Czy islam stworzył Europę

Oriana Fallaci wspominała gdzieś, że palestyński terrorysta Jasir Arafat, próbował w czasie wywiadu pouczać ją i przekonać o starożytności i przewagach arabskiej kultury nad europejską. Podkreślał podobno, że to oni, Arabowie, byli rzeczywistymi spadkobiercami kultury greckiej i że to oni odkryli dzieła greckiej starożytności, dając tym samym początek „oświeceniu islamskiemu”. Zapewniał ją, że tylko dzięki tłumaczeniu tych dzieł z arabskiego na łacinę, wiedza grecka powróciła następnie do chrześcijańskiej Europy. Sugerował innymi słowy, że Zachód wydobył się ze swojej ciemnoty dzięki „islamskiego oświeceniu” i z tego to powodu jest kulturowo zobowiązany wobec świata islamskiego. 

Jest to niestety dość powszechne, bo dzielone nawet przez wielu Europejczyków, ale błędne przekonanie. Myśl grecka nigdy tak naprawdę nie przeniknęła do świata islamskiego, bowiem świat ten starannie przepuścił całą „obcą” wiedzę przez islamski filtr, służący do określenia jej zgodności i spójności z wierzeniami muzułmańskimi. To więc, co uczeni islamscy zachowali z Grecji, ograniczało się „do tego, co nie przeczyło naukom Koranu”. Islamskie dzieła, które odważyły się powoływać na wpływy greckie nie tylko nie były dobrze widziane, ale niszczone i zakazywane. Książki Awerroesa zostały spalone (przetrwały jedynie łacińskie tłumaczenia jego komentarzy do Arystotelesa, podczas gdy komentarze w języku arabskim zaginęły lub zostały zniszczone), a jego uczniowie byli niemal bez wyjątku Żydami lub chrześcijanami. Muzułmański racjonalizm ma bardzo niewiele wspólnego z zachodnim racjonalizmem. Pojęcie kalâm, czyli pierwotna forma arabskiej myśli filozoficznej, rodzaj arabskiej scholastyki, było rozumiane przez słynnego muzułmańskiego teologa Al-Ghazaliego jako środek „ ochrony wiary przed zakłóceniami ze strony innowatorów ” i było tak obce greckiej koncepcji filozofii jak tylko można to sobie wyobrazić. Uczeni muzułmańscy szybko pojęli, że teorie polityczne Greków nie mogą mieć żadnego zastosowania w państwie muzułmańskim, gdzie polityka, prawo i religia są ściśle ze sobą powiązane. Również grecko-rzymski system prawny nigdy nie był nigdy brany pod uwagę jako źródło myślenia prawniczego w świecie islamskim.

I, co może ważniejsze, wiedza grecka nigdy nie stałaby się dostępna dla świata islamskiego, gdyby nie ogrom pracy włożonej przez wschodnich uczonych chrześcijańskich, tłumaczących greckie dzieła wpierw na swój język syryjski, a następnie z języka syryjskiego na arabski. Islam stworzyli Beduini, a oni byli analfabetami. Jeśli więc już mówić o jakiejś zależności to raczej o tym, że islam jest kulturowo zadłużony u wczesnych uczonych chrześcijańskich. Dobrym przykładem może być choćby fakt, że tłumaczenie greckich dokumentów na arabski stwarzało poważne problemy spowodowane całkowitym brakiem terminów naukowych w tym języku – to chrześcijańscy tłumacze melkiccy musieli opracować gros arabskiego słownictwa naukowego. Byli oni odpowiedzialni w szczególności za przetłumaczenie na arabski 139 ksiąg medycznych Galena i Hipokratesa oraz 43 ksiąg Rufusa z Efezu. Nawiasem mówiąc, pismo kufickie, najstarsza forma kaligrafii arabskiej, też zostało opracowane przez chrześcijańskich misjonarzy w VI wieku.

Islam nie przekazał więc swojego dziedzictwa intelektualnego Zachodowi. Wiedza nabyta przez Zachód jest wynikiem jego własnych odkryć. Zachód korzystał z tłumaczeń, których dokonali duchowni znający język grecki, takich jak Jakub z Wenecji, który po kilkuletnich studiach w Bizancjum spędził resztę życia na tłumaczeniu Arystotelesa i innych greckich filozofów w klasztorze Mont Saint-Michel w Bretanii. Cywilizacja Zachodnia zbudowana została na wspólnym dziedzictwie Aten, Rzymu i Jerozolimy. Islam nie mógł wykorzystać niczego z grecko-rzymskiej tradycji. Został stworzony przez Beduinów i pozostał systemem dla beduinów.

Dolce vita

Goethego uwaga o Włochach, pochodząca zapewne z jego „Podróży włoskiej”, a więc z końca osiemnastego wieku: Przekonałem się, że lud tutejszy przejawia żywą i pomysłową przedsiębiorczość nie po to, by się bogacić, lecz by żyć beztrosko. Niewiele jest nacji o których, może poza Grekami, dałoby się powiedzieć podobne słowa. Z całą pewnością nie dałoby się tego powiedzieć o Szwedach. Tutaj bogacenie się nigdy nie było środkiem, lecz celem, a ten, dla kogo bogacenie się jest celem, nigdy nie żyje beztrosko.

Nibylandia

Przeczytałem dzisiaj, że nijaki Ricky Martin, chyba piosenkarz, po sześciu latach zgodnego pożycia małżeńskiego, rozwodzi się ze swoim mężem, Jwanem Yosefem, obywatelem szwedzkim syryjskiego pochodzenia. I w tym miejscu dopadły mnie wątpliwości. Jeżeli bowiem Ricky był w tym związku żoną, to powinienem był napisać w poprzednim zdaniu, że jest on piosenkarką, a nie piosenkarzem. Język angielski nie nastręcza, co prawda, tego typu problemów, bowiem określenie singer w równym stopniu odnosi się do obu płci, ale nawet w angielskim istnieje dość jednoznaczne rozróżnienie między wife a husband. Spróbujmy więc inaczej: Ricky Martin, singer and wife, rozwodzi się ze swoim mężem. To już brzmi nieco lepiej, aczkolwiek i tak uważam, że posługiwanie się terminami mąż i żona w odniesieniu do związków homoseksualnych jest tak samo nieadekwatne i zwodnicze jak określanie przez weganów mianem kiełbasek obrzydliwej roślinnej papki. W obu przypadkach coś podszywa się pod coś innego i w obu przypadkach zawartość substancji, którą sugeruje nazwa, jest równa zeru.

Feminizacja, a może raczej infantylizacja homoseksualizmu w naszych czasach wykracza, niestety, bardzo daleko poza granice dobrego smaku. Achilles i Patroklos byli z całą pewnością kochankami, i byli mężczyznami, i jestem absolutnie przekonany, że gdyby Patroklos wpadł na pomysł, by nazywać się żoną, Achilles udusiłby go gołymi rękoma albo zabiłby go swoją pogardą. Homoseksualizm starożytnych Greków był spotkaniem ludzi dumnych i równych sobie. Obecnie jest to spotkanie pseudomężczyzny z pseudokobietą – nibymężczyzna i nibykobieta zawierają nibyzwiązek, a nibyspołeczeństwo udaje, że wszystko jest niby w porządku.  

Smyrna

8 września 1922 roku wojsko greckie, wycofując się pod naporem sił tureckich, opuściło Smyrnę. Następnego dnia Turcy pod dowództwem Nureddina Paszy weszli do Smyrny. Zaczął się pogrom. W pierwszych dniach zginęło od 30 000, jak skromnie podają Turcy, do ponad 100 000 chrześcijan ormiańskich i greckich, według zachodnich świadków masakry. Tragiczną postacią tych dni był prawosławny grecki biskup Chrysostomos. 9 września został wywleczony z katedry przez żołnierzy tureckich. Był bity, opluwany, szarpany, okaleczony, wydłubano mu oczy, obcięto nos i uszy, a na koniec wleczono za samochodem po ulicach miasta. Scenom tym przyglądali się, stacjonujący tam wówczas, francuscy żołnierze. Podobno niektórzy chcieli ratować biskupa, ale zakazano im jakichkolwiek ingerencji. Stało tam więc wojsko tzw. cywilizowanego zachodniego państwa i mogło jedynie przyglądać się bestialskim scenom. Jak to miało miejsce wiele razy wcześniej i jak to dzieje się dzisiaj. Gehenna Smyrny trwała jeszcze dwa tygodnie. 13 września zaczęły płonąć dzielnice chrześcijańskie, grecka i ormiańska oraz nabrzeża. Podpalacze byli liczni i nie kryli się z tym. Byli ubrani w tureckie mundury.

Lekarz

Według rzymskiego systemu wartości z ratowania bliźniego nie wolno było czerpać korzyści, a przynajmniej nie za pomocą pracy swoich rąk. To z gruntu szlachetne założenie miało w praktyce poważne konsekwencje. Powodowało mianowicie, że zawód lekarza uważano za wysoce nieodpowiedni dla prawdziwego Rzymianina. Cyceron twierdził, że wykształcony i światły Rzymianin powinien, naturalnie, znać medycynę, jednak w żadnym wypadku nie powinien jej uprawiać. Lekarzami w starożytnym Rzymie byli więc cudzoziemcy, głównie Grecy.

Demokracja

Dariusz I Wielki wyprawił się przeciwko Scytom ok. 513 pne. Przekroczywszy Ister, obecnie Dunaj, postawił na straży mostu jońskich Greków, chcąc zapewnić sobie możliwość bezpiecznego odwrotu. Scytowie próbowali namówić Jonów, by zburzyli most i w ten sposób uwolnili się wreszcie spod perskiej władzy. Według Herodota Jonowie nie zburzyli jednak mostu. Odwiódł ich od tego argument Histiajosa, tyrana Miletu, który powiedział, że tylko dzięki zwierzchnictwu Dariusza możliwe są w Jonii rządy despotyczne: gdyby miasta jońskie uzyskały wolność, ich obywatele z pewnością domagaliby się zaprowadzenia demokracji. To wystarczyło. Ta wizja wydawała im się zbyt straszna.

Odysjada 9

Marek Atyliusz Regulus, polityk z czasów I wojny punickiej. Rozgromił kartagińskie wojska w 255 r. p.n.e. w pierwszej fazie bitwy pod Adys. Kartagińczycy poprosili wówczas o zawarcie pokoju. Według Kasjusza Diona, Rzymianie zażądali od nich wycofania się z Sycylii i Sardynii, zwrócenia wolności wszystkim rzymskim jeńcom, zapłaty okupu za jeńców, spłaty wszystkich rzymskich wydatków wojennych oraz uiszczania rocznej daniny. Dość bezwzględne warunki i nic dziwnego, że Kartagińczycy odrzucili je, a ich wojska, przeszkolone i poprowadzone do walki przez spartańskiego najemnika, Ksantipposa, zdziesiątkowały rzymskich legionistów. Wielu rzymskich żołnierzy straciło życie w tej bitwie, wielu dostało się do niewoli. Wśród jeńców znalazł się sam głównodowodzący ‒ Atyliusz Regulus. Podobno miał on przez ponad pięć lat pozostawać w niewoli kartagińskiej, a po kolejnej porażce Rzymian w bitwie morskiej pod Drepanum w 249 r. p.n.e. został wysłany wraz z poselstwem do Rzymu, by wynegocjować z Senatem zawarcie pokoju lub wymianę jeńców. Regulus przysiągł, że w przypadku, jeżeli nie zdoła przekonać Rzymian do proponowanego porozumienia, powróci do Kartaginy. Gdyby jednak senatorowie wyrazili zgodę na wymianę jeńców, miał być pierwszym, który będzie mógł pozostać w ojczyźnie. Stając przed Senatem przekazał niezmiernie ważne informacje o słabości Kartaginy i gorąco namawiał senatorów, aby w żadnym razie nie godzili się na wymianę jeńców. Obserwacje, które poczynił w niewoli doprowadziły go do przekonania, że istnieje duża szansa pokonania coraz bardziej słabnącej Kartaginy, a traktat pokojowy nie byłby w tej chwili korzystny. Proponowane porozumienie zostało ostatecznie odrzucone, głównie dzięki jego namowom i elokwencji. Proponowano mu, by złamał złożoną przysięgę i pozostał w Rzymie. Regulus odmówił jednak stanowczo. Nie wyobrażał sobie, że mógłby złamać dane słowo honoru. Świadomie wrócił Kartaginy i poniósł okrutną śmierć.

Możemy być pewni, że nie byłby to wybór Odyseusza. Grecy przedstawiają go jako bohatera, ale Rzymianie, którzy uważali się za spadkobierców księcia Eneasza z Troi, mieli o nim zdecydowanie negatywne zdanie. W Eneidzie określany jest przymiotnikami „okrutny” lub ”kłamliwy”. Grecy podziwiali jego przebiegłość i oszustwa, w oczach Rzymian natomiast cechy te nie znajdowały uznania. Przeciwnie, były naganne i barbarzyńskie. Rzymianie dość wcześnie stworzyli sztywne normy etyczne i bez wątpienia to one pozwoliły im zbudować największe starożytne imperium. W tragedii Eurypidesa Ifigenia w Aulidzie, Odys przekonuje Agamemnona, by zgodził się na ofiarę swojej córki Ifigenii, aby uspokoić boginię Artemidę. Odys też ułatwia przeprowadzenie tej akcji mówiąc matce Ifigenii, Klitajmestrze, że dziewczyna ma poślubić Achillesa. Bezczelnie kłamie. Dla Rzymian było to zachowanie perfidne i niegodne mężczyzny, ale u Homera nie występuje jeszcze pojęcie moralnej odpowiedzialności. W jego świecie zdyskredytowany jest ten, kto się dał pokonać, nigdy zaś zwycięzca. Greckie słowo kakos (niski, wredny, nikczemny, zły) oznacza osobę, której kaka (czyli zło) można wyrządzić bezkarnie, ponieważ nie może się bronić. Na potępienie zasługują ci, którzy wysłuchują obelg pod swoim adresem, nie ci natomiast, którzy komuś urągają. Liczne fortele Odyseusza raziły rzymskie wyobrażenia o obowiązkach mężczyzny, a sztuczki i kłamstwa, które stosował, aby tylko osiągnąć cel, kolidowały z rzymskim poczuciem honoru. Z natury jesteśmy więc Grekami, ale etykę odziedziczyliśmy na szczęście po Rzymianach.

Wojny diadochów

Grecy raz jeszcze. Po śmierci Aleksandra Wielkiego, gdy diadochowie podzielili między siebie jego olbrzymie królestwo, świat stał się par excellence grecki. Ale diadochowie nie kontynuowali zamysłu Aleksandra, ruszając na dalszy jego podbój. Natychmiast zaczęli walczyć między sobą i w gruncie rzeczy to nie Rzymianie zniweczyli grecką dominację – uczynili to sami Grecy, a Rzymianie, zręcznie wykorzystując ich wewnętrzne niesnaski, jedynie im w tym dopomogli. Działania wojenne z tego okresu objęły swoim zasięgiem cały ówcześnie znany świat, od Grecji kontynentalnej i wysp po Afrykę Północną, Azję Mniejszą, Bliski Wschód i Iran, a ich celem było panowanie nad światem. Walki pochłonęły dziesiątki, a może setki tysięcy ludzkich istnień. Dwadzieścia lat między 321–301 rokiem to okres brutalnych i bezwzględnych wojen – praktycznie nieprzerwanego pasma wojen, wojen na taką skalę, że śmiało należałoby uznać je za pierwszą w dziejach wojnę światową.

Myślenie i Grecy

Największą zasługą Greków jest to, że nauczyli nas myśleć o myśleniu, że nauczyli nas stawiać pytania o myślenie, że nauczyli nas rozważać pewne możliwości i badać ich konsekwencje. Przed Grekami nic nie wiedzieliśmy o myśleniu, nie uprawialiśmy myślenia, nie znaliśmy myślenia. Bez Greków moglibyśmy co wyżej nauczyć się obsługiwać stosunkowo proste narzędzia, jak to trafnie zauważył W. H. Auden, ale nigdy nie stalibyśmy się całkowicie świadomi, przez co należy rozumieć, że nigdy nie nauczylibyśmy się być pełnymi – na dobre i na złe – ludźmi.

Poltys

Poltys, król Tracji, poproszony zarówno przez Trojan jak i Greków podczas słynnej awantury trojańskiej, doradzał Parysowi zwrócenie Heleny Grekom. Bezskutecznie, jak wiadomo, ale prawdę mówiąc rozjemcą był fatalnym. Jego propozycja była doskonale pozbawiona taktu – proponował Parysowi dwie inne, piękne kobiety, jeżeli oddali Helenę. Obraził więc nie tylko Parysa, ale i Helenę. Gdyby chociaż obiecał dziesięć innych, pięknych kobiet …

Patrick Leigh Fermor

Patrick Leigh Fermor: Przeistoczenie się chrześcijaństwa w logiczny system, zdolny przetrwać wstrząsy dwóch tysiącleci, jest dziełem Greków. Kościół chrześcijański był ostatnim wielkim dziełem greckiej kultury antycznej. Pod względem siły i rozległości oddziaływania połączenie przesłania greckiej filozofii z grecką interpretacją chrześcijańskiego objawienia nie ma sobie równych. 

Kompleks hipopotama

 „O Izydzie i Ozyrysie” Plutarcha. Kompleks hipopotama, który „zamordował swego ojca i zdobył jego tamę” w miejsce kompleksu Edypa? Czemu nie? Żaden hipopotam nie ma szans, by stać się prawdziwym i wyjątkowym hipopotamem, jeżeli nie zamorduje swego ojca i nie przejmie jego tamy. Z tym problemem borykano się na długo przed Grekami.

Sztuka grecka

Jakaż musiała być siła i wielkość antycznej sztuki greckiej, jeżeli jeszcze i w tysiąc lat później, w epoce nowożytnej była ona niemal niedoścignionym ideałem dla wszystkich ówczesnych twórców? Każdy z tych, których Giorgio Vasari wymienia w  pierwszym  tomie Żywotów, poczynając od Jana Cimabua, wzorował się na dziełach greckich. Po tysiącu lat barbarzyństwa i mroku, gdy człowiek znów powraca do sztuki, nie ma nikogo i niczego – poza genialnymi Grekami.

Vasari

Vasari także wspomina o niemal nabożnym stosunku antycznych Greków do malarstwa. Uważali oni malarstwo za dziedzinę absolutnie wyjątkową i zaszczytną, zarezerwowaną wyłącznie dla ludzi z arystokracji. Istniał nawet zakaz na mocy którego niewolników nie wolno było uczyć rysunku lub malarstwa.

                                                                         ***

Anegdota o malarzu Zeuksisie. Podobno tak dobrze namalował postać chłopca niosącego winne grono, że do obrazu zlatywały się ptaki. Zeuksis jednak wcale nie był zadowolony. Słusznie twierdził, że gdyby chłopiec był tak dobrze namalowany jak winne grono, ptaki powinny były bać się go.

                                                                        ***

Inna anegdota o Apellesie, bodaj największym malarzu starożytnej Grecji, i Protogenesie, zdolnym, ale mniej znanym malarzu z Rodos. Apelles, gdy zawitał pewnego razu na Rodos, postanowił odwiedzić Protogenesa. Nie zastał go w domu. Zostawił jednak na obrazie w pracowni gospodarza rodzaj swojej wizytówki w postaci „linii o zdumiewającej delikatności”. Protogenes, powróciwszy do domu i ujrzawszy tę linię, odgadł bez trudu, że mógł ją zrobić jedynie Apelles. Nad tą linią więc, tylko innym kolorem, namalował jeszcze delikatniejszą linię. Niestety, rozminęli się i następnego dnia, a Apelles, ujrzawszy tę nową linię, nieco zły, że został pokonany, trzecim kolorem „wyciągnął długą linię przez środek, nie zostawiając miejsca dla jakiejkolwiek delikatności”. Vasari zapewnia, że ten obraz, bez jakichkolwiek w nim zmian, przetrwał długi czas i jako cenne dzieło został przywieziony do Rzymu, gdzie ozdabiał pałac imperatorów. „Wszystko, co tam było widoczne, nie było niczym innym, jak tylko owe tak delikatne linie, że ledwo je można było spostrzec. Pośród innych cennych obrazów uważany był za dzieło niezwykłe.” Był to więc zapewne pierwszy w dziejach obraz abstrakcyjny.

                                                                     ***

Ostatnim obrazem Apellesa, którego podjął się na zamówienie mieszkańców Kos, był obraz przedstawiający Afrodytę. Nie ukończył go. Zanim zmarł, zdołał namalować tylko „oblicze i górną część tułowia”. Nikt nie odważył się kontynuować jego pracy.