Za przejaw grzeczności uważa się niewykonywanie żadnego śpiesznego gestu – uwaga ta, pochodząca z kręgów japońskich mistrzów ikebany, jest kwintesencją prostego w istocie ciągu myślowego. Gesty „śpieszne”, niezależnie od bodźca, który je prowokuje, sprawiają zawsze wrażenie nieco nerwowych, wtórnie kojarząc się nawet z łapczywością lub zachłannością, a te cechy zdecydowanie nie plasują się wśród synonimów słowa „grzeczność”. Raczej przeciwnie. A więc, umiejętność powstrzymywania się od gestów śpiesznych z całą pewnością może być uznana za przejaw grzeczności.
Tag: Japonia
Elegancja
Kardynalnym warunkiem elegancji jest spokój. Nic, co podryguje, skacze, trzęsie się, dygocze, rzuca się, wygina, szarpie, tarza się, kręci i wije, nie jest i nie może uchodzić za eleganckie. Eleganckie podrygi czy elegancki dygot to oksymoron, jedno zaprzecza drugiemu i wyklucza się wzajemnie. Lubię obserwować sceny z chanoyu, japońskiej ceremonii picia herbaty, gdzie każdy moment, choćby najdrobniejszy, ma swoje miejsce, swoje znaczenie i czas trwania, jest perfekcyjny i perfekcyjnie wyważony. Gesty uczestników chanoyu są nieskończenie pełne i eleganckie, a ich ciszę wypełnia doskonały spokój. W takich chwilach zaczynamy rozumieć, że elegancja nie jest próżną i snobistyczną wirtuozerią we władaniu swoimi gestami, lecz niesłychanie trudną, ale jakże ważną techniką panowania nad chaosem, który przesyca i negatywnie definiuje nasze życie.
Sabi i inne
Kilka przykładów z japońskiego arsenału pojęć estetycznych:
shibui – nie jest to mocne uczucie; ani wytworne ani poprawne; nie jest skomplikowane ani przesadne; ale i nie jest też ostentacyjne. Łączy powagę spokoju i niedopowiedzenia. Prowadzi nas do wnętrza natury, rozbudza świadomość prawidłowości rzeczy. Wychodzi poza urodę czy piękno rzeczy, wskazując na ich naturalność. Najpełniej może wyrażać shibui to, co jest interesujące w sposób naturalny. Zawiera w sobie wartość zwaną w języku chińskim chi, stan doskonałego wyciszenia. Wyciszenie osiąga się poprzez niekompletność oraz niedokończoność, co stwarza miejsce dla wyobraźni. Być może gdzieś tutaj należy szukać wyjaśnienia charakterystycznej dla Japończyków fascynacji niedoskonałością i nieregularnością. Na przykład w 31-sylabowej tanka (inną nazwą tej formy poetyckiej jest waka) wersy złożone są kolejno z pięciu, siedmiu, pięciu, siedmiu i siedmiu sylab.
mono-no-aware – tłumaczone jako „smutek rzeczy”, najtrafniej określa japoński dialog z naturą. Subtelne, ale silnie emocjonalne wyrażenie. Jego wyrazem jest wiersz waka, bardzo stara japońska forma pieśni. Sentymentalna wrażliwość i melancholia. Słynną „Opowieść o Genji” uważano za powieść mono-no-aware.
okashi – pierwotnie oznaczało coś, co wywołuje uśmiech na twarzy, na skutek rozkoszy lub rozbawienia. Dosłownie oznacza radość lub piękno.
miyabi – dworskość lub wyrafinowanie, powab spokoju, odczuwanie przyjemności z obcowania z nieskazitelnym pięknem przyrody, widok gałązki kwitnącej śliwy, mignięcie rękawa kobiecego kimona, uniesienia miłosne, poczucie wyrafinowania reprezentujące najwyższy poziom elegancji. Popularnym symbolem miyabi stało się opadanie kwiatów wiśni.
yūgen – niewyjaśnialne, wyraża oddalenie, nieprzetłumaczalną, nie dającą się wyrazić słowami tajemniczość, odbierane tylko intuicyjnie, nie można tego uczucia ująć słowami.
sabi – spatynowanie, samotność, jest stosowane przy planowaniu ogrodów, ceremonii picia herbaty, literatury. Wyraża się w prostocie i niewymuszoności. Zawiera w sobie wręcz rustykalną bezpretensjonalność. Kryje się w zapachu chryzantem. Także w haiku.
Chanoyu
W japońskiej ceremonii herbaty chanoyu, zwanej też chadō, sadō, czyli “drogą herbaty”, zawiera się nie tylko spektakularny rytuał, ale i spora psychologiczna mądrość. Herbatę nie stawia się na stole, jak my, barbarzyńcy, mamy w zwyczaju to czynić. Czarkę czy kubek z herbatą podaje się gościowi bezpośrednio do rąk. Ostatnie badania dowiodły, że trzymany w ten sposób kubek na lepsze zmienia sposób, w jaki odbieramy drugiego człowieka. Ciepło, które natychmiast przenika nasze dłonie, zamienia się w sympatię.
Składnia
L. Durrell: Kiedy Japończyk pisze „wiśnia”, „księżyc”, „trawa”, ideogram ten ma mistyczne i metafizyczne brzmienie, nasuwające całkiem inne skojarzenia od tych, które tworzymy w naszym języku. My musimy zawsze dodawać do znaczenia obraz, oziębiając „gorący” rzeczownik „zimnym” przymiotnikiem („matematyczna wiśnia” zamiast „słodka wiśnia”). Albo połączenie cierpkiego, abstrakcyjnego słowa „zbroja” z ciepłym i pełnym słodyczy przymiotnikiem „melodyjny” … Chiński ideogram „kryje w sobie” czasownik. Nasza składnia narzuca podmiot, orzeczenie, dopełnienie, by dopiero w ten sposób stworzyć zbiór dźwięków wyrażających emocje.
Przypowieść o światach alternatywnych
Podobno miało to miejsce na przełomie XIX i XX wieku, w Japonii. Zainicjowano wtedy spis powszechny ludności i z japońską dokładnością policzono wszystkich mieszkańców wysp. Spisano również człowieka, który posiadał ważny paszport państwa zwącego się Republiką Tuaregów ze stolicą w Timbuktu. Pomimo długich i wnikliwych badań nie wykryto żadnych śladów fałszerstwa. Paszport spełniał wszystkie wymogi autentycznego dokumentu, a jego właściciel z uporem utrzymywał, że Republika Tuaregów istnieje.
Sprawa została rozwiązana w bardzo racjonalny sposób – delikwenta zamknięto w szpitalu dla wariatów.
Ikigai
Według Japończyków każdy człowiek ma swoje ikigai, które stanowi siłę napędową do życia. Ikigai mamy wszyscy. Niektórzy już je odnaleźli i są tego świadomi, inni zaś noszą je w swoim wnętrzu, być może przeczuwając, że istnieje, ale poszukując go nadal. A ty, czy odnalazłaś już swoje ikigai?
Heian
Czasem w naszej brudnej i krwawej historii rozkwitają gdzieś stulistne róże. Dla mnie taką stulistną różą jest Wenecja czasu maski i karnawału, Wenecja Casanovy. O Wenecji wiemy jednak trochę. Natomiast o innej takiej stulistnej róży nie wiemy prawie nic. Jest to okres Heian w Japonii – 300 lat wyrafinowanej kultury dworskiej, która zrodziła arcydzieła niemal w każdej dziedzinie sztuki. Heian częściej nazywa się okresem Fudziwara, od nazwiska arystokratycznego rodu, który całkowicie zdominował życie polityczne i kulturalne tamtego czasu. Książęta Fudziwara, skoligaceni z rodziną cesarską (żonami cesarzy były z reguły księżniczki z tego rodu) byli regentami de facto rządzącymi krajem. I niemal wszyscy byli mistrzami w sztuce intrygi, skutecznie eliminując to, co mogłoby zagrażać ich potędze. Pod patronatem tego rodu rozkwitła w stolicy (a wówczas było to Kioto) kultura, która nie miała sobie równych. Niektórzy widzą jej słabość w tym, że ograniczała się głównie do cesarskiego dworu i jego kręgów, ale to właśnie ta „dworska” i „ograniczona” kultura stworzyła podstawy tego, co dzisiaj nazywa się narodową sztuką japońską.
Literatura ( Gendzi monogatari Murasaki Sikibu czy Makura-no sosi, Notatnik osobisty, Sei Sionagon) i zabytki malarstwa tego okresu opowiadają o świecie całkowicie pogrążonym w zaczarowanym kręgu własnych spraw, świecie, który żył w nieustannej pogoni za coraz bardziej wysublimowanymi przyjemnościami, świecie, który pragnął rzeczywistość przekształcić w dzieło sztuki. Do wydarzeń wagi państwowej, wydarzeń notowanych przez kroniki tej epoki, należą między innymi takie fakty:
„Gwałtowny wiatr powalił dwa drzewa w parku południowym. Zamieniły się w bażanty”; „Czerwone wróble pojawiły się na dachu jednego z pałaców i siedziały tam przez dziesięć dni”.
Heian zdążało do urzeczywistnienia estetycznego ideału w każdej dziedzinie życia, życie miało przypominać piękny wiersz lub sen. I przypominało, symbolizm obejmował i przesycał wszystko – ceremioniał dworski, ułożenie kwiatów, grę słów, uśmiech, wiersz, kolory, ubior, sposób wyrażania się. Ważne było nie tyle to, co się mówi, ale jak się to mówi – nie tyle to, co potrafimy słowami wyrazić, ale może głównie to, co przy ich pomocy potrafimy ukryć. Nie same uczucia, lecz sposób ich wyrażania. Ten świat łączył prostotę i wyrafinowanie tak, jak nie udało się to być może nigdy i nigdzie indziej. Finezja, wyrobienie estetyczne, poczucie piękna, subtelność, przesycone buddyjską melancholią i łagodną świadomością przemijania. W tej epoce wrażliwość na piękno ceniono bardziej niż moralność, a człowiek, który nie potrafił pisać wierszy uznawany był za barbarzyńcę.
Epoka Heian, podobnie jak Wenecja Casanovy, odeszła w szczęku broni, w krwi, okrucieństwie i bezwzględności. Znakomitą tego ilustracją są trzy zwoje Heidzi monogatari. W jednym ze zwojów artysta odmalował rzeź dam dworu Gosirakawy – ich ciała, zrzucone na stos, leżące w bezwładnie skłębionych, podartych i splamionych krwią jedwabnych szatach przypominają pomordowane motyle. Czemu tak lubię Heian? Czy dlatego, że jest sabi?
Niebezpieczne dania
Blighia sapida, czyli tzw. ackee uprawiane są głównie na Jamajce i uważane są za narodowy owoc tej wyspy. Ackee to nazwa angielska zapożyczona z afrykańskiego języka twi. Dojrzałe owoce ackee mają kolor czerwony. Kształtem przypominają gruszkę, konsystencją awokado, a smakiem podobno orzech włoski. Ackee można zbierać tylko, gdy w pełni dojrzeją – niedojrzałe są bardzo trujące. Spożycie niedojrzałego ackee może wywoływać hipoglikemię i tzw. jamajską chorobę wymiotną, co jest śmiertelnie niebezpieczne. Dojrzałe owoce otwierają się samoistnie, ukazując trzy błyszczące czarne nasiona, otoczone białym lub żółtawym miąższem. Miąższ ackee jest podawany jako przysmak na śniadanie. Dojrzałe owoce ackee ze względu na zawartość wielu składników odżywczych, zwłaszcza kwasów tłuszczowych, kwasu stearynowego, witaminy A i białka, znajdują powszechne zastosowanie w kuchni jamajskiej. Popularna potrawa z ackee w roli głównej to ackee i saltfish, czyli owoce z dodatkiem suszonej ryby, pomidorów, cebuli i bammy (chleb jamajski). Mniej odważni mogą spróbować gotowe, zapuszkowane owoce ackee. Suszone nasiona i łupina owocu są też wykorzystywane do celów medycznych. Kraje w których jada się ackee to poza Jamajką także Kuba, Haiti, Dominikana i zachodnia Afryka. W niektórych krajach afrykańskich owoce te używane są do produkcji mydła.
Fugu to ryba, której charakterystyczną cechą jest to, że w momencie zagrożenia nadyma się jak piłka i wystawia dziesiątki kolców. W Japonii uchodzi za rarytas, choć jej jedzenie to przyjemność ekstremalna. Ryba zawiera w swoich wnętrznościach zabójczą dla człowieka substancje – tetrodotoksynę. Spożywanie jej najbardziej trujących organów czyli – wątroby i jajników – jest całkowicie zakazane. Tylko dobrze wykwalifikowany szef kuchni potrafi przyrządzić fugu tak, że pozostaje w niej jedynie minimalna ilość trucizny wywołująca jedynie uczucie kłucia i drętwienia języka. Zamówienie fugu jako przystawki to spory wydatek, ale im jest droższa, tym większa pewność, że dobrze przyrządzona. Fugu uśmierciła już wielu swoich koneserów, ale mimo to nadal kusi niepowtarzalnie delikatnym smakiem. Po zjedzeniu trującej części fugu następuje paraliż wszystkich mięśni, ale ofiara zatrucia jest w pełni świadoma tego, co się dzieje. W końcu umiera wskutek uduszenia. Naukowcy odkryli, że trujące właściwości ryby wynikają z jej diety w naturalnym środowisku, dlatego fugu hodowlana nie jest już trująca i można jeść wszystkie jej części.
Lobelius eucaryota, nazywany kariotem, to mały, niemal okrągły, zielony grzybek. Wygląda uroczo, niemal radośnie, mała, intensywnie zielona kulka. Gdy występują w grupie, choć niezmiernie rzadko, przypominają rozsypane okrągłe szmaragdy. Wbrew mitom i potocznym przekonaniom, że trujące grzyby są niesmaczne, gorzkie i mają nieprzyjemny zapach, kariot – podobnie jak muchomor sromotnikowy – ma bardzo łagodny smak i zapach, nie ciemnieje po ucisku, a ślimaki i owady jedzą go bez jakiejkolwiek dla siebie szkody. Występuje w Górach Pontyjskich i górach Taurusu, niekiedy też w regionach, gdzie oba te łańcuchy górskie zbiegają się i przechodzą w Wyżynę Armeńską. Ten mały, twardy jak kasztan grzybek, zawiera cały rejestr silnych trucizn (amatoksyny, fallotoksyny, muskaryna, muscymol, kwas ibotenowy, by wymienić tylko kilka). Jego jedyną jadalną częścią jest obły korzonek, a dokładniej ta jego część, która znajdowała się w ziemi. Karmelizowany w miodzie, z dodatkiem przypraw, jest podobno przysmakiem za którym wzdychają smakosze z całego świata. Za sto gram tego rarytasu płaci się astronomiczne ceny, a mimo tego chętnych nie brakuje. Jednak prawdziwa cena za spożycie tego „niebiańskiego” grzybka może być znacznie wyższa. Może nią być natychmiastowa śmierć – wystarczy, że korzonek zostanie przycięty o setne milimetra za wysoko. Nie ma żadnych odtrutek, kariot jest naładowany truciznami niczym bomba kasetowa, zgon następuje w ciągu kilku sekund.
Dzięki popularności sushi i sashimi, nikt już nie uważa jedzenia surowych owoców morza za wyzwanie. Jednak koreańskie danie sannakij różni się nieco do sushi, gdyż w tym przypadku owoce morza nie są wcale martwe. Małe, żywe ośmiornice w języku koreańskim nazywane nakji, są krojone i polewane olejem sezamowym. Kiedy potrawa ląduje na talerzu, macki nadal się wiją i za pomocą wciąż aktywnych przyssawek danie delikatnie migruje po talerzu. Można sobie wyobrazić, co się dzieje w buzi smakosza. Jeśli przyssawki przyczepią się do przełyku, mogą powodować uduszenie, dlatego sannakji trzeba zjeść szybko. Potrawa podawana jest wyłącznie na odpowiedzialność klienta. Wprawieni w jedzeniu sannakji Koreańczycy podkreślają, że uczucie, jakie powodują przesuwające się w przełyku macki, to ciekawe doświadczenie.
Żaba rycząca (nazywana też żabą byk) uchodzi za przysmak w Namibii. Mieszkańcy Namibii jedzą ją w całości, usuwając jedynie przewód pokarmowy. W innych krajach afrykańskich je się często tylko jej poszczególne części – na przykład udka. Skóra i organy wewnętrzne żaby zawierają trujące toksyny, które powodują niewydolność wątroby. Śmiertelne może być spożycie kilku takich żab. W restauracjach w Namibii nie spotyka się raczej potraw z tej żaby. Jedzą ją mieszkańcy w swoich domach. Żaba ta zamieszkuje m.in. tereny Angoli, Botswany, Kenii, Malawi, Mozambiku, Namibii, RPA , Tanzanii, Zambii, Zimbabwe. Jej waga może dochodzić aż do dwóch kilogramów.
Cassava, czyli bogaty w węglowodany maniok, jest podstawą żywienia w wielu krajach Afryki. Jego długie bulwy o brązowej, chropowatej skórce są suszone i przerabiane na mąkę lub granulki. Gotowany maniok może zastąpić ziemniaki, a mąka z manioku jest używana do zagęszczania potraw. Ma mnóstwo witamin, jest pożywny i smaczny. Niestety jest też trujący. Niektóre odmiany manioku zawierają duże ilości trującego cyjanku i w wypadku niewłaściwego przygotowania mogą wywołać zatrucie pokarmowe, a nawet doprowadzić do choroby zwanej w Afryce konzo albo mantakassa, powodującej paraliż. W jednym kilogramie świeżych korzeni manioku znajduje się (w zależności od jego odmiany) od 20 do 100 mg cyjanku. Śmiertelna dawka dla człowieka to 50 mg. Zarówno liście, jak i bulwy manioku nie mogą być więc spożywane na surowo i bez odpowiedniego przygotowania.
Hakarl to tradycyjna potrawa z rekina grenlandzkiego. Świeże mięso rekina ma toksyczne właściwości. Jest trujące ze względu na wysoką zawartość kwasu moczowego, dlatego mięso nadaje się do spożycia dopiero po procesie fermentacji. Rekin, zaraz po złapaniu, zakopywany jest pod ziemią na okres od 2 do 6 miesięcy. Islandczycy czekają, aż mięso się rozłoży, po czym wykopują je, kroją na kawałki i tak podają do jedzenia. Hakarl ma silny zapach amoniaku i bardzo intensywny smak. Pocięte kawałki rekina podaje się z islandzką wódką z ziemniaków o kminkowym aromacie. Można je kupić w islandzkich sklepach. Anthony Bourdain, znany z jedzenia najdziwniejszej żywności na świecie, twierdzi, że hakarl jest najbardziej obrzydliwą rzeczą, jaką kiedykolwiek jadł.
Meduzy z Echizen, największe spośród gatunków meduz żyjących u wschodnich wybrzeży Azji, są kolejnym japońskim przysmakiem mającym właściwości trujące. Gigantyczne meduzy, które ważą nawet 200 kilogramów, są sporym utrapieniem rybaków – rozrywają im sieci i wyjadają tuńczyki. Do tego rozmnażają się bardzo szybko i ciężko zapanować nad ich populacją. Japończycy wymyślili więc, że potężny jamochłon może stać się przysmakiem. Tak też się stało, mimo jego trujących właściwości. Oddzielenie parzydełek zawierających śmiertelnie groźny jad to prawdziwa kucharska sztuka, ale im większe ryzyko, tym większa przyjemność z jedzenia.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.