodzie? Dążą do cywilizacji kwantytatywnej, ilościowej, ponieważ znużyła ich i w otchłań rozpaczy rzuciła nędza bytu, nędza, o której wyobrażenia nawet mieć nie mogą najnędzniejsi z nędzarzy Europy i Ameryki; szukają oni nowych motorów, by poruszyły z posad życie od wieków zamarłe w bezwładzie i gnuśności, tego dziedzictwa sławnej kwalifikatywnej cywilizacji Wschodu.

Doprawdy, warto poddać rewizji te wszystkie objawy orientomanii. Poza snobizmem tai się w niej jakieś tragikomiczne nieporozumienie.

Cytat pochodzi z książki F. Ossendowskiego „Gasnące ognie: podróż po Palestynie, Syrji, Mezopotamji”, wydanej w 1931 roku.