Ucieczka z Raju

Jeśli chcemy przetrwać, człowiek musi stać się gatunkiem kosmicznym – powiedział Elon Musk w jednym z wywiadów. I ma rację. Fakty nie pozostawiają złudzeń. Prędzej czy później uderzy w naszą planetę coś na tyle wielkiego, że zagrozi przetrwaniu całego rodzaju homo albo życiu w ogóle. Przy NASA od wielu lat istnieje sekcja, która zajmuje się analizą takich scenariuszy zabójczych kolizji, a Danica Remy, dyrektor generalny Fundacji B612, odpowiedzialna za badania i projektowanie systemów w celu ochrony Ziemi przed asteroidami mówi, że „jest na 100 proc. pewne, że zostaniemy trafieni, ale nie jest na 100 procent pewne kiedy”.

Wszystkie gatunki egzystujące na Ziemi są „mięsem armatnim” Natury. Natura powołuje je do życia, pozwala rozwijać się, powiększać swoje nisze, następnie wybija, niszczy, poprawia lub degraduje, ściera w proch lub odtwarza w jakiejś innej formie. Prawo opcji nie istnieje w Naturze. Obecnie żyje mniej niż jeden procent spośród wszystkich gatunków zwierząt, jakie kiedykolwiek na Ziemi istniały. Zagłada dinozaurów lub masowe wymieranie permskie, które unicestwiło 9 na 10 gatunków organizmów morskich, a z lądów zniknęła ponad połowa rodzin gadów i płazów, to tylko najbardziej znane przykłady. Powłoka naszej atmosfery jest krucha, kosmiczne „bomby” docierały do nas wielokrotnie i naiwnością jest sądzić, że zaprzestaną swoich niszczycielskich wizyt. Niedawno ustalono dokładną datę, kiedy asteroida może uderzyć w Ziemię z siłą odpowiadającą 22 bombom atomowym. To ciało niebieskie, zwane Bennu, zbliża się do naszej planety co sześć lat, a naukowcy uważają, że istnieje realne ryzyko zderzenia Ziemi z asteroidą 24 września 2182 roku.

Jesteśmy pierwszymi istotami na tym globie, które mogą zdecydować same o sobie i swoim losie. My mamy opcję. Ale opcją tą nie są układy z naturą, współżycie z naturą czy pokora wobec natury. Powrotu do natury nie ma. To prawda, że wyszliśmy z niej, ale przetrwaliśmy wbrew niej. Przetrwaliśmy dzięki ucieczce z Natury – pierwszym przejawem naszej niepokory było pierwsze zbudowane przez nas miasto. Tym aktem wypowiedzieliśmy przeznaczony nam przez Naturę los, poszliśmy własną drogą, pępowina została ostatecznie zerwana i nie ma powodu, by tego żałować czy opłakiwać. Nie jest bowiem prawdą, że zostaliśmy wygnani z Raju. Opuściliśmy królestwo zwierząt dobrowolnie. Wznieśliśmy nasz własny Raj – jest nim Miasto. To wtedy już uczyniliśmy pierwszy krok do tego, by stać się gatunkiem kosmicznym, istotami, które same tworzą swój los i decydują o nim.   

Świat wg plemnika

Po zastrzeleniu we Francji pewnego 17-latka, którego nie dotyczyły ogólne przepisy ruchu drogowego, kraj pogrążył się w chaosie. W ostatnich dniach w serwisach informacyjnych i mediach społecznościowych pojawiło się wiele filmów, na których policja strzela gazem łzawiącym, a bezmyślny i wściekły tłum chuliganów pali nieekologiczne samochody, niszczy atakujące go biblioteki i kościoły, i zabiera ze sklepów i magazynów od dawna należne im rzeczy.

Prezydent Francji Emmanuel Macron zdobył się na ogromny intelektualny wysiłek i ogłosił, że całej tej sytuacji i zamieszkom, które wybuchły w różnych częściach kraju winne są głównie media społecznościowe, przede wszystkim Snapchat i TikTok, które relacjonują te wydarzenia bez należytych komentarzy czy cenzury. Zdaniem Macrona odpowiedzialność w znacznej mierze ponoszą również gry wideo.

Niewiarygodne, że to właśnie ten plemnik wygrał najpierw w wyścigu do komórki jajowej, a potem w wyścigu do prezydenckiego fotela. Natura rzeczywiście musi być ślepa.

Powrót do natury

Cywilizacja to żmudne dążenie człowieka do uniezależniania się od Natury – innymi słowy, uwolnienia się od kaprysów klimatu, od przewrotności przyrody, od życia w nieustannym zagrożeniu. Cywilizacja to próba zapanowania nad swoim otoczeniem i światem, próba uczynienia życia dobrym lub przynajmniej znośnym. Czymże więc jest lansowana obecnie idea „powrotu do natury”? Jest to par excellence propozycja demontażu cywilizacji. Nie można bowiem wrócić do natury nie niszcząc cywilizacji. Cywilizować znaczy poskramiać naturę, dostosowywać ją do ludzkich potrzeb i wymagań. Powrót do natury zaś to wygaszanie cywilizacyjnych zdobyczy i udogodnień. Powinniśmy przestać wznosić domy, eksploatować zasoby naturalne, przestać budować drogi i mosty, porzucić naukę, zaniechać produkcji leków, zniszczyć większość naszych ekstensji, wyciemnić miasta, zlikwidować emisję gazów spalinowych, czyli ograniczyć wszelkie środki transportu, zlikwidować produkcję mięsa, skasować elektrownie, etc. Triada głoszona przez domorosłych ekologów, kryptotchórzy i samobójców, czyli powrót do natury, życie zgodne z naturą i ratowanie natury, to doskonale puste frazesy, pseudointelektualne wydmuszki, które tylko idioci mogą brać na poważnie. Nie można zatrzymać naszej wędrówki, nie można jej nawet wyhamować, nie mamy na to wpływu. Żyjąc zużywany życie, dylemat Rafaela de Valentin, nasz cywilizacyjny szagryn kurczy się także, kurczy się z każdym przeżytym dniem, a mimo tego jedyne, co nam pozostało, to iść jeszcze szybciej, sięgać jeszcze dalej, myśleć jeszcze odważniej, nie oglądać się za siebie i zawsze pamiętać, że egzystujemy nie dzięki Naturze, lecz dlatego, że kiedyś zdołaliśmy ją opuścić. Nie ma powrotu do Natury, tak jak nie ma powrotu do dzieciństwa. Można iść do tyłu, ale nigdy wstecz. Natura nas nie ocali – nasza szansa na ocalenie to cywilizacja.

Zamach

Pozwalając na pojawienie się człowieka, natura popełniła więcej niż błąd – przygotowała zamach na siebie samą, napisał kiedyś Emil Cioran. Właśnie tak. Ze wszystkich kreacji natury tylko człowiek jest zdolny do przeprowadzenia takiego zamachu i mam nadzieję, że pewnego dnia odważy się tego dokonać. Dopiero wtedy uzyska wolność. Ktoś powie, że mamy zbyt wiele do stracenia. Otóż, nie. Nie mamy nic do stracenia. Natura i tak nas zniszczy, prędzej czy później. Zagłada naszego gatunku to tylko kwestia czasu.

Chamfort

Niezrównany Chamfort: Pytano pana N., czemu natura uczyniła miłość niezależną od rozumu. „Dlatego, że natura myśli jedynie o gatunku i dla utrwalenia go nie potrzebuje naszych głupstw. Jeśli, będąc pijany, zbliżę się do służącej w karczmie albo do ladacznicy, cel natury może być równie dobrze spełniony, co gdybym zdobył Klaryssę po dwóch latach starań; podczas gdy rozum ochroniłby mnie od pomywaczki, od ladacznicy, a nawet może od Klaryssy. Gdyby się radzić tylko rozumu, któryż człowiek chciałby być ojcem? Ciąża i gotować sobie tyle zgryzot na tak długo? Któraż kobieta dla parominutowego spazmu chciałaby się narazić na rok choroby? Odbierając nam rozum, natura lepiej utrwala swoje panowanie i oto czemu zrównała pod tym względem Zenobię i pomywaczkę, Marka Aureliusza i jego parobka”.

My i nużeńce

Wszystkie zapewnienia, że świat mógłby doskonale obejść się bez człowieka, zwłaszcza takie zapewniania ze strony naukowców, wydają mi się śmieszne. Naturalnie, że tzw. świat mógłby obejść się bez nas. Obywał się bez nas przez miliardy lat. Tylko, że wówczas nie było świata. Świat nie istniał, bo nikt i nic nie mogło potwierdzić jego istnienia. O istnieniu można mówić wyłącznie wówczas, gdy da się je poświadczyć. I to właśnie my, ludzie, poświadczamy istnienie tego świata, to my uwierzytelniamy go, to my obdarowujemy go istnieniem. Nie istnieje coś, czego nikt i nic nie potwierdza, czego nikt i nic nie uwierzytelnia. Drzewa, muchomory i dziobaki nie poświadczają istnienia świata, podobnie jak nużeńce nie poświadczają naszego istnienia. Dziobaki i nużeńce nie mogą poświadczyć nawet własnego istnienia. Jedynie my posiadamy świadomość. Likwidując nas, świat popełniłby samobójstwo – przestałby istnieć. Możliwe więc, że jesteśmy, jak to określa Cioran, herezją natury, aberracją, ale i możliwe też, że jesteśmy aberracją wyprodukowaną przez naturę tylko w tym celu, by mogła zaistnieć. Bez nas nigdy nie nabyłaby istnienia. Przestańmy więc z uporem idiotów powtarzać, że należymy do Natury. Już nie.  

Seks

Seks jest czymś w rodzaju nagrody pocieszenia za nasze krótkie życie. Aby uczynić nasze życie wiecznym, należałoby przestać rozmnażać się płciowo, a zacząć rozmnażać się przez pączkowanie, bowiem jedynie organizmy oparte na rozmnażaniu bezpłciowym mają szansę na wieczność. Minusem jest jednak to, że nie uprawiają seksu. Także i w naturze nic za darmo.

Kilka uwag anty-ekologicznych

Ruchy ekologiczne to odmiana współczesnego flagelantyzmu. Zachęcają do wyrzeczeń oraz pokuty, do samobiczowania się w imię przetrwania. Nie pojmują, że nie chodzi o to, by przetrwać, lecz o to, by żyć. Jest zdecydowana różnica między przetrwać, a żyć. Dla nas, jako gatunku, kwestia przetrwać jest nieinteresująca. Należy zajmować się jedynie pytaniem, co uczynić, by trwać. Życia nie można wymodlić ani zapewnić sobie pokutą. Życie można tylko zdobyć.

Ekologia ma pewne propozycje odnośnie przeszłości, ale absolutnie żadnych godnych uwagi odnośnie przyszłości. Jedyne, co proponuje, to powrót do jaskiń. Tymczasem dobrze wiemy, że nie ma powrotów. Żadne powroty nie są możliwe. Nie można iść do przodu, cofając się. Kiedyś, dawno temu, gdy byliśmy jeszcze odważni, zbuntowaliśmy się przeciwko Naturze i jej ślepej wszechwładzy. Wiele razy udowodniliśmy, że można ją pokonać. Pokazaliśmy, że może i jesteśmy jedną z jej kreacji, ale jesteśmy też i jedyną, która ma szansę sama zdecydować o swoim losie.

Jeżeli chcemy trwać jako gatunek, musimy uczynić Naturę bezużyteczną. Powinno to być naszą główną i jedyną ideą. Dopóki uważamy, że Natura jest użyteczna, uzależniamy się od niej, od jej łask i kaprysów, a Natura to kaprys permanentny. Dopiero, gdy uczynimy Naturę bezużyteczną, uzyskamy moc stanowienia o naszym istnieniu i trwaniu.

Totalnym nieporozumieniem są nawoływania, by ratować Naturę. Natura nie potrzebuje i nie może być uratowana. Natura jest skazana na zagładę. Chodzi tylko o to, by wziąć z Natury i sensownie wykorzystać to wszystko, co pozwoli nam uratować nas samych. Natura nas nie uratuje. Tylko my sami możemy się uratować. Wbrew Naturze. Dokładnie jak na początku naszej drogi.

Te niedorzeczne oskarżenia, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Jak możemy by dobrzy, skoro Natura nie jest dobra? Natura jest bezwzględnym terminatorem, zabójcą bezdusznym i nieubłaganym. Zdołaliśmy częściowo odseparować się od niej wznosząc domy i miasta, ale ona i tak usiłuje je zniszczyć. Jeżeli nie atakuje nas wybuchami wulkanów, trzęsieniami ziemi, tsunami, to próbuje to uczynić przez inwazje wirusów. Obecnie nie przychodzi jej to tak łatwo jak niegdyś, ale to nie znaczy, że pewnego dnia nie znajdzie jakiegoś sposobu, by unicestwić nas ostatecznie i nieodwołalnie. To powinno nam wiele podpowiedzieć.

Ekologia jest zamaskowaną religią. Nosi wszystkie cechy religii. Nie wymaga żadnego wysiłku intelektualnego. By uprawiać ekologię, wystarczy wiara. Ekologia jest religią atrakcyjną, bo jeszcze bardziej prymitywną niż islam. Islam ma pięć zasad. Ekologia tylko jedną.

Nasze myślenie o Naturze i rozumienie jej jest przestarzałe i fałszywe. Jest to doskonały przykładem naszego lenistwa umysłowego. Fakty o prawdziwej naturze Natury mamy tuż przed naszym nosem, ale heroicznie staramy się tego nie postrzegać. Natura jest przewrotna, nieodpowiedzialna, niestabilna, zdradziecka, bezwzględna, mordercza i podstępna. Wiemy od setek tysięcy lat, że w Naturze nie da się żyć. W Naturze nie da się trwać. Można co wyżej przez pewien czas przetrwać. Jeżeli nasz gatunek chce trwać, musi przestać myśleć o Naturze sentymentalnie, bukolicznie i sielankowo. Natura nas nie zbawi i nie ochroni. Naszej fizycznej rzeczywistości nie da się owinąć Naturą jak puchowym śpiworem. Czas już, abyśmy rozpoczęli myśleć o Naturze w diametralnie inny sposób. Powinniśmy zacząć traktować ją przedmiotowo, jako naszą szansę, by oderwać się od niej, aby już nigdy jej nie potrzebować i nie być zdanymi na jej łaskę.

Dwa trendy

Dwa współczesne trendy, które nie napawają optymizmem. Pierwszym jest przesycona lękiem ekologia, rozumiana głównie jako dążenie do zachowania naszego pierwotnego, archaicznego środowiska za wszelką cenę. I jest to, niestety, marzenie kijanki o wiecznej kałuży. Drugą propozycją jest nauka, ale traktowana marginalnie, jako doraźna pomoc w ułatwianiu nam życia i czynieniu go wygodniejszym tudzież produkcji coraz bardziej wymyślnych gadżetów i zabawek, zamiast być bezkompromisowym narzędziem, którego głównym celem winno być uniezależnienie nas od Natury.

Matka Natura

Pliniusz „Historia Naturalna”: Przede wszystkim człowiek jest tym jedynym śród stworzeń, którego przyroda nie odziewa z jego własnych zasobów, podczas gdy wszystkim innym przydzieliła rozmaite gotowe okrycia: skorupy, skórki, kolce, sierść, szczeć, włosy, pierze, pióra, łuski, runo! Nawet pnie drzew zabezpieczyła od zimna i upału korą, niekiedy podwójną. Tylko człowieka nagiego i na gołą ziemię rzuca w chwili jego urodzenia, na to, by zaraz krzyczał i płakał; a przecież żadne inne stworzenie nie rodzi się do płaczu, i to od razu u progu życia!

Pliniusz nie gloryfikuje przyrody, nie zachwyca się nią. W tym jest mi bliższy niż bandy współczesnych infantylnych płaczków, którzy nazywają przyrodę Matką Naturą. Nie bez powodu wyrwaliśmy się z Natury, nie bez powodu obawialiśmy się jej zawsze, nie bez powodu przez całe nasze dzieje próbowaliśmy ją opanować i okiełznać. Natura jest bezwzględna i mordercza. W naturze nie jesteśmy w stanie myśleć, tworzyć, posiadać kulturę. W naturze możemy jedynie starać się przetrwać, dokładnie tak, jak czynią to zwierzęta, i to jest właśnie to, czym zajmowaliśmy się przez miliony lat zanim udało nam się stworzyć dom i miasto. Naszą prawdziwą matką jest Dom, a naszą ojczyzną Miasto.

Natura

Jakże śmieszni i żałośni jesteśmy w naszych buńczucznych pokrzykiwaniach o tym, że możemy zniszczyć naturę. W dzisiejszej prasie informacja i kilka fotografii z Wenecji, wolnej od turystów. Woda w kanale jest czysta, pojawiły się ławice ryb, zaobserwowano także kilka delfinów, powróciły łabędzie, niespodziewaną wizytę złożyła para dzików. To wszystko ma miejsce tylko po paru dniach kwarantanny … Natura nie potrzebuje więcej niż kilku sekund z jej wieczności, by zatrzeć i wymazać większość śladów po nas. Nie, nie zniszczymy natury. Kiedyś, gdy jeszcze nie czuliśmy się wszechmocni i wszechwładni, wiedzieliśmy o tym. Wiedzieliśmy, że natura jest niszczycielska i staraliśmy się nad nią, mniej czy bardziej nieporadnie, zapanować. Teraz czujemy się tak silni i niezwyciężeni, że postulujemy, by ratować naturę, objąć ją programem opieki, uchronić ją przed nami, wpisać na listę „gatunków” zagrożonych. Co za monstrualna próżność! Tym bardziej, że nieuzasadniona. Nie zniszczymy natury. Powinniśmy raczej poświęcić wszystkie nasze siły, naszą niemal boską przebiegłość, by ją ujarzmić, nauczyć się nią sterować i nagiąć do naszych celów i potrzeb. Jeżeli oznacza to niszczenie natury, niszczmy ją, bowiem w przeciwnym wypadku ona nas – prędzej czy później – zniszczy. Przyroda niszczy swoje twory. Zawsze. Dzisiaj właśnie demonstruje nam, jak dziecinnie łatwo może to uczynić.

Strzępy 18

Maskowana pogarda homoseksualistów wobec kobiet, co – niestety – większość kobiet bierze za dobrą monetę.

                                                                   ***

Wolfgang Behringer, niemiecki historyk, zajmujący się badaniami procesów czarownic, pisze o nieprzypadkowej zbieżności między kulminacjami prześladowań, a okresami mrozów i nieurodzaju w latach 1560-1574, 1583-1589, 1623-1630 oraz 1678-1698. Od roku 1730 klimat stabilizuje się i nastroje także. „Tak więc jest czymś więcej niż tylko metaforą stwierdzenie, że słońce Oświecenia zakończyło erę polowań na czarownice”- pisze.

                                                                    ***

Kanadyjski neuropsycholog Donald Hebb na pytanie dziennikarza: „Co bardziej wpływa na naszą osobowość – natura czy kultura?” dał znakomitą odpowiedź: „A co, jak pan myśli, bardziej wpływa na pole prostokąta – jego długość czy szerokość?”.

Klimat i nos

Ten nieznośny, antropocentryczny ton w obecnych dyskusjach i rozważaniach o klimacie – całkiem jakby klimat Ziemi był jakimś skodyfikowanym zbiorem fundamentalnych, stałych, raz na zawsze ustalonych praw i wartości, jakby nie podlegał fluktuacjom, jakby miał spełniać nasze pobożne życzenia o bezpieczeństwie i zaspakajać nasze wyobrażenia o niezmiennej i wiecznej Naturze. Od naszej rzeczywistości zewnętrznej, czyli otoczenia zaczynamy wymagać dokładnie tego samego, czego wymagamy od naszej rzeczywistości wewnętrznej, naszego organizmu – bezwarunkowego status quo. Niepokoi nas nawet katar i natychmiast pędzimy do apteki po krople do nosa i czujemy się zawiedzeni, że nie ma żadnych kropli na „kaprysy” Klimatu. Może Klimat ma w nosie nasze krople?

Natura

H. Miller w liście do L. Durrella: Kiedy jednak widzę prowincję, wieśniaków, degeneratów, umysłową pustynię, kiedy widzę krowy, owce, drzewa, które są mi całkowicie obojętne, wpadam w panikę. Mogę żyć w otoczeniu skał i piasku, ale nie obok okiełznanej Natury. Sam zaczynam czuć się jak krowa. Nie potrzebuję przestrzeni ani świeżego oddechu.

Błąd logiczny

Y. N. Harari „Od zwierząt do bogów”: Nie wierzmy idealistycznym ekologom twierdzącym, że nasi przodkowie żyli w harmonii z przyrodą. Bo żyli z nią w dysharmonii. Na długo przed rewolucją przemysłową homo sapiens był wśród wszystkich organizmów sprawcą wymarcia największej liczby gatunków i roślin. Mamy wątpliwy zaszczyt bycia najbardziej morderczym gatunkiem w annałach biologii.

W powyższych słowach kryje się pewien, aż nazbyt dzisiaj powszechny, błąd logiczny, błąd o poważnych konsekwencjach zresztą, bo to on powoduje, że coraz częściej i coraz chętniej deprecjonujemy i naszą kulturę i nas samych. Czy z naturą można żyć w jakiejś urojonej harmonii i co to miałoby oznaczać? Czy znaczy to, że Natura, jeżeli będziemy sprawować się dobrze i grzecznie, wygasi wulkany, wyeliminuje niebezpieczne wirusy, powstrzyma tsunami i huragany, że poprawi usterki w naszych genach i zawiesi, choćby warunkowo, niszczycielskie trzęsienia ziemi? Czy natura jest harmonijna? W czymże objawia się jej harmonia? Czy w tym może, że z lubością powołuje do życia najbardziej niewiarygodne przeciwieństwa i skrajności? Nasi przodkowie mieli nikłe szanse, by żyć w symbiozie z dwumetrowymi kangurami, lwami workowatymi, z jaszczurkami podobnymi do smoków, dziesięciometrowymi wężami, z gigantycznymi diprotodonami, dwuipółtonowymi wombatami lub nielotnymi ptakami, dwa razy większymi od strusi, czy setkami tym podobnych maszkaronów. Natura przez miliony lat zabawiała się produkcją  koszmarnych i przerażających potworów, oddając się temu zajęciu z takim samym upodobaniem jak dziś hollywoodzcy producenci horrorów. Jedyną jej udaną kreacją jest człowiek, stworzony przez nią zresztą albo przypadkiem albo w chwili odpoczynku od powielania kolejnych bazyliszków i krakenów. Niestety, to jemu właśnie musiał przypadł w udziale wątpliwy zaszczyt wytępienia tego całego robactwa. I udało mu się to, mimo dziesiątków niesprzyjających okoliczności i prawie zerowych szans. Jesteśmy najsilniejszym i najinteligentniejszym gatunkiem w „annałach biologii”. Czy powinniśmy się tego wstydzić? Przeciwnie, uważam, że powinniśmy być z tego dumni.

Nie ma czegoś takiego jak „świat dla wszystkich”, a wówczas nie było też czegoś takiego jak „Prawa człowieka i wszystkich innych Zwierząt na Całej Ziemi”. A nawet gdyby były, to wątpię, by lwy workowate, gigantyczne węże czy olbrzymie torbacze chciały to podpisać i przestrzegać. Człowiek, słaby i – sensie fizycznym – skąpo przez naturę wyposażony, był zmuszony wyeliminować zagrożenia, jeżeli chciał przeżyć i trwać.  Wyeliminował je i przeżył. Czy jest to morderstwo? Życie w Naturze nie ma nic wspólnego z uprawianiem etyki. Y. N. Harari w innym miejscu swojej pracy słusznie zauważa, że cała nasza otoczka kulturowa – nasze prawa, religie, prawa człowieka, ONZ, korporacje, giełda, Peugeot, ustawodawstwo, pieniądze – są tylko i wyłącznie wytworami naszej bujnej wyobraźni. Etyka jest także wytworem naszej bujnej wyobraźni. Niczym więcej. Szkoda, że o tym Harari całkiem zapomniał.

Harari

Y.N. Harari w „Sapiens” o tym, że w ciągu ostatnich 30 tysięcy lat przywykliśmy do bycia jedynym gatunkiem człowieka i że trudno nam nawet wyobrazić sobie, że być może istniało znacznie więcej gatunków, zwłaszcza, że znamy tylko nieliczne. Otóż, myślę, że wcale nie tak trudno. Natura zawsze produkuje wszystkiego w nadmiarze, a potem, stopniowo, redukuje to, co słabsze czy mniej udane. Wiemy to nie od dzisiaj. Poza homo soloensis, homo denisova, poza neandertalczykami czy liliputami z wyspy Flores istniały zapewne dziesiątki innych „eksperymentów” Natury. Nie przetrwały. Niewątpliwie w wielu wypadkach to właśnie homo sapiens przyczynił się do ich zniknięcia z dziejowej sceny, ale określanie naszego gatunku ekologicznym seryjnym mordercą pachnie nie tyle nauką, czego można by spodziewać się po tej pracy, co nieznośnie tanim i płaczliwym sentymentalizmem, tak obecnie popularnym. Natura nigdy nie uprawiała i nie uprawia etyki.

Pauzaniasz

Od tygodni Pauzaniasz, pełne trzy tomy, hojny prezent od Ag. Czytam go powoli, smakuję każdy akapit, chciałbym, by starczył na długo. Tymczasem dotarłem prawie do kresu tomu „Wędrówka po Helladzie” i nigdzie, dosłownie nigdzie, ani jednego słowa o naturze czy przyrodzie. Przyroda dla niego nie istnieje. Nie postrzega jej, nie uznaje za stosowne, by wspomnieć o jej istnieniu, a jeżeli pojawia się jakaś wzmianka, to jedynie wówczas, gdy mowa o katastrofach naturalnych. Jest mi to bliskie i znajome – nie cierpię przyrody. Uznaję ją jedynie jako dekorację, a przesadna dziś gloryfikacja przyrody wydaje mi się być obrzydliwa i niestosowna; zgodnie z panującą obecnie manierą podlizujemy się do wszystkiego co, jak trwożliwie przeczuwamy, jest silniejsze od nas i może nas zniszczyć w każdej chwili. Z dumnych zdobywców świata staliśmy się bandą tchórzy. Przyrodę powinno się traktować jak teatralną dekorację – dostosowując jej formę do granej przez nas sztuki. Pauzaniasza rozumiem doskonale – on i jego współcześni byli wciąż jeszcze zbyt blisko przyrody, by ją podziwiać czy, tym bardziej, kochać. W przeciwieństwie do nas, dobrze znali prawdziwą naturę natury.