Palimpsest Sparta

Zamykając książkę „Notatki z podróży do Grecji” Karoliny Lanckorońskiej pomyślałem, że nikt nie kocha Sparty. Ta wielka entuzjastka kultury klasycznej poświęca swoim odwiedzinom w Sparcie zaledwie kilkanaście, dość oschłych i obojętnych zdań, przypominając – jak wielu innych piszących o Sparcie – słowa Tukidydesa o tym, że gdyby Sparta kiedyś opustoszała, a zostałyby z niej tylko fundamenty budowli, po pewnym czasie nikt nie uwierzyłby w jej potęgę. Tukidydes lubił takie efektowne sformułowania, jego „Wojna peloponeska” jest ich pełna, ale w tym przypadku mylił się totalnie – ze Sparty nie pozostały nawet fundamenty, a mimo tego nikt dziś nie wątpi w jej dawną potęgę. Ale nie kocha się Sparty. Sparta uchodzi za wstydliwą historyczną przypadłość, którą należy przemilczać, jeżeli jest to możliwe, a kiedy już nie ma innego wyjścia wystarczy wygłosić któryś z obiegowych komunałów o czarnych owcach w historycznej rodzinie. Spartą straszy się dzieci. Nikt nie kocha Sparty. Nikt nie zachwyca się Spartą. Być może nic w tym dziwnego. Zawsze wzbudzała albo nienawiść albo podziw, a czasem i jedno i drugie równocześnie. Natomiast nigdy nic pośredniego, nie miała tej szczególnej ateńskiej fircykowatości, zdolnej zadawalać przeróżne upodobania i gusty, nigdy nie starała się przypodobać, nigdy nie wdzięczyła się do nikogo i nigdy o to nie dbała. Anegdota opisująca odpowiedź Spartan na list wysłany do nich przez Filipa II dobrze to ilustruje – miał w nim grozić Spartanom, że jeśli tylko wkroczy do Sparty, to wymaże ich miasto z powierzchni ziemi. Odpowiedzieli mu tylko jednym słowem – Jeśli. Sparta jest antytezą Aten.  

W historii zniesławiano ją wielokrotnie, oskarżano o bezduszność, totalitaryzm, wypominając jej „nieludzkie” prawa i wyzywającą pogardę dla życia i słabszych. Słowo „Sparta” kojarzy się źle, tak więc myśli się o niej, tak się ją widzi. Nikt nie odważa się mówić o Sparcie dobrze. Wakacyjni turyści, zamieszczający potem swoje sensacje na Youtubie, określają ją mianem małej, smutnej mieściny lub prowincjonalnej dziury, gdzie wieje nudą i absolutnie nie ma nic godnego do obejrzenia czy zwiedzania. Są to zresztą najłagodniejsze z epitetów jakimi bywa określana, i nie tylko przez tych, których wiedza o Sparcie ogranicza się do kilku stereotypów o spartańskim wychowaniu, prześladowaniu helotów i zrzucaniu ze skały kalekich dzieci, ale nawet i przez tych, którzy odwiedzają Spartę właśnie dla jej fascynującej i wielkiej przeszłości. Nie ma w Sparcie dumnych świątyń i wzniosłych akropoli, to prawda. Na niewielkim pagórku, wśród oliwnych drzew, pozostałości amfiteatru, młodego wiekiem, bo już z czasów rzymskich, walające się dookoła sczerniałe kikuty kolumn, ruiny czegoś, co miało być sanktuarium Ateny Chalkiojkos, resztki rzymskiej stoi, zaś przy skrzyżowaniu ulic Dihnekous i Thermopilon, na terenie małego skwerku, zwałowisko masywnych kamieni nazywanych dumnie „grobowcem Leonidasa”, poza miastem Menelajon oraz żałosne resztki sanktuarium Artemidy Orthia. W muzeum w Sparcie również nie ma żadnych wartościowych okazów – Ateny przywłaszczyły wszystko, co cenniejsze. Niewiele można zobaczyć w tym niskim mieście położonym na żyznej i rozległej dolinie, ufnie przytulonej do gór. Sparta nie wzbudza dzisiaj ani podziwu ani lęku.

Kocham Spartę. Pokochałem ją od pierwszej chwili, od momentu, gdy przed laty, pewnego letniego popołudnia dotarliśmy tam, zatrzymując się przy ulicy Likurga, gdy wysiadłem z samochodu i stojąc na chodniku przed hotelem Lakonia ujrzałem masyw Tajgetu, tak bardzo nierzeczywisty, że wydawał się być, spowitą w lekkiej, sinawej mgiełce, gigantyczną teatralną dekoracją, wyczarowaną przez talent Carla E. Ahrendtsa lub którąś z romantycznych akwareli Bogusza Z. Stęczyńskiego. Wtedy, w tamtej chwili zrozumiałem, że Sparta wciąż istnieje, że jej genius loci, jej tożsamość, sens, który to miejsce gromadziło przez tysiąclecia, wciąż unosi się w tym powietrzu, wpadając w nasze oczy, wypełniając nasze nozdrza i przy odrobinie woli z naszej strony łatwo możemy ujrzeć zamyślonego Leonidasa zdążającego na ostatnie spotkanie z Gorgo, swoją mądrą i piękną żoną, i że nie będzie to kłamstwo. Krajobraz jest świadomym bytem, który my kształtujemy, który wypełniają nasze emocje i żadne miejsce, naznaczone naszą obecnością i naszymi uczuciami, nigdy nie pozostaje neutralne. Genius loci może nosić różne przebrania, czas zmienia mu maski i narzuca mody, ale nic nie zmieni sensu, który przez wieki zgromadził się w danym miejscu. Sparta to palimpsest, który pod dzisiejszym, bezbarwnym i nijakim obrazem, przechowuje wszystko to, czym była u swoich początków, w okresie swojej potęgi, i w chwili swojej śmierci.

Włosy Leonidasa

Filmowa adaptacja komiksu Franka Millera 300. Gerard Butler grający rolę Leonidasa ma krótkie włosy. Większość jego wojowników również. Rzeczywistość wyglądała inaczej. Według Ksenofonta wszyscy Spartanie nosili długie włosy. Zwyczaj ten wprowadził Likurg. Mawiał on podobno, że mężczyzn pięknych czynią jeszcze piękniejszymi, a brzydkich – groźniejszymi. Wspomina o tym również Herodot, a Arystoteles pisał: Piękną rzeczą jest noszenie długich włosów u Lacedemończyków, ponieważ są symbolem człowieka wolnego; niełatwo byłoby istotnie wykonywać niewolniczą pracę, nosząc długie włosy. Charillos, bratanek Likurga, na pytanie, dlaczego Spartanie noszą długie włosy, powiedział, że jest to najmniej kosztowna ze wszystkich ozdób.

300

Zawodowy, znakomicie wyszkolony żołnierz spartański epoki klasycznej zapewne rzadziej uczestniczył w bitwach niż jego mniej wytrenowany kolega z innej polis. Być może jest to jeszcze jeden, pośredni argument, przemawiający za tym, że decyzja wysłania elitarnych oddziałów aż do Termopil była rzeczą absolutnie wyjątkową, potwierdzającą wersję Herodota, że została spowodowana wyrocznią, która mówiła, że albo zginie król albo Sparta. Stawia to wyprawę Leonidasa i jego 300 wojowników w zupełnie innym świetle. Mogła to być od początku misja samobójcza, o czym i Leonidas i jego towarzysze doskonale wiedzieli. To wyjaśniałoby także, dlaczego Arystodem i Pantites, którzy przeżyli Termopile, zostali potraktowani przez swoich rodaków z taką bezwzględnością. Aby Sparta przeżyła, mieli zginąć wszyscy. Arystodem odkupił swoją winę męstwem okazanym pod Platejami, Pantites, nie mogąc znieść życia w hańbie, powiesił się. Zginęli wszyscy, którzy mieli zginąć.

Odysjada 8

O żonie Leonidasa, Gorgo, historia milczy po jego śmierci. Wiemy, że miała jakieś życie, ale nic o tym życiu nie wiemy. Nie wiemy, czy ponownie wyszła za mąż czy urodziła jeszcze dzieci, jak długo żyła. Żadnych historycznych przekazów, żadnych legend, nawet żadnych plotek. I być może tak jest lepiej. Gorgo jest rzeczywistą postacią, ale to o dalszych losach mitycznej Penelopy, jej losach po śmierci Odysa, wiemy znacznie więcej. Jedno z podań jest szczególnie interesujące, choć zwykle nie wspomina się o nim wcale, a jeżeli już, to raczej niechętnie i nie bez pewnej dozy zażenowania. Głosi ono, że Penelopa została żoną Telegonosa, czyli syna Odysa i Kirke, zamieszkując wraz z nim i Kirke, którą z kolei poślubił jej syn Telemach. Ona, kobieta co najmniej pięćdziesięcioletnia, poślubi więc młodego człowieka, młodszego nawet niż jej własny syn. Pikantne w tej informacji jest to, że jej przyszły mąż jest synem Odysa z inną kobietą i jego zabójcą. Jokasta, poślubiając Edypa, przynajmniej nie wiedziała, że poślubia swego syna. Penelopa wie, że zostaje żoną zabójcy jej męża. Ktoś powiedział, że tym aktem Penelopa unicestwia zarówno samą siebie, jak i kruchą wiarygodność siebie jako symbolu. Czyżby? Czy Penelopa kiedykolwiek dzieliła jakąś wspólnotę losu z Odysem? Odys opuścił ich wspólne życie przed dwudziestu laty. Penelopa zna opowieści o nim, docierają wszędzie, nawet na jej małą i prowincjonalną Itakę, zapewne nie raz słyszała jak szepcze się o za jej plecami, by jej nie urazić, o jego romansach z boginkami, kobietami niezwykłej urody. Słyszała pieśni o tym, roznoszą je wędrowni śpiewacy, a jej własne służebne opowiadają je sobie z wypiekami na twarzy. Penelopa jest mądrą kobietą, wybornie zna świat w którym żyje, panuje nad nim niepodzielnie i sprawnie, nic nie uchodzi jej uwagi i nic nie dzieje się bez jej wiedzy i zgody. Zna też granice tego świata i swoje własne granice jako kobiety w tym dość ponurym, homeryckim świecie. Żyje otoczona frajerami, ale nie jest ani bezradna ani naiwna. Zalotnicy? Spróbuj przez całe trzy lata panować nad setką rozsadzanych przez hormony i próżność, napakowanych mięśniaków, przekonanych o tym, że świat należy do nich. A jednak na jej dworze nie zdarzają się żadne poważne incydenty czy – tym bardziej – tragedie, jak to ma miejsce z powodu Heleny, Klitajmestry czy Medei. Nie, Penelopa nie dzieli losu Odysa. I nie będzie go dzielić, gdy Odys powraca po dwudziestu latach, jeszcze bardziej obcy, jeszcze bardziej odległy, bezwzględny i bezgranicznie zakochany w swojej legendzie. To nie Odysowi Penelopa jest wierna. Penelopa nie żyje dla Odysa. Większość jej zachowań dyktowana jest troską o jej jedynego syna i to on, a nie Odyseusz jest jej głównym zmartwieniem. Jeżeli Penelopa czeka na powrót Odyseusza to głównie dlatego, że jego przybycie może usunąć wszelkie zagrożenia ze strony zalotników i umożliwić Telemachowi spokojne dorastanie oraz przejęcie władzy nad Itaką. I to może zaakceptować, na to może się zgodzić i tak się staje. To Telemach jest jej miłością. To jemu jest wierna. Jego broni, jego osłania i chroni. I z nim pozostanie do końca. Penelopa nie jest symbolem wiernej żony – Penelopa jest wierną matką.  

Termopile

Marcin Pietrzak „Grecja po mojemu” : „W pobliżu znajdował się legendarny przesmyk Termopile, którego nazwa ciągle elektryzuje turystów. Historia bohaterskiej walki 300 Spartan i ich 800 kolegów z Persami działa na wyobraźnię. Jest symbolem odwagi i natchnieniem poetów, a wezwanie napisane do przechodnia na domniemanym kurhanie niezmiennie wzrusza („przechodniu, powiedz Sparcie, żeśmy polegli wierni jej prawom”). I mnie czasem ściska w gardle, gdy o tym opowiadam i widzę emocje na twarzach ludzi. No a potem przychodzi wielkie rozczarowanie … Po autobusie krąży jedno pytanie: „gdzie jest wąwóz?”. Dziś go nie ma, można za to podziwiać okazały pomnik Leonidasa. Wąwóz był kiedyś wąskim przesmykiem między morzem a górą Kalidromo. W ciągu 2,5 tysiąca lat brzeg przesunął się o 7 kilometrów na wschód”.

„W ciągu 2,5 tysiąca lat brzeg przesunął się o 7 kilometrów na wschód”… Zmienia się świat, przesuwają się kontynenty, dawne miasta zapadają się coraz głębiej w ziemię, przesuwają się wąwozy, zmienia się linia brzegowa mórz i wciąż zmienia się nasze otoczenie, tylko nie nasze rozkoszne i naiwne przekonania. W naszych przekonaniach wszystko trwa w tej samej formie, stałe i niezmienne – piramidy i wartości, pogoda, uczucia, klimat, gwiazdy i rośliny, lodowce i dżungla nad Amazonką.  Chcemy wierzyć, że wszystko jest tak, jak było na początku, jak było wczoraj i wieki temu, i z chorobliwym niepokojem reagujemy na każdą zmianę, na każde, choćby najdrobniejsze odstępstwo. Boimy się zmian i każda zmiana, nawet gdy jest to zmiana na lepsze, wydaje się nam być katastrofą. Najchętniej chcielibyśmy – wzorem totalitarnych systemów, przerażonych swoim niepewnym i kruchym trwaniem – unieruchmić zarówno czas, jak i przestrzeń. Jesteśmy wiernymi strażnikami entropii, jesteśmy nimi wbrew rozsądkowi, wbrew temu, co oglądamy każdego dnia w lustrze i dookoła siebie. „W ciągu 2,5 tysiąca lat brzeg przesunął się o 7 kilometrów na wschód”… Nie ma już tamtych Termopil, nie ma już miejsca, gdzie przebity perskim mieczem padł Leonidas – czas przesuwa brzegi każdego morza.