Teza Harariego

Prowokująca teza Y. N. Harariego („Sapiens – Od zwierząt do bogów”), teza o przewadze intelektualnej zbieracza-myśliwego nad człowiekiem epoki agrarnej wydaje się być dość wątpliwa. Kultura, pismo, sztuka, największe osiągnięcia naszej cywilizacji stworzone zostały nie przez sprytnych myśliwych, uganiających się po prerii w poszukiwaniu jeleni i mamutów, ale właśnie przez „mniej inteligentnych” rolników. Inteligencja pradawnych myśliwych była inteligencją predatorów, celem ich zabiegów było pożywienie. Drapieżcy nie tworzą kultury. Nieustanna pogoń za łupem nie stwarza takich możliwości. Można więc zgodzić się z Hararim, że pierwotni zbieracze-myśliwi posiadali nie mniejsze walory intelektualne i przejście do epoki agrarnej wcale nie oznaczało jakiegoś wielkiego skoku w rozwoju intelektualnym ówczesnych homo sapiens, ale nie można zaprzeczyć, że kultura mogła powstawać dopiero przez wspólne działania wielu jednostek, które stwarzając nadwyżki produkcyjne zapewniały sobie wolny czas. Kultura jest efektem wolnego czasu i nadwyżek żywnościowych. Bez tych dwóch czynników nie powstają ani katedry, ani symfonie.

To, co nie istnieje

Najpiękniejszą i najbardziej twórczą cechą naszego języka nie jest jego zdolność do przekazywania informacji o rzeczach, które istnieją, które są realne, których możemy dotknąć lub zobaczyć. To potrafią także osy szmaragdowe i szympansy. Tą cechą języka, która najdobitniej przyczyniła się do naszego rozwoju jest jego zdolność do dzielenia się informacją o rzeczach, które w ogóle nie istnieją. Tylko my, ludzie, potrafimy opowiadać historie, zmyślać je, fantazjować, tworzyć legendy, mity, snuć marzenia, produkować fikcje, wierzyć w te fikcje i kolportować je. Tylko człowiek potrafi prowadzić dialog o możliwościach hipotetycznych, o rzeczach, które mogą się wydarzyć i o takich, które nie wydarzą się nigdy, ale w które wierzymy. Tylko my zdolni jesteśmy do tego, by wierzyć w zjawiska, które nie mogą się urealnić, które muszą pozostać czystą spekulacją lub tylko marzeniem. Szympansa nie przekonamy, że za dobre sprawowanie albo przestrzeganie pewnych reguł pójdzie do nieba i będzie tam miał zawsze pod dostatkiem bananów. My natomiast, ludzie, wierzymy, że za dobre uczynki zawsze będziemy mieli nasze ulubione banany. Człowiek uwierzy. Ta boska cecha naszego języka, to, że możemy oddawać się marzeniom, kłamstwom, fikcjom i ideom i że możemy czynić to również zbiorowo, wspólnie z innymi ludźmi, spowodowała, że – jak to zgrabnie ujmuje Harari w pracy „Sapiens – od zwierząt do bogów” – homo sapiens panują nad światem, podczas gdy mrówki jedzą resztki z naszych stołów, a szympansy siedzą zamknięte w ogrodach zoologicznych i laboratoriach. Nasza kondycja jako ludzi nie jest więc związana z tym, że potrafimy właściwie postrzegać to, co istnieje, lecz z tym, że potrafimy marzyć i dzielić się naszymi marzeniami, że potrafimy mówić i pisać także i o tym, co nie istnieje.

Księgarnie

Księgarnie w Polsce totalnie wypełnione produkcją zaimkową. Naturalnie, największym powodzeniem cieszy się zaimek „ja”. Opasłe pamiętniki sportowców, aktorów, kucharek, celebrytów, piosenkarek, gangsterów i ich żon, etc. Plotki, anegdoty, złośliwości, obmowy, niedyskrecje, pomówienia, żale. Ani śladu jakiejkolwiek myśli. Nic do powiedzenia, lecz gadulstwo niewyobrażalne. Literatura iście romantyczna – „ja” pyszni się bezwstydnie i panuje niepodzielnie. Obrazu dopełnia ekologiczno-liberalna, morderczo nudna i pusta proza Olgi Tokarczuk. Między tymi pseudoarcydziełami i bestsellerami, wciśnięte gdzieś w kątach półek, nieliczne perełki w rodzaju Harariego, Dennetta, Pinkera, Lentsa czy Oriany Fallaci. Okno wystawowe jednej z księgarń okupowały sporych rozmiarów lalki, w makijażach tancerek go-go z podmiejskiej knajpy i w kusych kostiumach kąpielowych panienek z serialu Baywatch. Nie byłem ciekaw, co „dają” w środku.