Wolter

Myśl z cyklu „zasługi intelektualistów dla ludzkości”. Jeszcze jeden liberał, wielki piewca wolności, rzecznik Prawdy, nigdy nie godzący się na nieprawość, niesprawiedliwość oraz krzywdę „na które wzdrygała się jego dusza i jego nerwy nowożytnego człowieka”, pisarz, obrońca uciskanych, sumienie oświeconych, encyklopedysta, filozof czyli Wolter, spłodził paszkwil „Pisma przeciw Polakom”, napisany na zlecenie i za pieniądze rosyjskiej carycy Katarzyny. Utrzymuje w nim między innymi, że imperatorka Rosji nie tylko wprowadziła powszechną tolerancję w swoich rozległych krainach, lecz teraz posyła swoją armię do Polski, pierwszą tego rodzaju odkąd istnieje Ziemia. Armię pokoju, która służy jedynie obronie praw obywateli i nastraszeniu jej przeciwników. List do niej jest równie obficie zaprawiony wazeliną: „Pani hojna troska o ustanowienie wolności sumienia w Polsce jest błogosławieństwem, którego nie można nie uczcić. W imieniu całej ludzkości odważę się zabrać w tej sprawie głos. Ten „król filozofów” podlizywał się zresztą nie tylko carycy. W nadziei otrzymania jakiejś jałmużny równie ochoczo komplementował także Fryderyka II: „Mówią, Sire, że to Pan poddał pomysł rozbioru Polski – i ja tak sądzę, ponieważ znać w tym geniusz”. Intelektualiści rzeczywiście mają spore zasługi dla ludzkości.

Diderot

Denis Diderot, „dzielny” francuski encyklopedysta i liberał w liście do księżnej Daszkow o carycy Katarzynie: Miałem honor przebywania z Jej Cesarską Mością tak często, jak mogłem sobie tego życzyć, częściej być może, niż śmiałbym się tego spodziewać. Znalazłem ją taką, jak mi ją, Pani, w Paryżu odmalowałaś; dusza Brutusa i powab Kleopatry. Chociaż na tronie jest majestatyczna, jej wdzięk, jako kobiety mógłby zawrócić w głowie tysiącom ludzi. Nikt lepiej niż ona nie umie sprawić, by wszyscy czuli się swobodnie.

Dokładnie tak jak Cendrars trafnie zauważył w „Wieży Eiffla”, że pocieszny ciołek, który tylko kombinował, skąd by wytrzasnąć obfitą rentę albo zapewnić sobie stałe miejsce przy stole i w łóżku, w dupie mając rodzaj ludzki. 

Przewagi języka angielskiego

Ciepły i słoneczny, choć bardzo wietrzny dzień. Wracając z Kallis, nadmorskiej sauny, zatrzymuję się w kawiarni muzycznej na Małym Rynku. Do stolika obok przysiada się dwóch mężczyzn w średnim wieku. Jeden z nich, chudy, wysoki i wężowaty, ubrany z zamierzoną niedbałością uniwersyteckich liberałów, sztruksowe spodnie i rozciągnięty, szarozielony sweter, szalik artystycznie splątany na szyi oraz długie, siwe włosy zebrane z tyłu głowy w myszowaty warkocz, głośno i z zapałem próbuje dowieść przewag języka angielskiego nad językami słowiańskimi. To przykuwa moją uwagę. Twierdzi, że język angielski posiada większe możliwości ujawniania się stylu autora niż może to mieć miejsce w językach słowiańskich. Jego wywód jest jednak bełkotliwy i arbitralny, poparty bardziej ekspresyjną gestykulacją niż rzeczowymi argumentami.

Myli się. Słowiański język polski, a zapewne i inne języki z tej grupy, stwarzają w tym względzie znacznie większe możliwości. Angielski, podobnie jak szwedzki, jest językiem pozycyjnym, co oznacza, że istotna jest w nim kolejność wyrazów w zdaniu. Taki język musi z konieczności ograniczać indywidualny styl wypowiedzi bardziej niż języki słowiańskie, w których o roli słowa czy wyrazu w zdaniu decyduje głównie fleksja, a fleksja dopuszcza znacznie większą swobodę organizacji kolejności wyrazów w zdaniu przy niezmienionym jego znaczeniu.