Tsunami w Aleksandrii

Ammianus Marcellinus opisuje tsunami, które spustoszyło Aleksandrię. Według niego miało to miejsce 21 lipca 365 roku, podczas pierwszego konsulatu Walentyniana I i Walensa. Morze najpierw cofnęło się, aby następnie olbrzymią i wysoką falą zalać ląd. Doprowadziło to do zniszczenia wielu budowli w mieście, śmierć poniosło tysiące ludzi. Po opadnięciu wezbranej wody ulice Aleksandrii przedstawiały przerażający widok: stosy ciał utopionych ludzi, zniszczone statki, niektóre osiadłe nawet na dachach budowli. Wiele z nich znajdowano nawet w głębi lądu, w odległości 2 mil od brzegu.

Podobny opis daje też Sozomenos, choć on datuje to wydarzenie na okres panowania Juliana Apostaty. Także i w jego relacji morze najpierw cofnęło się, a następnie gwałtownie wezbrało, zmieniając swoje granice i wdzierając się głęboko w głąb lądu. Wspomina również o statkach, które morze „zacumowało” na dachach nawet wysokich domów. Opis z całą pewnością dotyczy tego samego wydarzenia, choć Sozomenos – dla efektu retorycznego, a może głównie apologetycznego – przeniósł je na okres panowania cesarza Juliana, znienawidzonego przez chrześcijan. Niektórzy badacze uważają, że w czasie tego kataklizmu musiało też dojść do zniszczenia grobowca Aleksandra Wielkiego. W żadnym z tych opisów nie ma natomiast najmniejszej wzmianki o zniszczeniach w Bibliotece Aleksandryjskiej, choć – uwzględniając jej położenie – wydaje się to bardziej niż prawdopodobne. Nie ulega wątpliwości wszakże, że Bibliotekę nadgryzały nie tylko liczne wojny i zamieszki religijne, ale również żywioły naturalne i że one także mają spory udział w jej ostatecznym upadku.

Odysjada 5

To mnie zawsze zdumiewało: nie ma w Odysei sceny pożegnania Odyseusza z Kalipso. Co za sceneria – morze, niespokojne i ciemne jak wino, wyspa na końcu świata, rozstanie na zawsze, nawet Eurypides nie oparłby się takiej okazji, nie wspominając o hollywoodzkich reżyserach. Ale stary Homer milczy. Odys rozpina żagle, siada przy sterze, odbija od wyspy, biegle przez ciemne odmęty łódź kierował. Kalipso nie ma na brzegu morza, brzeg jest pusty, żadnych sentymentów, żadnych łez, żadnej czułości. Homer milczy o pożegnaniu. U Homera nie ma melodramatycznych czy operetkowych scen. To nie jego genre. Nie ta epoka. Homerycka rzeczywistość jest drapieżna i ostra jak stal. Nie ma czegoś takiego, co moglibyśmy nazwać moralnością homerycką. Moralnością tamtej epoki jest skuteczność. Oceny, etyczna i prakseologiczna, spotykały się wówczas jedynie przez przypadek, rzadko, tak rzadko, że nawet nie warto o tym wspominać. Kalipso nie żegna więc odpływającego Odysa, nie stoi na brzegu, z bezgranicznym smutkiem w jej pięknych oczach, i dwojgiem dzieci, synów Odysa, uczepionych jej sukni. Kalipso nie jest antytezą jego losu. Antytezą jest Penelopa. Kalipso oferuje Odysowi tylko i wyłącznie nieśmiertelność, ale nieśmiertelność dla nas, śmiertelnych, jest darem żałośnie skąpym i ubogim. Nieśmiertelność nie zawiera żadnego wyzwania. Penelopa jest wyzwaniem, droga do Penelopy jest wyzwaniem. Wyzwaniem jest życie, wyzwaniem jest śmierć. Kalipso nie wie o tym. Jest nieśmiertelna, a więc naiwna.

Seks ośmiornic

Seks ośmiornic odbywa się bez zalotów. Przypomina dostawę towaru. Gdy samiec napotka partnerkę, stara się uplasować na niej lub obok, wyciąga swoje trzecie ramię, niczym rodzaj wysięgnika, a następnie przykleja partnerce pakiety nasienia. Po tym dystrybutorskim seansie, zwykle jedno czy dwugodzinnym, każdy z partnerów odpływa w swoją stronę. Samiec szuka innych kandydatek do zapładnia, a samica wypatruje samców, którzy dostarczą jej kolejne pakiety. Plemniki zdolne są zapłodnić od stu tysięcy do pół miliona jaj. Małe ośmiorniczki są początkowo wielkości pchły. Część z nich staje się pokarmem dla innych drapieżników, a te, którym udaje się przeżyć, rozpoczynają mokre, bezmyślne, samotne życie w głębinach morskich.

Sauny w Malmö

Sauny w Malmö. Budynek, stary i stylowy, leży w wodach zatoki, mniej więcej dwieście metrów od brzegu plaży. Praktyczne rozwiązanie. Można wskoczyć do morza niemal prosto z sauny, a w pogodne dnie opalać się na pomostach. Idę głównym pomostem do przebieralni. Po prawej jego stronie ciągną się szeregiem kabiny, proste, zwyczajne, bez wygód, ale przez starych bywalców wykorzystywane chętnie, bo dają złudzenie pewnej prywatności. W drzwiach jednej z nich spostrzegam mężczyznę w średnim wieku. Jest zajęty rozmową telefoniczną, drugą ręką wciąż odgarnia i poprawia włosy, rozwiewane przez silny dzisiaj wiatr. Stoi nagi, w czym nie ma nic dziwnego, to męska strona obiektu, wszyscy chodzą tu nago. Tym, co przykuwa moją uwagę, jest coś innego – przed nim, a raczej między jego udami, stoi mała, jasnowłosa i również naga dziewczynka. Z całą pewnością nie ma więcej niż cztery, góra pięć lat. Wyraźnie nudzi się, czekając aż ojciec skończy rozmowę (zgaduję, że to jej ojciec), dłubie w nosie palcem jednej dłoni, a drugą dłoń zaciska na jego penisie, pociągając go tak, jakby to był wskazujący palec dłoni jej ojca. Mężczyzna, mimowolnie stymulowany w ten sposób, ma częściową erekcję. Jest południe. Nie tylko ja jestem świadkiem tej sceny. Nikt nie reaguje.