Pożegnanie z mięsem

Naukowcy z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem obliczyli, że produkcja żywności to 1/3 globalnych emisji i drugi najbardziej emisyjny sektor po paliwach. Wzywają więc do rezygnacji ze spożywania mięsa. Aby tym skuteczniej zachęcić nas do tego kroku, proponują obłożenie mięsa i produktów mięsnych bardzo wysokimi podatkami, najlepiej tak wysokimi, by na zakup mięsa stać było jedynie milionerów. Najbardziej spodobał mi się rezultat ich statystycznych obliczeń z którego wynika, że zjedzenie 100g wołowiny generuje tyle CO2, złowieszczego dwutlenku węgla, którym straszy się dzieci i ciocie, co przejechanie 80 km samochodem. Przyznaję, dokładność z wszech miar godna podziwu, chociaż podejrzewam, że osiągnięto to starą i wypróbowaną metodą, która głosi, że wystarczy jakieś dane torturować dostatecznie długo, by wyśpiewały nam wszystko, co chcemy usłyszeć. Dzielni chłopcy z tego germańskiego Instytutu Badań nad Klimatem udowodnili w każdym bądź razie, że technika ta nie jest im obca. We końcowym wniosku żądają, by 90% ludności świata, najpóźniej do roku 2050, pożegnała się z mięsem, a zwłaszcza tą straszliwą, diabelską i przestępczą wołowiną, która zatruwa i niszczy nasz glob bardziej niż wszystkie bomby Putina. Ciekawe zresztą dla kogo przewidzieli te pozostałe 10% i kto według nich nawet po roku 2050 będzie mógł rozkoszować się boską delikatnością Filet Mignon.

Nasze dni są policzone: przez statystyków – jak mawiał Stanisław Jerzy Lec. Cieszmy się więc mięsem zanim zostaniemy zmuszeni do przejścia na paszę.

Weganie i inni

Nie zawieram już znajomości, a tym bardziej przyjaźni z ludźmi, którzy nie jedzą mięsa. Wcale nie z racji ich przekonań czy upodobań, lecz dlatego, że są źle wychowani. Gdy ja przewiduję, że wśród moich gości na obiedzie będą weganie czy wegeterianie, zawsze przygotowuję dania pod kątem ich upodobań kulinarnych. Tymczasem nie zdarzyło się nigdy, abym na obiedzie u wegetarian czy weganów, został poczęstowany daniem mięsnym, przygotowanym z myślą o mnie i moich preferencjach. Oni jedzą jedynie rośliny, a więc i ja mam jeść rośliny – szczerze mówiąc jest to nawet więcej niż brak wychowania. To po prostu chamstwo. Należy unikać przystawania z chamami.   

Głupi jak polska pisarka

W Olsztynie rozpoczął się w tych dniach Campus Polska Przyszłości. Pierwszy gość tej imprezy, polska pisarka i znana patoweganka, Olga Tokarczuk natychmiast popisała się błyskotliwym spostrzeżeniem w jej stylu: „W Indiach mieszka 800 mln ludzi, którzy nie jedzą mięsa i właśnie wylądowali na Księżycu, więc widać, że można żyć bez mięsa”.

Zdumiewające, że nikt dotąd nie poinformował p. Tokarczuk, że Chińczyków jest prawie półtora miliarda i oni również wylądowali na Księżycu i, co zabawniejsze, Chińczycy jedzą mięso, każde mięso, więc – posługując się logiką naszej noblistki – widać aż nadto wyraźnie, że jednak nie można żyć bez mięsa. Istnieje mocno krzywdzące tenorów powiedzenie „głupi jak tenor”, ale sądzę, że zdecydowanie słuszniej byłoby zastąpić je powiedzeniem: „głupi jak polska pisarka”.

Wegeterianizm

Wczoraj w saunie. Jakiś szwedzki osioł-entuzjasta wychwalający Hindusów jako wegetarian. Mówi z emfazą, szczególnie podkreślając te słowa, które mają nam podpowiadać, że jest to jego osobiste doświadczenie, że był tam w jakiejś ważnej misji, a przez to należy rozumieć, że i on jest ważną osobą. Ogólna aprobata. Nie wytrzymałem wtrącając, że większość Hindusów to wegetarianie tylko i wyłącznie z powodu nędzy, niestety. Tych ludzi po prostu nie stać na kupno mięsa, wyjaśniłem powołując się na autorytet Martina Caparrósa i jego znakomitą pracę „Głód”. Cisza, żadnej aprobaty, sauna opustoszała, jakby zaatakował ją morowy oddech covida.

W poprzednich stuleciach ludzie zmuszeni byli zadać sobie sporo trudu, by dotrzeć do rzetelnej informacji. Dzisiaj, gdy informacja dosłownie leży na ulicy, gdy dostęp do niej jest łatwy i powszechny, zadajemy sobie niewiarygodnie dużo trudu, by nie dowiedzieć się niczego, nawet przypadkiem.