George S. Patton

George S. Patton „Wojna jak ją poznałem”: Agrigento jest jednym z najwcześniejszych miast greckich, później zaś było jednym z najwcześniejszych miast kartagińskich. W Agrigento znajdują się trzy bardzo piękne świątynie greckie: Junony, druga Concordii, trzecia Herkulesa. Świątynie te łączy święta droga; po obu jej stronach znajdują się wykute w skale grobowce, obecnie wszystkie okradzione.

Burmistrz miasta, który poza tym był archeologiem, oprowadził mnie po tych świątyniach. Gdy przybyliśmy do świątyni Herkulesa, największej, lecz znajdującej się w najgorszym ze wszystkich stanie, zapytałem go, czy została ona zniszczona przez trzęsienie ziemi. „Nie, generale – odpowiedział – to są jeszcze nieszczęsne skutki tamtej wojny”. Kiedy zaś go zapytałem, która to była „tamta” wojna, usłyszałem, że świątynia została zniszczona w drugiej wojnie punickiej (218 – 201 r. p. n. e.).

Ohrdruf

Ohrdruf. Miejscowość o nazwie, która aż drapie w gardle. Od roku 1695, przez pięć lat, mieszkał tam geniusz niemieckiej muzyki Jan Sebastian Bach. W wieku dziewiętnastym miasteczko było znane z produkcji zabawek. W czasie 2 wojny światowej powstał tam obóz pracy przymusowej, Zwangsarbeitslager „Ohrdruf”, pierwszy z wyzwolonych przez wojska amerykańskie (31 marca 1945). Naczelny dowódca sił alianckich, generał Dwight D. Eisenhower, rozkazał wykonać jak najwięcej zdjęć, zebrać dokumentację możliwie jak najbogatszą oraz przymusowo zabrać do obozu niemiecką ludność z okolic, by stali się świadkami przerażającej zbrodni. Nakazał im nawet grzebanie zmarłych. Swoją decyzję wyjaśnił prosto i jednoznacznie:” Żeby zebrać jak najwięcej dowodów, filmów, zeznań świadków, ponieważ nadejdzie dzień, kiedy jakiś skurwysyn na pewno powie, że to się nigdy nie wydarzyło.” Miał rację. Wystarczyło zaledwie pół wieku, by świat zapomniał.

Fragment relacji generała George`a S. Pattona z obozu w Ohrdrufu: W pobliskiej szopie leżało czterdzieści kompletnie nagich trupów w ostatnim stadium wychudzenia. Ciała były lekko spryskane wapnem, widocznie nie w celu ich zniszczenia, lecz dla zabicia odoru. Wapno jest bardzo mało skutecznym środkiem, jeśli o to chodzi. Według moich obliczeń szopa mogła pomieścić około dwustu trupów. Powiedziano nam, że pozostawiano tam ciała, dopóki szopa się nie wypełniła, po czym je zabierano i grzebano; od 1 stycznia 1945 roku, jak powiadali więźniowie, zabrano z tej szopy i pogrzebano około 3000 ludzi. Kiedy nasze wojska zbliżały się do Ohrdrufu, Niemcy uznali, że lepiej będzie, jeśli usuną dowody swoich zbrodni. Kazali więc więźniom odkopać dopiero co pogrzebane ciała i zbudować coś w rodzaju gigantycznego rusztu z 60-centymetrowych szyn kolejowych ułożonych na fundamencie z cegły. Na rusztowaniu ułożono trupy usiłując je spalić. Ale to się nie udało. Chcąc nie chcąc nasuwała się myśl o jakimś gigantycznym obrządku pieczenia mięsa u ludożerców. Z dołu, częściowo wypełnionego zieloną wodą, wystawały ramiona, nogi i inne części ciał ludzkich.

Nic o polityce

Zawsze obiecuję sobie, że nie będę pisał o polityce. Polityka jest nudna, powtarzalna, wulgarna, a politycy – jak słusznie zauważył generał George S. Patton – są najniższą i najohydniejszą formą istnienia na naszej planecie. W ciągu tysięcy lat naszej historii zmieniliśmy wiele. Inaczej mieszkamy i żyjemy, inaczej poruszamy się w przestrzeni, inaczej zapisujemy nasze dzieje, spacerujemy nie tylko po Polach Elizejskich, ale i po Księżycu, zanurzamy się w głębinach oceanach, polujemy na wampiry świata cząstek elementarnych, neutrina, rozszyfrowaliśmy nasz kod genetyczny, dokonaliśmy wiele, i tylko politykę uprawiamy wciąż dokładnie tak samo jak wówczas, gdy naszym schronieniem była grota. Polityka nie zmieniła się, nie zmieniły się jej zasady ani metody. I politycy pozostali tym, czym zawsze byli – bandą tryglodytów, którzy chętnie rozdają swoim wyznawcom przegniłe marchewki, a przede wszystkim maczugi.

Obiecuję sobie więc nie pisać o polityce. Ale może nie będzie to o polityce, bo będzie o tryglodytach i mordercach. Właśnie umarł jeden z nich. Castro. Nie ma potrzeby ani go przedstawiać ani o nim wspominać. Jest martwy i tylko to jest istotne. Nota bene, polityczne upiory jego pokroju wyraźnie nie należą do wybrańców bogów, niestety. Zwykle żyją paskudnie za długo. Warto natomiast zwrócić uwagę na reakcje żywych. Te mogą nam podpowiedzieć, gdzie my właściwie żyjemy. Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker uważa, że wraz ze śmiercią Fidela Castro świat stracił człowieka, który dla wielu był bohaterem. Federika Mogherini, szefowa unijnej dyplomacji, jest podobnego zdania. Fidel był dla niej „ważną postacią historyczną”. Niedorzeczny Franciszek Papież bardzo współczuje narodowi kubańskiemu i obiecuje modlić się za szanowną ekscelencję Fidela Alejandro. Może warto w tym miejscu nadmienić, że są to ludzie, którzy decydują o naszej rzeczywistości. Albo może warto chociaż zdziwić się, jak to uczyniła europejska komisarz do spraw handlu, Cecilia Malmström, która na jednym z portali społecznościowych napisała, że „Fidel Castro był dyktatorem, który uciskał swój naród przez 50 lat. Dziwne uczucie, kiedy słyszy się w dzisiejszych doniesieniach o składanych mu hołdach”.