Cel

Całe ludzkie życie jest zdominowane przez cele. Jesteśmy zakładnikami celów. Nasz język odzwierciedla to aż nadto wyraźnie. Są w nim dziesiątki, jeżeli nie setki fraz, które odnoszą się tylko do tego: osiągamy cele, zdążamy do celu, przyświeca nam cel, trafiamy do celu, obieramy za cel, stawiamy sobie cele, docieramy do celu, mamy nawet cel życia, istnieją wzniosłe cele, a także cele, które uświęcają środki … Cel jest najważniejszy. Już od początku, od pierwszych chwil, gdy wkraczamy w życie pojawia się dyktatura celów – skończyć szkołę z najlepszymi wynikami, dostać się na studia, zdobyć interesującą, a przede wszystkim dobrze płatną pracę, założyć rodzinę, kupić nawet to, czego nie potrzebujemy, spłodzić dzieci, etc. Ale przejawia się to w każdej dziedzinie naszego życia, choćby w zwykłej podróży dokądkolwiek – bez względu na to, jak interesujące miejsca pojawiają się nagle na naszej trasie, pędzimy do celu. Nie zatrzymamy się na dłużej, by podziwiać lub zapoznać się z czymś napotkanym, nie poświęcimy temu tyle czasu, na ile być może zasługuje, przystajemy co wyżej na moment i znów jesteśmy w drodze – do celu. Nieoczekiwane spotkania z ludźmi, krajobrazy, zdarzenia, jakaś uliczka w jakimś mieście, która zaprasza, by odbyć nią spacer, czyjś uśmiech, który mógłby przerodzić się w przyjaźń, jakiś dom, który pragnie nam opowiedzieć fascynującą historię, jakiś wieczór w nieznanym miejscu, który być może mógłby stać się najpiękniejszym wieczorem naszego życia, ale nie … jesteśmy w drodze, cały czas w drodze, zawsze zdążamy do celu. Liczy się jedynie cel, tylko cel mamy przed oczyma, ale właśnie to sprawia, że nie żyjemy w tu i teraz, a więc właściwie nie żyjemy wcale. Prawdziwa rzeczywistość nie ma ani początku ani końca – starzy mistrzowie zen mieli rację.

Dowcip

Dowcip jest ostatnią rzeczą, której uczymy się w obcym języku. To świadectwo kunsztu, najwyższego wtajemniczenia w język i zdarza się niezmiernie rzadko. Większość ludzi, nawet jeżeli posługują się obcym językiem nad wyraz sprawnie, nigdy do tego poziomu nie dochodzi. Dowcip jest papierkiem lakmusowym każdego języka.

Składnia

L. Durrell: Kiedy Japończyk pisze „wiśnia”, „księżyc”, „trawa”, ideogram ten ma mistyczne i metafizyczne brzmienie, nasuwające całkiem inne skojarzenia od tych, które tworzymy w naszym języku. My musimy zawsze dodawać do znaczenia obraz, oziębiając „gorący” rzeczownik „zimnym” przymiotnikiem („matematyczna wiśnia” zamiast „słodka wiśnia”). Albo połączenie cierpkiego, abstrakcyjnego słowa „zbroja” z ciepłym i pełnym słodyczy przymiotnikiem „melodyjny” … Chiński ideogram „kryje w sobie” czasownik. Nasza składnia narzuca podmiot, orzeczenie, dopełnienie, by dopiero w ten sposób stworzyć zbiór dźwięków wyrażających emocje.

To, co nie istnieje

Najpiękniejszą i najbardziej twórczą cechą naszego języka nie jest jego zdolność do przekazywania informacji o rzeczach, które istnieją, które są realne, których możemy dotknąć lub zobaczyć. To potrafią także osy szmaragdowe i szympansy. Tą cechą języka, która najdobitniej przyczyniła się do naszego rozwoju jest jego zdolność do dzielenia się informacją o rzeczach, które w ogóle nie istnieją. Tylko my, ludzie, potrafimy opowiadać historie, zmyślać je, fantazjować, tworzyć legendy, mity, snuć marzenia, produkować fikcje, wierzyć w te fikcje i kolportować je. Tylko człowiek potrafi prowadzić dialog o możliwościach hipotetycznych, o rzeczach, które mogą się wydarzyć i o takich, które nie wydarzą się nigdy, ale w które wierzymy. Tylko my zdolni jesteśmy do tego, by wierzyć w zjawiska, które nie mogą się urealnić, które muszą pozostać czystą spekulacją lub tylko marzeniem. Szympansa nie przekonamy, że za dobre sprawowanie albo przestrzeganie pewnych reguł pójdzie do nieba i będzie tam miał zawsze pod dostatkiem bananów. My natomiast, ludzie, wierzymy, że za dobre uczynki zawsze będziemy mieli nasze ulubione banany. Człowiek uwierzy. Ta boska cecha naszego języka, to, że możemy oddawać się marzeniom, kłamstwom, fikcjom i ideom i że możemy czynić to również zbiorowo, wspólnie z innymi ludźmi, spowodowała, że – jak to zgrabnie ujmuje Harari w pracy „Sapiens – od zwierząt do bogów” – homo sapiens panują nad światem, podczas gdy mrówki jedzą resztki z naszych stołów, a szympansy siedzą zamknięte w ogrodach zoologicznych i laboratoriach. Nasza kondycja jako ludzi nie jest więc związana z tym, że potrafimy właściwie postrzegać to, co istnieje, lecz z tym, że potrafimy marzyć i dzielić się naszymi marzeniami, że potrafimy mówić i pisać także i o tym, co nie istnieje.

Poezja

N. Berberowa w autobiografii „Podkreślenia moje” wielokrotnie wspomina o poetach recytujących swoje wiersze i o wieczorach poezji, które gromadziły tłumy. Czytając to, czuję rodzaj zazdrości. Zamierzchłe, bezpowrotne czasy. Dzisiaj nikt już nie pisze takich wierszy, dzisiaj zamiast poezji mamy „teoretyczne zainteresowanie językiem”, dokładnie tak jak zamiast malarstwa „teoretyczne zainteresowanie barwą”. Zapewne właśnie z tego powodu czuję całkiem praktyczny brak zainteresowania i jednym i drugim.