Nie lubię sympatii. Nie cierpię, gdy ktoś śpieszy mi donieść, że darzy mnie sympatią i sam również nigdy nikogo nie obraziłem tym określeniem. Nie lubię nawet słowa sympatia. Jest niewystarczające, polubowne, kordialne i śmierdzi pobłażliwością. Okazywanie komuś sympatii kojarzy mi się z dawaniem jałmużny i, na poziomie leksykalnym, jest to słuszne skojarzenie. Wyraz „jałmużna” pochodzi z czeskiego almużna, to z kolei od niemieckiego Almosen, które wywodzi się od późnołacińskiego słowa alimosina, jałmużna. Ten wyraz jest zniekształceniem wcześniejszego eleemosyna, który to wyraz pochodzi pierwotnie od greckiego ἐλεημοσύνη (eleemosyne) czyli litość. Pierwotne, greckie znaczenie jest najbliższe prawdy: nie dość, żeby kochać i za mało, by nienawidzić. Litość.
Tag: litość
Zawodowe płaczki
Cały ten współczesny koszmar spektaklu litości. Litości dla psów, litości dla chomików, kotów, uchodźców, komarów, przestępców, żebraków, litości dla zwykłych idiotów oraz idiotek, przypomina mi rozdzierające – i nie mogę pozbyć się wrażenia, że fałszywe i sztuczne – lamenty i jęki na pogrzebach ludzi doskonale nam obcych. Społeczeństwa zachodnie przeistoczyły się obecnie w coś w rodzaju zawodowych płaczek. Płaczemy na wszystkich pogrzebach. Nawet na pogrzebach naszych wrogów.
Już Seneka przestrzegał przed litością. Uważał, że litość jest wadą człowieka słabego, człowieka, który załamuje się na widok cudzych nieszczęść i dlatego właśnie jest ona najbardziej rozpowszechniona „wśród ludzi najlichszych”.
Linda i litość
Odnotowałem przed wielu laty, że Linda McCartney (była żona ckliwego piosenkarza) na jakiejś przedświątecznej aukcji indyków w Hanley-in-Arden, zapłaciła trzy tysiące funtów za indyka czempiona, aby tylko uratować go od zaszczytnej śmierci na świątecznym stole. Linda, przepełniona litością dla losu zwierząt, domagała się ”etycznego” traktowania indyków. Zachowałem tę informację w moich notatkach, choć nie bardzo rozumiałem dlaczego to czynię. Brukowce zawsze roiły się od takich sensacji, a obecnie już nie tylko brukowce. Nic nowego, nic szczególnego, nic czemu warto byłoby poświęcić choćby jedną myśl; jeszcze jeden sposób na zaistnienie w tandetnych, ilustrowanych magazynach, przeznaczonych dla ogłupiałych niedźwiadków.
Dzisiaj cieszę się, że przechowałem tę trywialną notatkę. Nie dlatego jednak, że jeśli ktoś w naszych czasach potrzebuje ”etycznego traktowania”, to z całą pewnością nie są to indyki – dziś rozumiem, że gest Lindy jest interesujący z innego powodu. Obrazuje on kolejną fazę konfliktu między rozumem a litością podpowiadając, że w naszych czasach zdecydowaną przewagę ma litość. Rozum uznaje istnienie osobnego i niepowtarzalnego świata człowieka. Litość zaprzecza temu, nakazując dostrzegać bliźniego w każdej cierpiącej istocie. Rozum podpowiada, że człowiek ma prawo do oddzielenia swojego świata od świata zwierząt. Litość zaciera tę granicę i sprawia, że człowiek gotów jest identyfikować się z każdym skamlącym psem, laboratoryjnym królikiem czy tucznikiem przeznaczonym na rzeź. ”Litość nadaje twarz nawet stworzeniom pozbawionym języka i rozumu”, jak ktoś to trafnie określił.
Obawiam się, że skłonność do tak daleko posuniętej empatii nie jest przejawem witalności. Sądzę raczej, że jest to postawa defensywna, wynikająca z niemocy i lęku. Taki człowiek nie czuje się już drapieżnikiem, lecz żerem. Nie jest to więc, jak niektórzy chcieliby to widzieć, prawdziwy powrót człowieka do natury ( która nawiasem mówiąc jest okrutna i nie zna litości ), lecz lękliwe rozszerzenie wspólnoty śmiertelnych na inne stworzenia niż członkowie rodzaju ludzkiego. Nie ma w tym podziwu dla widowiska jakim jest życie. Jest natomiast jakieś wzmożone poczucie groźby śmierci.
Litość ta jest jednak podwójnie głupia: po pierwsze dlatego, że z powodu ”biednych” zwierząt zapomina o potrzebach ludzi i po drugie dlatego, że nie wie, jak przejść od obrazu pospolitej nędzy, którą ma przed sobą, do wizji bardziej uniwersalnych. Obrońcy zwierząt są dowodem tego, że współczesny człowiek pogubił się w swoim odczuciu człowieczeństwa. Rozum żąda, by zapanować nad sobą i nakazuje to również sprawiedliwość, sprawiedliwość wyższa od litości, która schwytana w pułapkę, jaką jest jakiś ”straszny los” laboratoryjnego króliczka czy przypadkowa zapłakana twarz, nie jest w stanie postrzegać zagrożeń całej naszej wspólnoty.
Ciekawe jest też i to, że wraz z postępami równouprawnienia zatracają się konieczne identyfikacje, zarówne te, które dotyczą tożsamości kultury z nią samą, jak i te, które dotyczą jednostki z jej pozycją i rolą społeczną, jakie ta kultura chce na nią nałożyć. Ta identyfikacja staje się dziś swobodna, odbywa się jakby ponad człowiekiem, obejmując wszystko, co żyje. Człowiek przestaje być spójny, serce zastępuje mu głowę, zaczyna jednakową miarą mierzyć obcych, wrogów i zwierzęta.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.