Niemiecka Europa

Zastanawiałem się ostatnio z jakiegoż to ważnego powodu nowy, wodewilowy król angielski, czyli Karol III, ten od infantylnej księżniczki Diany, w pierwszą swoją podróż zagraniczną wybrał się do Niemiec. Wydawało mi się to co najmniej dziwne, ale to tylko i wyłącznie z powodu mojej ignorancji w kwestiach dynastycznych. Karol III pojechał w odwiedziny do kraju swoich przodków.

Monarchiczna Europa jest germańska – od dawien dawna i w zasadzie bez wyjątku. Europa Parlamentarna, pieszczotliwie i dla niepoznaki zwana EU, też staje się już niemiecka, ale tymczasem jeszcze woli, z różnych powodów, by nie nazywano jej po imieniu. Przyjrzyjmy się tej królewsko-germańskiej Europie.

W Anglii mamy więc Windsorów, co brzmi bardzo imperialnie i angielsko, ale jest to tylko przechrzczona, niemiecka dynasta Wettynów, rodem z dzisiejszej Saksonii-Anhaltu. Ta sama, która panowała w Miśni, Saksonii oraz księstwach Turyngii i której przedstawiciele zasiadali także jako elektorowie na tronie w Warszawie – mam na myśli Augusta II Mocnego, Augusta III Sasa oraz Fryderyka Augusta, jako księcia warszawskiego. Jeden z Wettynów, Albert, ożenił się z brytyjską królową Wiktorią, a ponieważ ich nazwisko kojarzyło się Brytyjczykom z III Rzeszą, zmieniono je na angielsko brzmiące Windsor. Nie łudźmy się jednak. To tylko nazwy. Nawet niedawno zmarły książę Filip, małżonek angielskiej królowej Elżbiety II, miał właściwe, czyli germańskie korzenie. Był on synem Alicji Battenberg, córki księcia Ludwika Battenberga i księżniczki Heskiej, prawnuczki królowej angielskiej Wiktorii, która była żoną – zgadnijcie kogo? Ależ oczywiście, żoną księcia Alberta z Saksoni—Coburga-Gothy. Co za niesłychany zbieg okoliczności, czyż nie?Boczną linią dzisiejszych Windsorów, a raczej Wettynów, jest rodzina Koburgów, znana jako dynastia sasko-koburska. Koburgowie rządzili w Wielkiej Brytanii, Belgii, Bułgarii, a nawet w Portugalii (choć pod nazwiskiem poprzedniej dynastii – Braganca). Karol III wybrał się więc w odwiedziny do krewnych.

Belgią także włada niemiecka dynastia, dynastia Sachsen-Coburg-Gotha. Ich poprzednikami na belgijskim tronie była wspomniana wyżej dynastia Wettinów.

W Danii panuje miłościwie Małgorzata II, pochodząca z innej, znanej niemieckiej dynastii, dynastii Glückburgów, bocznej linii Oldenburgów, księstwa Holsztynu, przedstawicielem której był również Filip Mountbatten, małżonek angielskiej królowej Elżbiety II. 

W Norwegii mamy zacnego podobno Haralda V, oczywiście z dynastii Glückburgów, bocznej linii Oldenburgów. 

Na tronie Hiszpanii zasiada francuska, co prawda, dynastia Burbonów, ale i tutaj nie mogło zabraknąć niemieckich akcentów. Juan Carlos I Burbon ożenił się bowiem z księżniczką Zofią, która jest córką Pawła I, byłego króla Grecji, przedstawiciela słynnej niemieckiej familii Glückburgów.  

W Szwecji zajmuje tron niby francuska i plebejska dynastia Bernadotte, solidnie jednak spokrewniona z rodziną Coburg przez księżniczkę Sybillę Coburg, która poślubiła Gustava VI Adolfa, a obecny król, wierny tradycji, także wybrał za żonę Niemkę, Sylwię Sommerlath. Sylwia jest córką Walthera Sommerlatha, członka NSDAP, przedsiębiorcy niemieckiego robiącego w czasie II wojny światowej interesy na odbieraniu mienia Żydom, i jego brazylijskiej żony Alice Soares de Toledo.

W Holandii panuje pochodząca z Niemiec dynastia Nassau – wywodząca się od Walrama I, hrabiego Laurenburga, którego tytuł hrabiego Nassau nawiązuje do rodowej siedziby jego przodków, czyli zamku Nassau nad rzeką Lahn. 

I tak oto wygląda nasza skonsolidowana rodzinna Europa z zacnymi germańskimi królami na wszystkich europejskich tronach.  

Sonderfahndungsbuch Polen

Sonderfahndungsbuch Polen, Specjalna księga Polaków ściganych listem gończym była alfabetycznym wykazem imiennym zawierającym ponad 61 tys. nazwisk Polaków najbardziej zasłużonych dla Polski, przeznaczonych do likwidacji na terenach wcielonych do III Rzeszy w ramach operacji Tannenberg. Operacja ta jest kryptonimem niemieckiej akcji mającej na celu eksterminację polskiej warstwy przywódczej oraz inteligencji (Liquidierung der polnischen Führungsschicht). Hitler, podobnie jak dzisiaj Putin odnośnie Ukrainy, ogłosił ten ludożerczy program otwarcie i oficjalnie na tydzień przed inwazją na Polskę w Obersalzbergu: „(…) celem wojny nie jest osiągnięcie jakiejś linii geograficznej, ale fizyczna eksterminacja wrogów. Obecnie tylko na wschodzie umieściłem oddziały SS Totenkopf,  dając im rozkaz nieugiętego i bezlitosnego zabijania wszystkich mężczyzn, kobiet i dzieci polskiej rasy i języka, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową.” 

Lista ta przygotowana została na polecenie Reinharda Heydricha przez kontrwywiad służby bezpieczeństwa SS przy współpracy z niemiecką mniejszością zamieszkałą na terenie Polski.  Wydrukowano ją nawet w formie książki w lipcu 1939 roku w Berlinie. Intelligenzaktion, zwana eufemistycznie również Flurbereinigung („Akcja Oczyszczenia Gruntu”) lub – jeszcze bardziej neutralnie – Direkteaktion, czyli „akcja bezpośrednia”, była jedynie małą częścią wielkiego planu germanizacyjnego przygotowanego m.in. dla terenów okupowanej Polski zwanego przez Niemców Generalplan Ost. W celu łatwiejszego przejęcia kontroli nad podbitym terytorium oraz osłabienia w przyszłości ewentualnej działalności konspiracyjnej opracowano plan zniszczenia i eksterminacji polskiej warstwy przywódczej, inteligencji, elity kulturalnej, politycznej, religijnej oraz warstwy posiadaczy i kapitalistów polskich. Niemcy wytypowali do likwidacji wszystkich, którzy cieszyli się autorytetem w polskim społeczeństwie – nauczycieli, lekarzy, dentystów, oficerów, urzędników, kupców, posiadaczy ziemskich, prawników, pisarzy, dziennikarzy, absolwentów szkół wyższych i średnich, członków organizacji i stowarzyszeń. Do najbardziej krwawych eksterminacji doszło na Pomorzu. Zamordowano wtedy około 40 tysięcy ludzi, a było to możliwe przez masowy udział w tej akcji „niewinnych” Niemców, czyli mniejszości niemieckiej, która entuzjastycznie pomogła w przygotowaniu i dokonaniu ludobójstwa.

W niemieckich planach nie przewidywano dla Polski żadnej formy ustanowienia protektoratu lub rządu satelickiego złożonego z Polaków, a jedynie niemiecki zarząd. Potwierdzenie tego znajduje się w protokole pierwszej narady szefów głównych urzędów policyjnych i dowódców operacyjnych z dnia 7.09.1939 roku, które odbyło się w Berlinie. „Przywódcza warstwa ludności w Polsce powinna zostać w takim stopniu, jak to jest możliwe, unieszkodliwiona”. Najbardziej jednoznacznie określił to Martin Bormann w swoich tajnych notatkach ze spotkania z Hitlerem, które odbyło się w 1940 roku: „Generalne Gubernatorstwo jest naszym rezerwuarem siły roboczej do prostych prac (cegielnie, budowa dróg, itd., itp.) (…) Należy bezwarunkowo zwrócić uwagę na to, że nie może być żadnych „polskich panów”; gdzie są tacy polscy panowie, mają być oni, choćby nie wiem jak twardo to zabrzmiało, zabici (…) Führer musi podkreślić jeszcze raz, że dla Polaków może być tylko jeden pan i jest nim Niemiec, dwóch panów obok siebie nie może być i nie ma na to zgody, dlatego wszyscy przedstawiciele polskiej inteligencji mają zostać zabici. Albo jak to wyraził jeszcze w roku 1939 Hitler: Tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone, da się zepchnąć do roli niewolników.  

Po eliminacji elity społeczeństwa polskiego oraz stłumieniu siłą wszelkich przejawów oporu zamierzano sprowadzić resztę populacji do roli niewolników, którzy będą wykonywali proste czynności w służbie dla niemieckiej rasy panów. Niemcy uważali Polaków za rodzaj podludzi, slawische Untermenschen, żywiąc do nas ten sam rodzaj pogardy, który w identyczny sposób przejawia się w postawie Rosjan do Ukraińców, określanych przez nich mianem chachły. Chachły dosłownie oznacza wiązkę słomy. Jest to termin jednoznacznie pejoratywny i obraźliwy. Niemcy i Rosjanie, te dwie bliźniacze nacje naszego kontynentu, żywią to samo zbrodnicze przekonanie – to, mianowicie, że posiadają prawo decydowania o życiu i śmierci innych ludzi.  

Po wybuchu wojny listy proskrypcyjne były uzupełniane na bieżąco. Drugie wydanie z roku 1940, zredagowane w wersji dwujęzycznej niemiecko-polskiej, opublikowano w Krakowie po zakończeniu wstępnej akcji eliminacji inteligencji. Była to ostatnia publikacja list pod tą nazwą. Później wychodziły już pod nazwą „Fahndungsnachweis”. Niemcy pracowali solidnie i metodycznie. Bardzo niewiele osób, które znalazły się na tych listach, zdołało przetrwać czas niemieckiej okupacji.

Biedni, otumanieni Niemcy. Ale czy tylko Hitler „omamił” tych biednych Niemców? Niemcy najwidoczniej kochają być „omamiani”. Przez 16 lat rządów Angela Merkel była traktowana przez nich niemalże jak święta i sumienie świata. Zdołali to nawet wmówić innym. W obecnej chwili jej pomnikowy obraz przypomina w najlepszym razie szkaradnie dysmorficzne rzeźby Henry’ego Moore’a. Niemcy zostali więc znów paskudnie „omamieni” przez jakichś złych faszystów, co nie przeszkadza, że nadal obsadzają bez mała wszystkie kluczowe stanowiska w polityce oraz ekonomii na ich odwiecznym poletku doświadczalnym, nazywanym przez naszą naiwność Europą. A polscy wysocy urzędnicy i parlamentarzyści chętnie wypinają piersi pod ordery, przyznawane przez przedstawicieli rasy panów w uznaniu za popieranie ich łajdactw. Życie toczy się dalej.  

Sonderfahndungsbuch Polen. Liquidierung der polnischen Führungsschicht. Direkteaktion. Intelligenzaktion. Flurbereinigun. Fahndungsnachweis – proponuję, abyś ty, który czytasz te słowa spróbował wyobrazić sobie, że jesteś rzetelnym urzędnikiem niemieckim, że siedzisz przy solidnym niemieckim biurku i z powagą oraz germańską dumą nanosisz na którąś z tych list nazwiska niewinnych ludzi, których trzeba zamordować, zabić, zagazować albo zamęczyć na śmierć. Założę się, że nie będziesz czuł się winny.