Wiele rzymskich instytucji budziło pożądanie germańskich najeźdźców, jednak łaźnie do nich z całą pewnością nie należały. Barbarzyńskim ideałem była kąpiel w zimnym strumieniu, nie mająca wiele wspólnego z higieną. Ze wszystkich relacji, które przetrwały z tamtych czasów wynika, że Germanie śmierdzieli, śmierdzieli odrażająco, zwłaszcza, że do fryzowania włosów z upodobaniem używali zjełczałego masła. Po upadku Rzymu termy, lekceważone przez germańskich zdobywców i potępiane przez chrześcijan, szybko więc popadły w ruinę i w końcu – przynajmniej w Europie Zachodniej – zostały całkowicie zapomniane. Przetrwały jedynie we wschodniej części Cesarstwa. Wiemy, że jeszcze w VI wieku Aleksandria wydawała niemal jedną trzecią swego rocznego budżetu na ich ogrzewanie. Natomiast w rejonach ścierania się wpływów chrześcijańskich, rzymskich i islamskich, termy przekształciły się w rzymsko-arabską hybrydę: znikł teren do ćwiczeń, a miejsce frigidarium zajęło pomieszczenie do towarzyskich spotkań, dając miejsce czemuś, co stanowiło skrzyżowanie szatni z salonem. I właśnie ta hybryda, zaadaptowana przez Turków, przybyszy z Azji Środkowej, którzy natrafili na nią w miastach bizantyjskich Azji Mniejszej oraz w Egipcie i Syrii, przekształciła się z wolna w hammam, okaleczoną wersję rzymskich term, z czasem zyskując w Europie dumne miano łaźni tureckiej. W świadomości większości Europejczyków do dzisiaj zresztą pokutuje błędne przekonanie, że to Turcy, najeźdźcy z terenów położonych gdzieś między Morzem Kaspijskim na zachodzie a Chinami na wschodzie, z regionów suchych i bezleśnych stepów, obdarzyli nas dobrodziejstwem łaźni podczas, gdy jedyną ich zasługą było to, że zawłaszczyli starorzymskie termy. Ale mimo wszystko jest to zasługa, bowiem w ten nieco ironiczny sposób po stuleciach powróciła do Europy stara rzymska tradycja mycia się i higieny.
Tag: germanie
Europa
Europa przez ponad dwa tysiące lat zajmowała się budowaniem cywilizacji, a dzisiaj gorliwie zajmuje się jej demontażem. Nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo z zewnątrz, jak to miało miejsce w przypadku Rzymu, żadne dzikie plemiona, żadne bandy prymitywnych Germanów i Hunów nie stoją u jej wrót, a nawet gdyby stały, Europa byłaby zdolna rozwiązać ten problem bez szczególnego wysiłku. Nie, Europie nic podobnego nie zagraża, a jednak postanowiła z jakichś powodów popełnić samobójstwo i zajmuje się tym z konsekwencją i uporem. Może jednak wyjaśnienie jest banalnie proste: może Europejczycy wyczerpali się duchowo? Może czują już, że dojrzeli do zniknięcia i tęsknią za tym? Może nie mogą już unieść ciężaru swojej kultury? A może, po prostu, nie mają już żadnej wizji ani samych siebie ani swego świata? Cywilizacja jest żywa, dopóki marzy o tym, by wznosić katedry. Bowiem katedra to nie tylko kamień i cegła. Katedra to idea. To myśl. My nie wznosimy już katedr. Utraciliśmy płodny dar marzeń. Dzisiaj, dokładnie jak w proroczym wierszu pewnego aleksandryjskiego poety, znów z utęsknieniem wyglądamy barbarzyńców, przywołujemy ich nawet, radośnie wybiegamy im naprzeciw. Ale, jak mądrze zauważył Emil Cioran, tęsknota za barbarzyństwem jest zawsze ostatnim słowem cywilizacji.
Paweł Diakon
Paweł Diakon, Historia Rzymska i Historia Longobardów. Chwilami irytujące zdania parataktyczne, niemal dziecinna łatwowierność, naiwność, i wszechobecny point of view zakonnika dla którego dzieje są jedynie realizacją planu bożego. Bliższy Origines Katona, bliższy legendzie i anegdocie niż historii, zwłaszcza w ponurych dziejach skandynawskich Germanów, Longobardów. Prekursor braci Grimm.
To nie Zachód
To nie Zachód przechował i utrwalił dziedzictwo antyku. To, że tradycje, kultura, wiedza, literatura i sztuka starożytności przetrwały, jest zasługą Cesarstwa Wschodniego. Anna Komnena w „Aleksjadzie” (a jest to XI wiek) niemal na każdej stronie tego dzieła wtrąca aluzje, metafory czy odniesienia do Iliady i Odysei, Eurypidesa i Arystotelesa, Sokratesa i Platona, cytuje Ajschylosa i Tukidydesa, pisze o podbojach Aleksandra, antycznej rzeźbie i medycynie. Europejscy twórcy tamtego okresu? Anonimowy Turold, który – być może – spłodził dość naiwną i niezdarną przypowieść o Rolandzie, nigdy zapewne nawet nie słyszał o Troi, Homerze lub Odysie. Cesarstwo Zachodnie, spacyfikowane, wyniszczone i rozdrobnione, opanowane przez prymitywne germańskie plemiona, całą północną dzicz, przypominało dokładnie oczyszczony szkielet ryby. Nawet gdyby pozostało coś godnego przechowania, to i tak nie miałby kto tego uczynić.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.