Mi, prezydent Dulkiewicz

Wciąż niedorzeczna burza wokół słów Andrzeja Dudy o byłych sędziach Sądu Najwyższego, których nazwał komuchami. Głos w tej sprawie zabrała też prezydent Gdańska, Aleksandra Dulkiewicz. Mi jest wstyd, że głowa państwa mojej Ojczyzny używa takich słów, mówiąc o trzeciej władzy w demokratycznym państwie prawa jak stanowi Konstytucja RP” – wyznała.

Mnie też jest wstyd, gdy osoby zajmujące stanowisko prezydenta miasta, choćby to było tylko miasto Gdańsk, formułują się językiem szumowin i żuli. Pani Dulkiewicz była najwyraźniej nieobecna na lekcjach gramatyki, gdy poruszano problem zaimków w naszym języku. Może więc nie byłoby tak całkiem od rzeczy, gdyby ktoś zechciał jej przypomnieć, że zaimek ja ma dwie formy celownika: akcentowaną mnie i nie akcentowaną mi. Na początku zdania zawsze używa się tylko formy akcentowanej, podczas gdy nieakcentowanego mi użyjemy jedynie w środku zdania, np. Podaj mi podręcznik do gramatyki albo Oddaj mi przysługę i mów poprawnie. Używanie formy mi na początku zdania jest nie tylko niepoprawne. Jest to wyjątkowo prostacki i wulgarny kolokwializm. Mi się to podoba czy Mi się tak nie wydaje jest być może stosowne pod budką z piwem, ale na pewno nie w prasie czy mediach. Chyba, że jesteśmy z rodziny gdańskich misiów i mamy na nasze usprawiedliwienie fakt, że tego w Szkole Podstawowej nr 50 im. Emilii Plater nigdy nie uczono. 

Polskie autodafe

Dwa tygodnie temu, w notce „Autodafe”, pisałem o paleniu książek, o paleniu książek przez Niemców. Zakończyłem tę notatkę cytatem z Heinego, że tam, gdzie pali się książki, w końcu pali się też ludzi. Wczoraj w polskich mediach wiadomość o tym, że przed jednym z gdańskich kościołów, na stosie przygotowanym przez księży, spalono książki. Inicjatorzy tej akcji są przekonani, że niektóre książki są sprzeczne z przykazaniami boskimi i z zapisami Katechizmu Kościoła katolickiego, a więc można i należy je spalić. W opiniach i komentarzach jakiś półgłówek napisał nawet, że nie rozumie, skąd i po co tyle szumu wokół tej sprawy, skoro spalono przede wszystkim „Harry Potera”, a to jest (pewnie gdzieś usłyszał, choć nie całkiem dokładnie) dość kiepska literatura. Kiepską literaturę można więc palić. Dokładnie ten sam sposób rozumowania, który uprawiali Niemcy w czasie drugiej wojny światowej. Wszystko, co nie jest aryjskie, co nie jest czyste rasowo, można palić. Można palić Żydów, Cyganów, Polaków czy Rosjan, całą tę „kiepską literaturę”. Można palić wszystko, co jest sprzeczne z „boskimi”, czyli naszymi, wydumanymi przykazaniami.

Najbardziej żałosne są jednak wypowiedzi polskich dostojników kościelnych. Stosują, jak zawsze, prastarą technikę słusznie nazywaną reakcją króla Dawida, czyli rozgrzeszanie się, odwracanie uwagi i pogardliwą generalizację. Proponują, by zamiast o tym drobnym, marginalnym i nic nieznaczącym incydencie, porozmawiać raczej o nieporównywalnie ważniejszych sprawach, czyli … aborcji.

No cóż, ci chłopcy zawsze byli mistrzami od wznoszenia stosów, i nie powinno nas to dziwić. Smutne jest natomiast to, że i my znaleźliśmy się w lidze podpalaczy.